Chcesz być na bieżąco? Zapisz się do naszego newslettera


Wywiad z Andrzejem Pągowskim "Niech w mieście żyje plakat"

 

Czas czytania: ~6 min


8 maja 2018 mija termin zgłaszania projektów do Konkursu KOŁO. W tym roku, z okazji 20., jubileuszowej edycji, plakat konkursowy stworzył Andrzej Pągowski.

 

ULP3TXkYH1UKJWwMVC1DZEOLkkZYvgWCzqbRCoWW7qDPJblRPlluC4N4S2AS_pongowskijpg.jpg

Dla grafika, który powiedział w odpowiednim momencie: „papierosy są do dupy”, nie ma spraw tabu. – mówi Andrzej Pągowski – mistrz sztuki polskiego plakatu, a także artysta, który w swojej twórczości zmierzył się ostatnio z tematem… miejskiej potrzeby.    

 

Trendy w dzisiejszym świecie w dużej mierze wyznaczane są przez komercyjne projekty, a przekaz reklamowy, będący sztampową już cyfrową wizualizacją, tak naprawdę może stworzyć już każdy grafik. Czy polski plakat umarł?

 

Kiedyś, na jednym ze spotkań podeszła do mnie pani i powiedziała: „Wie pan, jaką wielką frajdę mam z tego, że pan jeszcze żyje”? – Pomyślałem: kurczę, o co chodzi? – „Niech się pan nie obrazi, ale czytałam, że polski plakat umarł, a ponieważ moje mieszkanie było zawsze przez mojego ojca wytapetowane pana plakatami, to jak usłyszałam, że polski plakat umarł – wydawało mi się, że i pan umarł”. Pomyślałem sobie wtedy, że rzeczywiście, medialnie poszedł taki komunikat, że w latach 90., na początku zmiany wieku, z plakatem dzieje się niedobrze. Nieprawda! Plakat istnieje, tylko zszedł do podziemia. Młodzi designerzy produkują bardzo dużo dobrych plakatów, tylko nie w takich ilościach, w jakich były prezentowane na przykład moje prace na początku kariery twórczej. Gdy zaczynałem, samych tytułów filmowych było osiemset rocznie, dodatkowo każdy teatr robił swoje prace i komentował je plakatami. Ich nakłady były olbrzymie – plakat filmowy miał średnio 8-9 tysięcy, teatralne też produkowały się w granicach kilku tysięcy. Dzisiaj teatr albo produkuje jedną sztukę, która wisi w gablocie przed teatrem albo też trzy sztuki, bo ma dwa słupy, na których może te plakaty  wykleić. Bogatszy teatr robi ich kilkanaście – kilkadziesiąt… Ale to jest wszystko.

 

Zupełnie niedawno, z okazji jubileuszu 20. edycji konkursu KOŁO, stworzył Pan plakat skierowany do architektów. Jego tematem jest miejska potrzeba, pozostająca tak naprawdę wstydliwą kwestią. Prawdziwi artyści raczej nie unikają kontrowersji, ale czy sztuka może mówić o wszystkim?              

 

Dla mnie temat ten był trochę zaskoczeniem, bo do tej pory komentowałem spektakle teatralne, najczęściej filmy. Natomiast tak naprawdę, nie ma tu żadnej różnicy, ponieważ temat to temat. Może ktoś chciałby nakręcić film o poszukiwaniu fajnego miejsca na toaletę publiczną i wtedy musiałbym to skomentować? Najbardziej zaskoczyło mnie to, że to już 20 lat, bo wydawało mi się, że obserwuję co się dzieje w naszym kraju.  Widziałem przecież pawilon, nawet korzystałem z niego wielokrotnie przy Stadionie Narodowym w Warszawie, ale nie wiedziałem, że to jest owoc konkursu. Najfajniejsze są wyzwania, które nie są stereotypowe – bo nie ukrywam, że po czterdziestu latach, a w zeszłym roku miałem jubileusz czterdziestolecia pracy zawodowej, podchodzi się do tego profesjonalnie. Trzeba stanąć naprzeciw przeciwnika, wyjąć rewolwery w odpowiednim momencie – strzelić i, daj Boże, wcelować. Zawsze jest to jakiś pojedynek, zarówno z tematem, jak i z odbiorcą. Natomiast przy tym projekcie miałem obawy –  był strach, że mogę nie znaleźć tego, co jest dla mnie charakterystyczne – pewnego dowcipu, puszczenia oka, pewnej anegdoty… Bo toaleta publiczna może okazać się tak ciężkim tematem – nie powiem „drętwym” – że to się nie uda. W momencie, w którym  usiadłem do pracy i zacząłem szukać tego pomysłu, nawet napiłem się dużo wody, żeby poczuć presję, że bardzo bym chciał znaleźć toaletę publiczną… (śmiech) To żart… Ale wtedy pomysły zaczęły przychodzić i myślę, że udało się oddać kwintesencję tego projektu.  

 

W takim razie możemy powiedzieć, że dla artysty toaleta publiczna to oczywista potrzeba, a nie temat tabu?

 

Dla grafika, który powiedział w odpowiednim momencie: „papierosy są do dupy”, nie ma spraw tabu. Każdy ma swoje potrzeby, są takie czy inne. Jeżeli będziemy się zastanawiali nad tym, co chcemy powiedzieć, to zaczniemy się cenzurować i będziemy mówili: „No przepraszam bardzo, udaję że mi z buzi nie śmierdzi”. Sorry, jeżeli Ci śmierdzi z buzi, to rób wszystko, żeby nie śmierdziało. Dzisiaj tak naprawdę reklama jest bezwzględna, bo jadąc z dzieckiem samochodem słyszymy co chwilę: wzdęcia, próchnica, szczęka… Nie mówię już o innych rzeczach. Tak że samo słowo „toaleta publiczna”, nie robiło na mnie żadnego wrażenia. Natomiast pomyślałem sobie, że nie chciałbym, by ono graficznie w jakiś sposób było odpychające czy też powodowało niechęć do tego plakatu.

 

Jakie, Pana zdaniem, powinno być takie miejsce?

 

Dla mnie toaleta publiczna jest miejscem, którego potrzebuję w swoich kontaktach z miastem, przyrodą, z otoczeniem. Sporo jeżdżę na rowerze – wystarczy trochę wyjechać w przestrzeń i zobaczyć, że jednak ta toaleta publiczna jest ciągle krzakami i drzewem. Tym większy szacunek dla tego typu konkursu, który pokazuje, że możemy to jakoś cywilizować. Chodzi o to, żeby to było miejsce, które w jakiś sposób wpisuje się w krajobraz miejski, a przede wszystkim nie jest tylko i wyłącznie miejscem do umycia rąk, załatwienia swojej potrzeby – żeby to było coś więcej. Tak naprawdę to jako uczestnik czy jako osoba, która z tego korzysta, chciałbym żeby gdzieś obok były funkcje, które w miejscach dla mnie nowych pokażą mi co jest w okolicy, będą czymś  w rodzaju informacji turystycznej. Nie chciałbym mówić, że to też powinno być jakimś miejscem gastronomicznym, bo wiadomo, że one powstają o wiele łatwiej, szybciej i zwykle są już gdzieś w okolicy. Może nawet dobrze, żeby to było miejsce, w którym możemy przewinąć dzieciaki, nawet wziąć prysznic. Żebym, biorąc rodzinę na rower czy spacer, mógł czuć się bardzo dobrze, ekskluzywnie, bo nie tylko mogę zrobić to, co mam do zrobienia, ale też mogę się odświeżyć. Ostatnio, w lecie, widziałem taką sytuacją na bulwarach – dzieciak coś sobie zrobił na huśtawce i mama myła go w łazience – a więc może to też powinno być miejsce, w którym można uzyskać najszybszą pomoc? Wyobraźnia jest duża.     

 

 

Więcej o konkursie: TUTAJ


Podepnij swój artykuł

tagi

Wywiad

Renaissance Warsaw Airport Hotel od JEMS Architekci
Renaissance Warsaw Airport Hotel od JEMS Architekci

Renaissance Warsaw Airport Hotel - to projekt architektoniczny pracowni JEMS. Jak w każdym dużym mi ...

Webinarium H+H: Rozwiązania ścienne w kontekście aktualnych wymagań akustycznych i termicznych
Webinarium H+H: Rozwiązania ścienne w kontekście aktualnych wymagań akustycznych i termicznych

Zapraszamy na bezpłatne szkolenie dla architektów, studentów, wykonawców i wszystkich zainteresowany ...

Webinarium Ruukki - System ścienny Ruukki Forma 27.09.2018
Webinarium Ruukki - System ścienny Ruukki Forma 27.09.2018

Zapraszamy na bezpłatne szkolenie dla architektów, studentów, wykonawców i wszystkich zainteresowany ...

KOMENTARZE
Komentarze
Brak komentarzy
Zaloguj się, aby dodać komentarz

Nie przegap okazji!!!

zapisz się do naszego newslettera