Chcesz być na bieżąco? Zapisz się do naszego newslettera


Poszukiwacze architektury obiektywnej

 

Czas czytania: ~11 min


przegląd prasy styczeń 2003

 

mtoDLOrj0aeCuxXZwfOnKtbBKTrc2nhL8u5IFQg1qI8h548JIhC2nNUXiL09_1-21.jpg
Poszukiwacze architektury obiektywnej Architektura - Murator 1/2003, Architektura & Biznes 12/2002 Są tacy, którzy uważają, że tak zwane życie zawodowe nie może obyć się bez systematycznego wychodzenia poza macierzystą dyscyplinę. Że żeby na dłuższą metę zachować świeżość, spontaniczność i ciąg na oryginalność trzeba nauczyć się stąpania po krawędziach, po obrzeżach, trzeba nauczyć się wysadzania głowy za okno w pociągu, poddawania nerek przeciągom na korytarzach, wystawiania twarzy na bombardowanie dziwactwa, które gdzieś tam w powietrzu lata – a na co dzień niedostępne jest, nie widać go. Jeżeli jest to prawda, jeżeli to zetknięcie z innością jest głównym źródłem prawdziwej nowości i autentyczności, to nie ma się co martwić o architekturę. W jej przypadku nie ma raczej bowiem problemu z zaskorupieniem. Otwartość na to, co nieznane przychodzi tam raczej zupełnie naturalnie i bez zbędnego napinania się. Jest ona – architektura znaczy - dziedziną na tyle interdyscyplinarną, na tyle poddaną naciskom praktyki i świata, na tyle ciągle ściąga na siebie burze i ściera się z oporem materii, że w rutynę popaść w niej trudno. Architekt ciągle narażony jest na wyzwania praktyki, techniki, gustu klienta, urzędnika... Nie może więc zebrać zabawek i pójść do własnej, wyizolowanej piaskownicy, do swojego grajdołka i swojej komóreczki. Musi codziennie stawiać czoła. I dawać sobie radę i wytrzymać, i znieść - nie grzebiąc ambicji, a nawet ją pielęgnując. W związku z tym tak czy owak, a czasami całkiem mimochodem utrze się w tej konfrontacji coś ciekawego. Są i fakty. Dzięki tym cechom właśnie architektura bywała i bywa ciągle inspiratorką oraz kolebką zmian w kulturze nawet na szerszą, pozaspecjalistyczną skalę. Czasami nawet jest to wpływ dosyć intensywny, a nawet pirotechniczno - saperski. Wystarczy przypomnieć słynny już wybuch z 15 lipca 1972 roku. Wysadzono wtedy w powietrze bloki z wielkiej płyty zbudowane w Saint Louis przez japońskiego architekta Minoru Yamasaki. Do dzisiaj w podręcznikach uważa się ten fakt za symboliczny koniec modernizmu – moment pogrzebania idei „maszyny do mieszkania” Le Corbusiera. Następujące po tym sukcesy postmodernizmu, które chciał odrzeć architekturę z totalitarnego zimna Korbu, na długo zadomowiły się nie tylko wśród architektów. Do dzisiaj zresztą np. Rem Koolhaas propaguje te wzbogacone o wątki chaosu i dekonstrukcji pomysły w swoich pracach teoretycznych. Czasami z dobrym skutkiem. Jako czkawka po zimnym modernizmie powstały też nowy urbanizm ze swymi ekologicznymi obsesjami i ideą wspólnotowości, a także ciągle żywa dekonstrukcja w praktyce, która święci triumfy za sprawą Franka Gehrego. Dzięki temu napięciu między rozumem i wyobraźnią ciągle żywe pozostaje jeszcze pytanie – co to jest architektura obiektywna i kiedy, pod jakimi warunkami taka może powstawać. Wszyscy jej poszukują, a mało kto znajduje. Ale cóż, Nietzsche chyba jednak miał rację - wszystko w świecie się powtarza. Po latach położenia uszu po sobie modernizm znowu wraca, znowu kontratakuje na wszystkich polach, jak pisze wizjonersko i głęboko Robert Ostaszewski w ostatnim, internetowym Fa-arcie. Pisze on o literaturze, a nie wie chyba, że w architekturze mamy z tym od czynienia już od paru ładnych lat. Pod koniec lat dziewięćdziesiątych pojawił się tam mianowicie neomodernizm, a nawet więcej – włoski architekt Vittorio Lampugnani uznał, że jest to nurt, który będzie dominował w XXI wieku. Nie jest w tej opinii osamotniony, jak można się przekonać w najnowszym, rocznicowym numerze „Architektury – Murator”. Warszawscy logicy Architektura – Murator jest dla polskich architektów nie tylko pismem ważnym, ale może nawet najważniejszym. Na początku lat dziewięćdziesiątych tradycje starej „Architektury” upadłej po przemianach lat osiemdziesiątych, zostały przejęte przez Wydawnictwo Murator - wyspecjalizowane w wydawaniu pism o tematyce budowlanej. Tak ze starej powstała Architektura z „otcziestwem” Murator. Ton redakcyjny pismu od początku nadają sprawczynie tego przeflancowania na korzeń komercyjny - Ewa Przestaszewska – Porębska oraz Zyta Kusztra. Linia redakcyjna pisma bezpośrednio nawiązuje do tego, co dzieje się na warszawskim Wydziale Architektury i ma też wiele wspólnego z ogólnym duchem stolicy. Jest więc duch nieco ironiczny, ale praktyczny i trzeźwy. Przesycony geometrią i nieco konserwatywny w swym odwoływaniu się do tradycji przedwojennej – rozkwitu szkoły warszawskiego modernizmu z Guttem, Pniewskim i Brukalskimi - ale przy tym jakby lekko przytęchły, snobistyczny i poruszający się w zaklętym kręgu nazwisk i koneksji. Promowany i utrzymywany przy życiu przez świetlistą warszawską societę i politycznie nieco przybrudzony przez stare i nowe kompromisy. Jest to więc jakby duch dobrej praktyki i zdrowego rozsądku. Duch starannie oddzielający teorię oraz werbalne deklaracje od praktyki życia. Skąd się to bierze – ten duch właśnie - do końca nie wiadomo. Jest to jednak jakiś taki wyczuwalny wszędzie, także i w architekturze, smak miejsca. Na bliskim mi podwórku filozoficznym widać te cechy Warszawy jeszcze wyraźniej i dzięki temu też można je precyzyjniej dodefiniować. Weźmy więc filozoficzną różnicę pomiędzy Warszawą i Krakowem. Stolica zdominowana jest przez analityczny duch Szkoły Lwowsko-Warszawskiej, w Krakowie za to rzuca swój długi, metafizyczny, niemiecko-francuski cień Roman Ingarden związany ze szkołą fenomenologiczną. Ma to konsekwencje dużo dalej idące niżby się mogło na pierwszy rzut oka wydawać. Ma po prostu konsekwencje duchowe. Ta geograficzna i metodologiczna różnica rozciąga się po prostu na wszystkie dziedziny. Może ma coś wspólnego z historią, może z mentalnością. Nie wiadomo, ale trwa i ciągle się odradza wbrew sceptykom. Architektura – Murator jest więc w tym duchu warszawska na wskroś, jest więc modernistyczna, ironiczna, trzeźwa, zimna, racjonalna. Krakowski – bardziej progresywny i metafizyczny - duch reprezentuje Architektura & Biznes. Ze swoim większym skierowaniem na człowieka i jego potrzeby. Mniej tu fascynacji formą samą w sobie i czystą bielą, mniej napędzanej przez media potrzeby bycia modnym – więcej tu naturalności, ludzkiej skali i tradycyjnych materiałów. Więcej też jakby lokalności. Swobodna krystalizacja Nie jest przypadkiem więc, że rocznicowy – setny numer Architektury Murator otwiera rozmowa z Renzo Piano – włoskim symbolem komercyjnej, praktycznej architektury z predykatem jakości, a nawet smaczną dla niektórych otoczką międzynarodowej gwiazdy. Piano przeszedł ciekawą drogę od swej słynnej, wczesnej realizacji – centrum Pompidou w Paryżu – jednego z symboli stylu high-tech w architekturze – do szukającego inspiracji w lokalnym budownictwie i wpisującym się w lokalny krajobraz Centrum Kulturalnym Kanaków na Nowej Kaledonii. „Postmodernizm sam w sobie nie był ciekawym ruchem. Stanowił objaw pewnej choroby, reakcję na nią, dążenie do wolności w świecie fantazji i wyobraźni, próbę wyzwolenia z okowów nadmiernej sztywności. Dziś, by cieszyć się klarownością inteligentnego racjonalizmu, równocześnie zachowując świadomość, że rozum nie potrafi „śpiewać” – powinniśmy cenić oba te dziedzictwa – poszukiwać racjonalności i dążyć do wolności” – mówi Piano w rozmowie z Peterem Buchananem argumentując na rzecz powrotu do modernizmu. W ciekawym u Włocha duchu powściągliwie skandynawskim argumentuje, że zasada i miara jest najważniejsza, że musimy im schlebiać, żeby nie popaść w nieodpowiedzialne dziwactwa. Że złoty środek i praktyka daje to niezbędne oparcie i zapobiega zbyt daleko idącym wycieczkom w nieznane, co może skończyć się źle. Przypomina się tutaj jeden z fragmentów recenzji Wojciecha Leśnikowskiego z realizacji Focus - Filtrowa Stefana Kuryłowicza – architekta, który w tej chwili święci największe triumfy na rynku warszawskim. Ma on, według Leśnikowskiego właśnie, być projektantem, którego główną cechą jest polskość, prezentowana jako malowniczość i swego rodzaju miękkość, czyli podświadome dążenie do odrzucania dogmatyczności. Niby szlachetne, ale przecież miękkim i niedogmatycznym można być tylko wtórnie – na plecach tych, którzy są twardzi i dogmatyczni właśnie. W tym sensie nie jest to do końca komplement – ta miękkość kosztem twardych dogmatyków, którzy jednak wyznaczają pole dla tych giętkich. Wyznaczają im przestrzeń w której się poruszają. W pewnym sensie są prawodawcami. Przeciwko dogmatyczności wypowiada się więc Piano bardzo wyraźnie powołując dodatkowo na ideę krystalizacji i głęboką znajomość działki – jako podstawy do projektowania obiektywnego. Odrzucając komputer - który nazywa maszynką do karaoke – opowiada się on – w imię obiektywizmu właśnie, za powolnym i naturalnym procesem powstawania w głowie architekta formy zaczerpniętej bezpośrednio z kontekstu i funkcji, z dwóch elementów, które są solą architektury. Opowiada się więc za powstawaniem formy bezpośrednio z przedmiotu, spontaniczną krystalizacją rozwiązania na gruncie praktyki i wiedzy. Piano przestrzega przy tym i odradza to podejście młodym, niedoświadczonym. Kształty takiego, zrodzonego z krystalizacji właśnie budynku nie są arbitralne, wyrastają od wewnątrz, wyrastają prosto z funkcji i trzeba mieć dużo intuicji praktycznej, żeby temu sprostać i nie popaść w przesadę, w całkowitą arbitralność, w brak pokory. Ten specyficzny intuicjonizm mogą więc stosować tylko ci, którzy wiedzą do czego służy nóż i widelec i którzy dzięki temu mogą sobie pozwolić na to, żeby jeść palcami – jakby uważa Piano. Młodym trzeba to odradzać, chronić ich przed tym podejściem. Zbyt wcześnie porzucą wtedy tradycyjną edukację i powtarzać będą zaklęcia o intuicji i talencie, co prowadzi na manowce. Neomodernizm w tym, przytaczanym przez Piano sensie, to więc głównie odpowiedzialność i wynikająca z głębokiej edukacji oraz doświadczenia elastyczność pozwalające na naturalność i spontaniczność w przeobrażaniu funkcji w formę. A przy tym duma – duma z konsekwentnej realizacji własnych pomysłów, wbrew łatwym ścieżkom schlebiania gustom inwestora oraz oporom wykonawców. Wszystko pięknie. Pozostaje tylko na koniec pytanie czy ten na nowo lansowany neomodernizm nie odziedziczy grzechów swego protoplasty. Krytycy wciąż przypominają nieśmiało, że jego idee wywodzą się nie z architektury ludzkiej, ale z architektury przemysłowej. Jego geometryczność, funkcjonalizm, wielkie struktury betonowe, zimne, pozbawione wszelkiego ornamentu wnętrza na dłuższą metę okazały się humanistyczną porażką. Wielkie, betonowe uniwersytety budowane w latach sześćdziesiątych straszą dzisiaj studentów swymi, zimnymi, betonowymi zębami i nieludzką skalą. Wielka płyta i kostka mazowiecka – archetypy polskiego budownictwa mieszkaniowego, potomkowie jednostki marsylskiej i Villi Savoy, straszą nas po nocach. Niespecjalnie dostarczają wzruszeń estetycznych. Nic to – odpowiadają zwolennicy neomodernizmu – geometria, oszczędność formalna oraz priorytet funkcji stanowią właśnie drogę do powstawania architektury obiektywnej, którą da się wytworzyć tylko na gruncie tej nowej, neomodernistyczej, spontanicznej oszczędności. W kolejnych numerach Architektury – Murator Ad. 2003 mają pojawić się rozmowy z innymi architektami - tuzami współczesności. Pojawią się więc pewnie też nowe pytania. Śląski metafizyk Zupełnie inaczej obiektywności poszukują na Południu. Architektura & Biznes nr 12/2002 przynosi wywiad i blok tekstów na temat Stanisława Niemczyka – słynnego twórcy architektury sakralnej, absolwenta Wydziału Architektury w Krakowie, na stałe zamieszkałego w Tychach. Niemczyk – wielki specjalista od budowania kościołów i domów, buntuje się przeciwko bezosobowemu modernizmowi. Na pierwszym miejscu, jako zasadę swego budowania stawia człowieka - jego potrzeby i jego skalę. Projektuje więc obiekty z naturalnych materiałów, jak cegła i kamień. Powściągliwie, ale konsekwentnie stosuje ciepły, ludzki ornament we wnętrzach. Szybko zerwał w młodości z wyuczonym na studiach modernizmem: „ Wyrastaliśmy wtedy na modernistycznym myśleniu, funkcjonalistycznym. Na wszystkim, co było związane z Kartą Ateńską, która stała się normatywem w krajach takich, jak nasz. Ona wyrastała z ideologicznego myślenia o idealnym społeczeństwie. Nie przez przypadek ideologia modernizmu narodziła się w tym samym czasie, co faszyzm i komunizm. Myślę, ze ideologie budują zagrożenie dla człowieka, jedynie w niektórych miejscach korzystają z jakiejś prawdy, zbliżają się do niej. Ale generalnie przyjęcie linii ideologa prowadzi do czegoś z czego ideolog nie może już zejść. On nie może powiedzieć „pomyliłem się”, on siebie kształtuje jako monolit, który już tylko może pchać naprzód. Jak czołg, perpetuum mobile, którego nie zatrzyma przeszkoda ani przeciwnik. Idzie i wszystko walcuje”. Niemczyk w praktyce zawodowej odszedł od tych zasad i wypracował sobie swój własny, niepowtarzalny styl dla budownictwa mieszkaniowego i sakralnego – tych budowli, gdzie milcząca większość w różnych sytuacjach przebywa na co dzień i to na sposób prywatny. Jest to więc architektura, która nie bierze zapożyczonych, śródziemnomorskich wzorców, nie posługuje się europejskimi frazesami, ale próbuje lokalną tradycję przekuć na architekturę obiektywną. Z brzucha, a nie z głowy. Nie jest to więc architektura modna, ale architektura obiektywna przez swoją szczerość. Jak pisze Paweł Boguszewicz: „Daleki od bezmyślnego kopiowania zachodnich pomysłów, od wznoszenia obiektów pozbawionych osobowości, tworzy Stanisław Niemczyk solidny fundament dla poszukiwań rodzimego, lokalnego charakteru architektury. Co na nim zbudujemy, zależy od każdego z nas”. Nie tylko w architekturze.

Podepnij swój artykuł

tagi

Dom jednorodzinny JRV2 z drewna i betonu ze studia de.materia
Dom jednorodzinny JRV2 z drewna i betonu ze studia de.materia

Projekt architektoniczny tego domu jednorodzinnego zdeterminowało jego położenie: na stoku skarpy, n ...

Budynek jako pomnik
Budynek jako pomnik

Budynek – pomnik, miejsce pamięci połączone z dziełem architektonicznym – to pomysł, który nie jest ...

Mies van der Rohe Award: polskie nominacje
Mies van der Rohe Award: polskie nominacje

EU Prize for Contemporary Architecture - Mies van der Rohe Award – to najważniejsza nagroda architek ...

KOMENTARZE
Komentarze
Brak komentarzy
Zaloguj się, aby dodać komentarz

Nie przegap okazji!!!

zapisz się do naszego newslettera