Chcesz być na bieżąco? Zapisz się do naszego newslettera


Za kratami

 

Czas czytania: ~3 min


Za kratami

 

Dyskuzja na temat grodzonych osiedli w Warszawie. Domy za płotem i place zabaw przypominające spacerniaki z furtką otwieraną kodem wciąż budzą ogromne emocje. Nie brakowało ich wczoraj na Wydziale Architektury Politechniki Warszawskiej, gdzie odbyło się spotkanie "Zamieszkiwanie w rosnącej Warszawie". Gall Podlaszewski, współorganizator dyskusji: - To podsumowanie ogólnopolskiego przedsięwzięcia AD PUBLICANDUM, które trwało rok. Warszawska grupa studentów architektury robiła badania na wybranych fragmentach miasta i zaprosiła do dyskusji psychologów środowiskowych. A ci nie pozostawili żadnych wątpliwości. - Osoby nastawione pozytywnie do grodzenia osiedli deklarują niższy stopień zaufania społecznego wobec innych ludzi - zauważyła prof. Maria Lewicka, psycholog z Uniwersytetu Warszawskiego. Można rozumieć to tak - boimy się, że wśród ludzi z drugiej strony ulicy trafi się jakiś łobuz, złodziej, wandal lub rozrabiaka, dlatego wolimy się odizolować płotem. Z kolei na bliskich sąsiadów z tej już naszej ogrodzonej "wspólnoty" oko mieć będzie ochroniarz i kamera na słupie. Dlaczego tak jest? Bo jak przypomniała prof. Lewicka, "Polskę charakteryzuje najniższy poziom zaufania społecznego wśród krajów europejskich". Naturalnie, zawsze może być gorzej, o czym przypomniała Katarzyna Zaborska, architekt i psycholog. Choć robi doktorat (pod kierunkiem prof. Lewickiej) z naszych osiedli zamkniętych, przytoczyła również przykład Sao Paulo. - Mieszka tam 17 mln ludzi. Jest 2 mln ochroniarzy. Co roku sprzedaje się ok. 4 tys. osobowych samochodów opancerzonych. Najbogatsi latają helikopterami. Jedna trzecia żyje tam na osiedlach strzeżonych - przypomniała doktorantka. Jak wynika z jej badań, między 39 a 50 proc. klientów targów mieszkaniowych szuka lokum za płotem, tylko jedna czwarta go nie chce. W czasie dyskusji nie mogło zabraknąć przykładu grodzenia doprowadzonego do absurdu, czyli osiedla Marina Mokotów u zbiegu al. Żwirki i Wigury z Racławicką. Cały ogromny teren (w sumie 32 ha) jest ogrodzony, a ponadto płoty mają też poszczególne budynki. - Wyjaśniam, dlaczego tak się stało. Po zbudowaniu ulic na terenie Mariny przez dewelopera, okazało się, że miasto odmówiło przejęcia nad nimi kontroli. Wtedy zapadła decyzja o warstwowym grodzeniu - zdradził architekt Stefan Kuryłowicz, główny projektant tego "miasta w mieście" ze szlabanem na wjeździe i strażnikiem w budce. Prof. Marek Budzyński przekonywał, że zawsze można szukać złotego środka i dokonać syntezy przeciwieństw. - Modelowe rozwiązanie udało się nam zrealizować na osiedlach przy parku Jana Pawła II. Podwórka są zamknięte, a budynki stoją przy ulicy i mają sklepy na parterach. Tam obrót mieszkań po prostu się skończył. Nikt ich nie sprzedaje - przekonywał architekt. Po chwili zaatakował Stefana Kuryłowicza za projektowanie domów w zielonych klinach - Mariny Mokotów oraz Eko Parku przy Polu Mokotowskim. - To zawłaszczanie przestrzeni publicznych. Dramat po prostu - przekonywał. - Przecież tam, gdzie teraz powstaje Eko Park, prawie nikt wcześniej nie chodził. Nawet to kiedyś badaliśmy. Przez tydzień doliczyliśmy się sześciu osób i dwóch psów - bronił się Stefan Kuryłowicz. - Ty w ogóle tego nie rozumiesz. Teren zielony poprawiał klimat w tej części Warszawy. A został zabudowany - irytował się Marek Budzyński

Podepnij swój artykuł

tagi

Znamy zwycięzców Konkursu Koło 2018
Znamy zwycięzców Konkursu Koło 2018

Konkurs Koło w tym roku obchodził swój jubileusz – odbyła się jego 20. edycja. Jego celem od początk ...

Face2Face Business Campus
Face2Face Business Campus

Face2Face Business Campus swoją nazwę zawdzięcza wzajemnemu ustawieniu dwóch budynków, z których zło ...

Ażurowy szpital
Ażurowy szpital

Na gmach szpitala, który powstać ma w mieście Tambacounda w południowej części Senegalu rozpisany by ...

KOMENTARZE
Komentarze
Brak komentarzy
Zaloguj się, aby dodać komentarz

Nie przegap okazji!!!

zapisz się do naszego newslettera