Chcesz być na bieżąco? Zapisz się do naszego newslettera


Pałac jako wartość

 

Czas czytania: ~6 min


Pałac Kultury i Nauki

 

33AmBUMBrOPYERV9vY7zVbXcFCAxlDCaTMiJ89dlmEcf1Vks5dFA1gzDxIaJ_palac.jpg
Burzycielskie pragnienia lekkoducha Cytadela warszawska, podobnie jak Pałac Kultury, została zbudowana jako kara dla Polaków i miała być symbolem zniewolenia Polski. Czy ktoś proponuje dziś, aby ją zburzyć? - pyta szef zarządu PKiN Publikacja Jana Pospieszalskiego ("Rzeczpospolita" 6 lutego 2007 r.) wpisuje się w chór odczuć tych przeciwników Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie, którzy postrzegają dar narodu radzieckiego dla narodu polskiego jako symbol sowieckiej okupacji i stalinowskiego zniewolenia. Z odczuciami trudno polemizować, szczególnie wtedy, gdy podszyte są emocjami. Chcę się jednak odnieść do tych faktów, których Pospieszalski albo nie dostrzega, albo które nagina do tezy mówiącej, że wpisanie PKiN na listę zabytków jest triumfem absurdu. Niedostrzeganie faktów skazuje na głoszenie herezji, te zaś utrwalają mity. Miejsce wybrali Polacy Pierwszy głosi, iż wpasowanie monumentalnego, stalinowskiego tworu w "naturalną tkankę miejską" nastąpiło bez naszej (polskiej) zgody. Nieprawda. Zarówno Lew Rudniew, projektant pałacu, jak i inni przedstawiciele sowieckich władz chcieli dar zlokalizować gdzie indziej - między innymi po praskiej, niezurbanizowanej stronie Wisły. To nasi architekci z Józefem Sigalinem na czele zdecydowali o lokalizacji w kwartale ulic Marszałkowskiej, Alej Jerozolimskich, Emilii Plater i Świętokrzyskiej. "Pusty kwartał miasta" został spustoszony wcześniej. Od 1947 do 1952 roku, kiedy to zaczęto kopać gigantyczny dół pod fundamenty pałacu, na terenie obecnego placu Defilad stało już tylko kilka czynszówek i tylko one pod monument zostały wyburzone. W 1938 roku miała miejsce w Warszawie, zainicjowana przez Stefana Starzyńskiego wystawa "Warszawa wczoraj, dziś i jutro", gdzie młodzi architekci ukazali centrum Warszawy jako miejsce kilkudziesięciu drapaczy chmur, wypisz, wymaluj nowojorskich czy chicagowskich. Jeden z nich odznaczał się taką samą bryłą i podobną wysokością co PKiN. Gdyby pałac pozbawić attyk i iglicy, mógłby stanowić egzemplifikację wizji warszawskich architektów A.D. 1938. Ponieważ Warszawa miała być pierwszym miastem europejskim z kulturą architektoniczną, której ucieleśnieniem stać się miały drapacze chmur, stalinowski gigant przyjęty został przez architektów bez szemrania. Ściany solidnego bunkra Jan Pospieszalski w polemicznym zapale głosi kolejną herezję. O kolejkach inwestorów do zabudowy miejsca po nieboszczyku - jak mniema - Pałacu Kultury i Nauki. Pod warunkiem, że inwestorzy kolos rozbiorą. Co na to fakty? Te pokazują, że sowiecki dar jest budową solidną. Praktycznie nie do zniszczenia. Posadowiony został na tzw. skrzyni fundamentowej; konstrukcja o parametrach solidnego bunkra, o ścianach ze zbrojonego stalą betonu. Pospieszalski chciałby symbol sowieckiego zniewolenia rozebrać. A co - zapytać można - z fundamentem? Zburzyć czy zostawić. Jeśli zburzyć, to jakim kosztem? I czym? Młotami pneumatycznymi? Dynamitem? Małą atomówką? Rozebrać tę konstrukcję można. Warto jednak zapytać w tym miejscu poważnie: jakim kosztem? I co w gigantycznej dziurze postawić? Kolejny wieżowiec? Dwa wieżowce? Cztery? A może odtworzyć zwartą, pierzejową zabudowę ulic Złotej i Zielonej? I dworzec kolei warszawsko-wiedeńskiej? Łatwość w nieliczeniu kosztów idzie w parze z łatwością ich liczenia, gdy jest się duchem lekkim. Artystą, tak jak Pospieszalski. Ale nijak to się ma do rzeczywistości. Pałac zarabia na siebie Ta zaś mówi, że Pałac Kultury i Nauki, mimo że drogi w utrzymaniu, zarabia na siebie. I przy okazji także na kilka instytucji kultury, które w jego pomieszczeniach się znajdują. Jeśli traktować pałac wyłącznie jako biurowiec, to rzeczywiście jest kosztowny w utrzymaniu. Pomieszczenia biurowe jednak to mała część jego powierzchni. Nie więcej niż jedna piąta. Reszta ma przeznaczenie związane z kulturą i nauką. Trzy teatry, wyższe uczelnie, muzea, sale koncertowe, wystawowe, Sala Kongresowa, w której można organizować międzynarodowe kongresy (ostatnio Microsoftu) i koncerty muzyczne, i finały Miss World. Wszyscy użytkownicy pałacu płacą za wynajmowane powierzchnie. W czasie mojego ponadczteroletniego szefowania zarządowi Pałacu Kultury i Nauki przychody były co roku wyższe niż koszty. Mimo zatrudnienia około 400 osób i licznych opłat za energię, funkcjonowanie wind, toalet, telefonów... Mówienie zatem, że pałac jest najdroższym biurowcem Europy Środkowej jest niefrasobliwym nadużyciem. Cool, trendy, fajowy Sporą część swojej publikacji Jan Pospieszalski poświęca ideologicznej roli, jaką PKiN miał spełniać. Racja. Wzniesiony został dla celów niecnych, w praktyce niecną jednak rolę odgrywał połowicznie. 50-letnia historia pałacu to osobliwy przekładaniec ideologii, polityki i kultury. Z jednej strony mieliśmy tu zjazdy partyjne wszelkiego rodzaju. Samoobrony, Ligi Polskich Rodzin, PiS, z drugiej koncerty muzycznych gwiazd. W kinie Wiedza obok traktorów, które zdobywają wiosnę, pokazywano w pierwszym w Polsce dyskusyjnym klubie filmowym obrazy Felliniego, Viscontiego czy Lelouche'a. W rok po otwarciu, w październiku 1956 r. pałac był świadkiem wielosettysięcznej demonstracji poparcia dla Władysława Gomułki na placu Defilad. Na tym samym placu w 1987 roku Jan Paweł II celebrował mszę świętą. "Sieroty po PRL tęskniące za ojcowską władzą", jak to ze swoistym wdziękiem ujął Pospieszalski, to nie tylko uczestnicy kółek zainteresowań, modelarni w Pałacu Młodzieży, to także obecni studenci Collegium Civitas. Dla nich Pałac jest cool, jest trendy, jest fajowy. Określenia można mnożyć. Najbardziej przyjazny w stolicy Ostatnimi laty pałac poddawany był różnego rodzaju badaniom socjologicznym i ankietom. I okazało się, że postrzeganie pałacu zmieniło się diametralnie. Od niechęci po entuzjazm. Ostatniej jesieni ubiegłego roku badanie, w którym wzięło udział 600 tys. respondentów, pokazało, że Pałac Kultury i Nauki postrzegany jest jako najbardziej przyjazny budynek w Warszawie. "Potraktowanie pałacu w wolnym kraju jako zabytku kultury można porównać tylko ze zjawiskiem opisanym przez psychologów badających więźniów obozów nazistowskich - pisze Pospieszalski. - Patologiczna relacja ofiary do nadzorcy, czyli inaczej mentalność niewolnika, sprawia, że życie w warunkach wolności staje się nie do udźwignięcia". Jakiż to ciężar dźwigają ci wszyscy ludzie, którzy Pałac Kultury i Nauki postrzegają jako najbardziej przyjazny budynek w stolicy? To ponad 30 procent warszawiaków. I wszyscy o mentalności niewolników? Po klęsce powstania listopadowego, na cześć zmarłego w 1825 roku cara Aleksandra I rozpoczęto 31 maja 1832 roku budowę cytadeli warszawskiej. Budowę finansowano z kasy miasta. Mury cytadeli wzniesione zostały ze zgromadzonego przed powstaniem listopadowym na budowę bulwaru nad Wisłą czerwonego piaskowca z Przedborza. Cytadela kosztowała magistrat 10 milionów rubli. Stanowiło to wówczas równowartość 10 ton złota. Cytadela zbudowana została jako kara dla Warszawy za powstanie listopadowe. Była symbolem zniewolenia Polski. Czy komuś przychodzi do głowy, żeby ją zburzyć? Źródło: Rzeczpospolita

Podepnij swój artykuł

tagi

Najlepsze realizacje architektoniczne Gdańska lat 2016 – 2017
Najlepsze realizacje architektoniczne Gdańska lat 2016 – 2017

Najlepsze realizacje architektoniczne Gdańska lat 2016 – 2017 zostały właśnie docenione. Po raz drug ...

Niezwykły dom dla gości
Niezwykły dom dla gości

Dom dla gości, jaki pracownia Studio 512 zaprojektowała w Teksasie sami autorzy projektu architekton ...

Skra – wyniki konkursu architektonicznego
Skra – wyniki konkursu architektonicznego

Konkurs architektoniczny na projekt nowego zagospodarowania terenu sportowego Skra w Warszawie władz ...

KOMENTARZE
Komentarze
Brak komentarzy
Zaloguj się, aby dodać komentarz

Nie przegap okazji!!!

zapisz się do naszego newslettera