Chcesz być na bieżąco? Zapisz się do naszego newslettera


Sami nie podołamy

 

Czas czytania: ~6 min


O7YixTffGQIJkto0x2inRreSpTSQS1j0VT57YiuCCoTl4Fsx1kWPJcr1NoXR_kubec1.jpg
Sami nie podołamy Rozmowa z Janem Kubecem - prezesem Instytutu Współczesnego Miasta. SZA.: Do pracy w Instytucie Współczesnego Miasta (IWM) zaprosili Państwo takie postacie jak Magdalena Piekorz, czy Jarosław Kozłowski. Jaką rolę będą w nim pełnić artyści, reżyserzy, muzycy, socjologowie czy naukowcy? Czy będą zapraszani do jakiś projektów, czy raczej oczekujecie od nich zgłaszania swoich propozycji? Jan Kubec.: Ludzie, których zaprosiliśmy są bardzo zapracowani, prowadzą swoje biura itd., ale sami zdecydowali się na wzięcie udziału w tym przedsięwzięciu i dlatego inicjowanie projektów traktujemy jako ich obowiązek, a w IWM będą mogli zrealizować to, czego do tej pory nie udało im się wykonać na własnym polu. Instytuty, na których się wzorowaliśmy prowadzone w Barcelonie i Bazylei prowadzą równolegle różne projekty badawcze. Podczas wyjazdu do Chin analizuje się tamtejsze współczesne mieszkalnictwo, eksperymentuje się z prototypami namiotów nowego typu, czy próbuje zdefiniować portret współczesnych Chin. Podsumowaniem jest opracowanie naukowe. To architekci zakładają tego typu Instytuty. One mają pogłębić naszą wiedzę na temat współczesnego miasta i urbanistyki. Poszukiwanie ludzi z innych środowisk to przyznanie się do faktu, że sami już nie jesteśmy w stanie podać odpowiednich recept, które rozwiążą problemy urbanistyczne, ponieważ wydają się one być banalne czy ułomne. Miasto stało się zbyt złożonym problemem. SZA: Czym dokładnie będzie się zajmował Instytut? J. K.: Konkretne projekty Instytutu będą dotyczyć przestrzeni publicznej hiperterytorialnej Silesiany. Przypuszczam, że jest niewiele osób, które w tej chwili zajmują się tą problematyką. Im więcej powstanie takich całościowych opracowań, tym lepiej. Wkroczyliśmy w nowy etap myślenia o architekturze i urbanistyce. Stacje benzynowe, banki, hipermarkety są coraz ciekawiej projektowane. Zresztą podobna tendencja dotyczy także budynków użyteczności publicznej: centrów kongresowych, filharmonii, muzeów. Świadczy to o tym, że powoli wychodzimy z "biednego kapitalizmu". Przecież te obiekty nie przynoszą zysku, ale podnoszą poziom cywilizacyjny. Według mnie, w ciągu tych 17 lat po transformacji, już osiągnęliśmy wysoki poziom. Dlatego Instytut jest potrzebny w tym miejscu i w tym czasie. Przypuszczam, że wcześniej nie byłoby odbiorców jego usług, ludzi, którzy zrozumieliby nasze działania. SZA : Instytut ma być bardziej platformą edukacyjną czy organizacją, która faktycznie realizuje swoje projekty w przestrzeni miasta? J. K.: Cały czas zadawane jest nam to pytanie. Nasze działania będą raczej praktyczne. Mówimy wprost: będziemy zarabiać pieniądze. Jest wolny rynek: jeżeli dostaniemy zlecenie, będziemy zarabiać pieniądze, także dla miast, z którymi będziemy współpracować. Chcemy, żeby było to postrzegane jako coś normalnego, nie mamy nic do ukrycia. Będziemy działać na pograniczu uczelni wyższych, biur projektowych, samorządów i władz. Oczywiście jest w tym egoizm, snobizm, samorealizacja, ambicje, ale bez tego, bez tej energii, nic nie mogłoby powstać. Będziemy promować nasze autorskie pomysły. Na początku zaczniemy od biuletynu, wkrótce zaczniemy wydawać publikacje, być może zrobimy szkołę architektury... SZA: Mocny początek funkcjonowanie Instytutu to zorganizowanie Forum Współczesnego Miasta, które odbyło w Katowicach. Kto w nim uczestniczył. J. K.: Było to szerokie grono. Chceliśmy zainicjować najszerszą debatę publiczną po 1989 roku. Brali w niej udział architekci, planiści, politycy, inwestorzy. Instytut nie powinien być organizacją, która naciska, kontroluje, recenzuje, przede wszystkim powinien opierać się na partnerskiej rozmowie. Partycypacja, wspólna debata - to słowa-wytrychy, które mogą brzmieć podejrzanie, ale jest to bardzo nowoczesny i modny sposób powiększania swojego doświadczenia i wiedzy o mieście. Nasza pracownia nigdy nie zamykała się w rezerwacie. Uczestniczymy w gremiach, forach zagranicznych, a konkursy traktujemy jako rozpoznanie problemu, a niekoniecznie udzielenie odpowiedzi. Chcemy, żeby Instytut podejmował profesjonalne działania i jeżeli uda nam się mieć wpływ na decyzje polityczne, będzie to już bardzo dużo. My nie unikamy odpowiedzi, nie unikamy problemów. Dajemy swoją twarz, swój czas dla promowania miasta. SZA: Dlaczego taka inicjatywa powstała właśnie w Katowicach? J. K.: Myślę, że to kwestia zbiegu okoliczności. Katowice to nigdy nie była metropolia, funkcjonowała gdzieś obok. Poza tym nie było u nas boomu budowlanego i mogliśmy trochę bardziej skupić się na teorii, czy nawet musieliśmy, żeby się czymś zająć - mówiąc żartobliwie. Przez lata Śląsk był rejonem nie tyle zaniedbanym, co czekającym na swój czas. Kraków ściągał wszystkich - przyciągał klimatem, tradycją, czy lokalizacją. Odległość między Krakowem, a Katowicami to tylko 60 km, miasta zostały połączone autostradą, powstały dwa lotniska. Ale to w Krakowie firmy chciały inwestować. Katowice kojarzyły się z szarością, terenami poprzemysłowymi i niewyjaśnionymi sprawami własności. Natomiast niedawno wszystko zaczęło się zmieniać: udostępniono tereny pod rozwój, a w centrach miast czekają nieprawdopodobne przestrzenie na zagospodarowanie. Nagle pojawił się boom budowlany, weszliśmy do Unii Europejskiej i Katowice powoli stają się idealnym miejscem do inwestowania. Możemy przegapić ten moment, kontestować lub bezradnie czekać, aż wejdzie developer i zrobi swoje w majestacie prawa. My jednak mówimy: spróbujmy coś z tym zrobić. Przenośmy wzorce, nie kopiujmy. Nie zrobimy nigdy z Górnego Śląska Zagłębia Ruhry. Siłę naszego regionu musimy oprzeć na indywidualnej myśli urbanistycznej. Dlaczego na Śląsku powstał IWM? Myślę, że Śląsk był zawsze mocny intelektualnie. Mieszkają tu ludzie rzetelni, sumienni, pracowici, z poczuciem odpowiedzialności. SZA: Jak Instytut Współczesnego Miasta będzie się rozwijać? J. K.: Pamiętam wykłady i debaty przy rozbudowie Berlina, kiedy architekci ściągali buty i rzucali w siebie. Berlin w ocenie wszystkich stracił szansę, ponieważ pewne decyzje zostały zablokowane, ale ważne jest to, że takie dyskusje, nawet tak emocjonalne, się odbyły. Wszystko bierzemy na siebie i będziemy działać. Natomiast jeszcze nie wiemy, kogo uda nam się przekonać, kogo zaprosimy i kto będzie pracował dla naszych miast? Liczymy, że będzie to międzynarodowe gremium. Zachęcamy ich do przygotowywania opracowań na dobrym poziomie. Musimy współdziałać z wszystkimi dla zwiększenia siły oddziaływania na przestrzeń. Jeżeli ktoś nam będzie zarzucał, że ściągamy ludzi z zagranicy, żeby projektowali dla Katowic, odpowiemy: robimy to dla dobra przestrzeni. To nie jest podszyte żadną spekulacją, mogę o tym wszystkim zapewnić. Jednakże na razie możemy tylko przekonywać i myślę, że jeszcze dużo takiego kolędowania przed nami. Rozmawiała: Aleksandra Jach

Podepnij swój artykuł

tagi

Budynek jako pomnik
Budynek jako pomnik

Budynek – pomnik, miejsce pamięci połączone z dziełem architektonicznym – to pomysł, który nie jest ...

Mies van der Rohe Award: polskie nominacje
Mies van der Rohe Award: polskie nominacje

EU Prize for Contemporary Architecture - Mies van der Rohe Award – to najważniejsza nagroda architek ...

Nowy obiekt architektoniczny od Art-Projekt
Nowy obiekt architektoniczny od Art-Projekt

Szkoła i przedszkole przy ul. Twardowskiego w Stargardzie – to pierwszy obiekt architektoniczny, pow ...

KOMENTARZE
Komentarze
Brak komentarzy
Zaloguj się, aby dodać komentarz

Nie przegap okazji!!!

zapisz się do naszego newslettera