Chcesz być na bieżąco? Zapisz się do naszego newslettera


Kłopoty Kuryłowicza

 

Czas czytania: ~4 min


5iuBwUb5OzWcKotqrYeDtAXt2tVMC0UOV1ixuUVPKZjQsKBP1v6nZa2UdP8C_kurylowicz.jpg
Profesor Stefan Kuryłowicz, jeden z najbardziej znanych współczesnych polskich architektów, członek Grupy Roboczej Warunków Wykonywania Zawodu Międzynarodowej Unii Architektów, wykładowca na Politechnice Warszawskiej, zapewne woli opowiadać o swoich osiągnięciach w architekturze. Jednak ostatnio rozmowy o Kuryłowiczu zdominowały sprawy związane z fakturami znalezionymi w podejrzanych firmach w Sękowinie. Ściągają nad głowę sławnego architekta coraz ciemniejsze chmury. Nie dość, że dwa lata temu Urząd Kontroli Skarbowej stwierdził w firmie Kuryłowicza zaległości podatkowe na blisko 4 mln zł, to jeszcze zawiadomił Prokuraturę Rejonową Praga Południe o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Według warszawskiego UKS chodzi o poświadczenie nieprawdy w dokumentach dotyczących nabycia usług i użycia tych dokumentów jako autentycznych. - Według UKS celem było zaniżenie podstaw opodatkowania CIT 8 i VAT - tłumaczą prokuratorzy. Śledztwo zostało zawieszone, bo firma Kuryłowicza zaskarżyła decyzję w UKS. Skargę zdążyły jednak oddalić już i Generalny Inspektor Kontroli Skarbowej, i Wojewódzki Sąd Administracyjny. Teraz sprawą zajmie się Naczelny Sąd Administracyjny. Kłopoty firmy Kuryłowicza zaczęły się wtedy, gdy się okazało, że 24-letni Adam D. z Sękocina, z wykształcenia tokarz, a także jego kolega, 22-letni Jacek B., technik ogrodnik, handlujący telefonami na warszawskim Wolumenie, podpisali z pracownią Kuryłowicza umowy na prace projektowe. Mieli za nie otrzymać honoraria. Na przykład za "wykonanie elementu projektu budowlanego i wykonawczego w zakresie architektury - rzuty i fragmenty rzutów kondygnacji podziemnych i nadziemnych" w projekcie Movement City Center w Lublinie (ok. 260 tys. zł). Za wykonanie rzutów biurowca PLL LOT (ok. 212 tys. zł) czy za pomoc przy projekcie fabryki kosmetyków w Garwolinie (około 830 tys. zł). Z dokumentów, które zgromadziła prokuratura, wynika, że ów tokarz i ogrodnik wystawili w samym tylko 2001 roku 96 faktur VAT na ponad 2 mln zł. Umowy i faktury architekt podpisywał osobiście. Obaj właściciele owych firm szczerze wyznali, iż wszystko to była lipa. Nigdy żadnej pracy nie wykonali, a ich jedynym zajęciem było podpisywanie dostarczanych im dokumentów. Mechanizm był typowy dla działania grup specjalizujących się w wyłudzaniu VAT-u. W uproszczeniu wygląda on tak, że podstawione osoby tworzą łańcuszki firm-słupów, produkujących lewe faktury, które po ich wystawieniu znikają, a na ich miejsce pojawiają się kolejne. Zaś zleceniodawca odbiera od fiskusa wynikający z faktur podatek VAT. Ogrodnik Jacek B. wyznał, że dochodowy interes zaproponował mu jeden z handlarzy z targu przy ulicy Wolumen. I to on dostarczał wszystkie umowy i faktury VAT do podpisania, w tym te dla firmy Kuryłowicza. Woził też ogrodnika do banku, gdzie ten odbierał pieniądze z firmowego konta. Jak zeznał, za jednym razem brał od 10 do 200 tys. zł. Wszystkie pieniądze oddawał handlarzowi, sam za fatygę dostawał około 2 tys. zł miesięcznie. Po roku handlarz kazał ogrodnikowi zlikwidować firmę i znaleźć następnego słupa. Jacek B. namówił kolegę, właśnie tokarza. Żmudne śledztwo policjantów z sekcji do walki z przestępczością gospodarczą Komendy Powiatowej Policji w Pruszkowie wykazało, że obie firmy, ogrodnika i tokarza, stanowiły element ogólnopolskiej struktury, którą rozpracowywała też Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Śledczym nie udało się jednak dotrzeć do szefów grupy wyłudzającej VAT. Nie wiadomo też, co działo się z wybieranymi z kont pieniędzmi. Stefan Kuryłowicz mówi, że nie pamięta, z kim podpisywał umowy. Twierdzi też, że nie wie, kto mu polecił podwykonawców. – Ta firma została wskazana jako mogąca rozwiązać istotny wtedy dla pracowni problem wykonania elementów dokumentacji technicznej - dodaje. - Gdy się dowiedziałem podczas śledztwa, jaka jest charakterystyka tych osób, zrobiło mi się trochę dziwnie - przyznaje dziś Kuryłowicz. Co ciekawe, twierdzi, że zlecenia zostały jednak wykonane. Ale dziś nie sposób tego dowieść, bo wedle jego tłumaczeń "uczestnictwo tych firm w pracach projektowych nie było rejestrowane na rysunkach ze względu na charakter wykonanych prac, który był pomocniczy i nie powodował żadnej odpowiedzialności zawodowej oraz zobowiązań z tytułu ustawy o prawie autorskim". Kto w takim razie wykonał prace i dlaczego dziwne faktury musieli wystawiać podstawieni ludzie z Sękocina? No i do kogo naprawdę trafiały pieniądze, które firma Kuryłowicza wpłacała na ich konto? - Rok 2001 był najlepszym rokiem pracowni – mówi Kuryłowicz. - Miałem wtedy najwyższy obrót w historii firmy. Mając ograniczone moce przerobowe, korzystaliśmy z dużej liczby zewnętrznych podwykonawców, w tym znaczących firm architektonicznych i inżynieryjnych oraz mniejszych dla prac pomocniczych. Niemożliwym i niecelowym było weryfikowanie wiarygodności wielu z tych podmiotów - tłumaczy architekt. Teraz to może go drogo kosztować. Przed firmą Kuryłowicza bowiem - w przypadku niekorzystnej decyzji instytucji skarbowych lub sądu - zamkną się drzwi konkursów architektonicznych, w których warunkiem niezbędnym jest tak zwana "czystość podatkowa". Największą ofiarą afery fakturowej może być prawdopodobnie sam Stefan Kuryłowicz. Ta sprawa może częściowo unieważnić wiele lat jego ciężkiej pracy i niewątpliwych osiągnięć. Źródło: Newsweek

Podepnij swój artykuł

tagi

William Kaven projektuje pocztę w Portland
William Kaven projektuje pocztę w Portland

William Kaven, amerykańska pracownia z siedzibą w Portland, jak do tej pory projektowała przede wszy ...

Wola Retro – w stylu lat trzydziestych
Wola Retro – w stylu lat trzydziestych

Wola Retro – to kompleks biurowy, budowany właśnie przy ulicy Skierniewickiej, czyli na terenie dyna ...

Dom z rdzy
Dom z rdzy

Pracownia Zanon Architetti Associati opracowała wizję rozbudowy prostego domu, stojącego w Treviso, ...

KOMENTARZE
Komentarze
Brak komentarzy
Zaloguj się, aby dodać komentarz

Nie przegap okazji!!!

zapisz się do naszego newslettera