Chcesz być na bieżąco? Zapisz się do naszego newslettera


Zielone utopie

 

Czas czytania: ~10 min


q1xm2B8Dmv8IbMZXqmOUn18rj0eElYX6AVgIxfv1EeRvlsuj104MHKBIzMdE_zieltaut-britz.jpg
Zaczęło się od ogrodu rajskiego. Utopijnej wizji szczęśliwego życia w harmonii z naturą. Ideału, do którego ludzkość dąży od momentu, kiedy zaczęła tę naturę podbijać w imię lepszego, bardziej komfortowego i łatwiejszego życia. Przez wieki życie w ogrodzie było prawdziwym luksusem, na który mogli sobie pozwolić jedynie przedstawiciele najbogatszych warstw społecznych. Letnie, wiejskie rezydencje magnackie, podmiejskie wille i pałace z rozbudowanymi założeniami ogrodowymi czy kurorty popularne wśród bogatej burżuazji w XIX w. – wszystko to miało być odskocznią od codziennych niewygód. Kulminacją miejskiej gehenny była epoka rewolucji przemysłowej. Miasta wyrastały wówczas jak grzyby po deszczu, przyciągając ludzi obietnicą pracy. Życie w nich, choć konieczne, stało się dla wielu prawdziwą udręką. Z coraz większą tęsknotą i nadzieją zaczęto spoglądać w stronę natury. W nowojorskim Museum of Modern Art trwa wystawa In Situ: Architecture and Landscape (8 kwietnia – 14 września), prezentująca kolekcję MoMa dokumentującą różne postawy architektów i urbanistów wobec natury i krajobrazu na przestrzeni ostatnich 100 lat. Można na niej zobaczyć projekty budynków i całych osiedli wpisanych w otaczający krajobraz, przykłady miejskich ogrodów i parków, dzięki którym dawne tereny przemysłowe przekształcane są w nowe, atrakcyjne obszary miast, a także cmentarzy, gdzie kontakt z naturą nabiera nieco bardziej transcendentnego charakteru. Od stu lat pojęcie „krajobrazu” jest nieodłącznym elementem architektury i urbanistyki. Początkiem tej „zielonej rewolucji” były architektoniczne utopie przełomu XIX i XX wieku. Wprawdzie w tym czasie część architektów należących do ówczesnej awangardy, zachłystując się możliwościami, jakie dał im rozwój przemysłu i inżynierii, podkreślała swoją niezależność od natury, jednak z drugiej strony, architekci i planiści nie mogli pozostać obojętni wobec kumulujących się problemów związanych z życiem w miastach. A tych u progu XX wieku nie brakowało – na przeludnienie, tragiczne warunki sanitarne i mieszkaniowe oraz wysokie czynsze nakładały się coraz głębsze podziały społeczne i rosnąca przestępczość. Nieustannie pogarszająca się sytuacja większości mieszkańców miast groziła potężną erupcją społecznego niezadowolenia. Konieczne stało się znalezienie rozwiązań, które zmieniłyby oblicze miast na bardziej „ludzkie” i okiełznały panujący w nich chaos. W tych okolicznościach narodziła się wizja nowej urbanistyki, w której ogromną rolę odgrywać miała natura. Pionierem nowego sposobu myślenia o mieście był Ebenezer Howard, którego książki – „Tomorrow: a Peaceful Path to Real Reform” z 1898 r. i nieco zmodyfikowana, wydana cztery lata później „Garden Cities of Tomorrow” – miały ogromny wpływ na wygląd miast w XX wieku. Na podstawie zawartej w nich wykładni, Barry Parker i Raymond Unwin stworzyli plan pierwszego miasta-ogrodu – Letchworth w Wielkiej Brytanii, które powstało w 1903 r. W intencji Howarda, miasta-ogrody były połączeniem zalet życia w mieście i na wsi, eliminując jednocześnie ich wady. Ideałem był dla niego niezależny, oddalony o kilkadziesiąt kilometrów od miasta, ale dobrze z nim skomunikowany organizm miejski praktycznie zatopiony w zieleni, z domami otoczonymi ogrodami i przyjazną przestrzenią publiczną. Maksymalna liczba mieszkańców w takiej strukturze wynosiłaby 32 tysiące. Po osiągnięciu tego limitu, powstawałoby kolejne miasto, oddzielone od pierwszego zielenią i polami uprawnymi. Organizacja „miejsko-wiejskich” ośrodków sprzyjać miała budowaniu poczucia wspólnoty między ich mieszkańcami, zapewniać godne warunki życia, łatwy dostęp do instytucji kultury oraz rozwój gospodarczy. Ulokowanie miast-ogrodów na terenach podmiejskich miało ponadto zapewnić niskie ceny ziemi i – co za tym idzie – również czynszów.
oqZIuiWGmHHTZYwQFxtjBPmXRFmlBvhsywZ5T06zCsBZB6wZGQxeCGOtWYE8_zielhampstead.jpg
Jednak to nie sztandarowe, wzorcowe Letchworth stało się prawdziwym źródłem inspiracji dla architektów i urbanistów z innych państw europejskich i ze Stanów Zjednoczonych. Idealne warunki, w jakich powstało – niezabudowane jeszcze podmiejskie tereny i duże wsparcie finansowe ze strony państwa – były nie do powtórzenia na masową skalę. Idea miast-ogrodów w konfrontacji z rzeczywistością musiała przyjąć mniej utopijny wymiar, przenosząc punkt ciężkości z idealistycznych wizji na trzeźwe i praktyczne podejście do możliwości realizacyjnych. Pierwszym zmodyfikowanym ośrodkiem było zaprojektowane przez Raymonda Unwina Hampstead na przedmieściach Londynu – wzór dla wielu kolejnych miast satelickich. To właśnie dzięki niemu idea Garden City rozprzestrzeniła się na świecie. Najwięcej naśladowców Anglicy znaleźli w Niemczech, gdzie architekci skupieni wokół powołanego w 1902 r. Deutsche Gartenstadtgesselschaft próbowali znaleźć rozwiązanie dla palących problemów współczesnych miast. Budowa zielonych osiedli robotniczych z tanimi, jasnymi, wygodnymi mieszkaniami i ogólnodostępnymi terenami rekreacyjnymi wydawała się strzałem w dziesiątkę.
Pierwszą niemiecką realizacją było zbudowane w 1907 r. osiedle Gatrenstadt Hellerau pod Dreznem, zaprojektowane przez Richarda Riemerschida. Potem przyszedł czas na kolejne, w tym także osiedla w miastach leżących dziś w granicach Polski. W 1907 r. rozpoczęła się budowa pierwszego z nich – katowickiego Giszowca zaprojektowanego dla robotników pracujących w zakładach „Giesches Erben”. Jego głównymi projektantami byli architekci z Wyższej Szkoły Technicznej w Charlottenburgu – Jerzy i Emil Zillmann. Kilka lat później, w 1911 r., we Wrocławiu rozpoczęła się budowa zaprojektowanego przez Paula Schmitthennera Gartenstadt Carlowitz, czyli dzisiejszych Karłowic, a w 1920 r. – miasta-ogrodu Kamienna Góra, będącego dzisiaj luksusową dzielnicą Gdyni.
ACkrzUPsZjGzizQnDX2ELOhxkBeRm5Jar0ZN78PluBPAOubRIBKIYUch30WK_zielcorbusier-pessac.jpg
Wartość zieleni w mieście dostrzegli również moderniści ze swoim „papieżem” – Le Corbusierem – na czele. Potępiał on wprawdzie ideę miast-ogrodów ze względu na zawarty w niej zbyt duży pierwiastek indywidualizmu, podczas gdy dla niego najważniejsza była wspólnota, ale z wprowadzania natury na tereny miejskie nie rezygnował. Wręcz przeciwnie – przemysłowo produkowane „maszyny do mieszkania” miały być otoczone zielenią ze wszystkich stron. Uniesienie budynków na słupach (tzw. pilotis) pozwalało uwolnić i zazielenić także przestrzeń pod nimi, a klamrą zamykającą kompozycję miały być tarasy-ogrody na dachach. Zasady te stosował zarówno projektując pojedyncze budynki (Villa Savoye w Poissy, Villa la Roche w Paryżu, jednostka mieszkaniowa w Marsylii), jak i całe założenia urbanistyczne. Dążenie do Corbusiera do łączenia natury i miasta widać już w jego wczesnych projektach, między innymi zrealizowanym w 1925 r. Pessac pod Bordeaux. Różnej wysokości budynki wzniesione z typowych elementów łączonych w zróżnicowane układy, tworzą urozmaiconą, wtopioną w zieleń kompozycję, w której zaciera się granica między wnętrzami domów a światem zewnętrznym. W owym czasie Corbusier hołdował idei „miasta w parku”, której podstawową zasadą było zintegrowanie tkanki miejskiej z otaczającą przyrodą, wprowadzenie ogrodów i osi komunikacyjnych wyznaczonych drzewami.
uOJjWpxK7rZhlFf549n8h8yvgaLe1cHbeAggOagvKlnorJQhldWWU5lXUMQ9_ziellecorbisuersavoy.jpg
W tym samym czasie na gruncie niemieckim rozwijały się radykalne koncepcje zielonych miast. W latach 20-tych Bruno Taut, mający na swoim koncie kilka realizacji w duchu miast-ogrodów (Gartenstadt Falkenberg, Schillerpark, Britz-Hufeisensiedlung i Carl Legien), zaczął forować ideę całkowitej dezintegracji tkanki urbanistycznej w naturalnym krajobrazie. Po drugiej wojnie światowej znalazła ona odbicie w zasadach organicznego planowania miast – Organische Stadtbaukunst – opracowanych i realizowanych w zespołach mieszkaniowych przez Hansa Bernharda Reichowa oraz w urbanistycznych wizjach Hansa Scharouna, który postulował rozbicie tkanki miejskiej Berlina na małe, niezależne struktury rozproszone w dolinie Sprewy. Kwintesencją modernistycznego podejścia do „urbanistyki z ludzką twarzą” była uchwalona w 1933 r. Karta Ateńska. Kontynuując myśl wcześniejszych utopistów, głosiła, że architektura ma służyć człowiekowi, kierując się humanistycznymi wartościami. Ideałem było spełnienie tak zwanych „trzech marzeń urbanisty”, czyli zapewnienie słońca, przestrzeni i zieleni. Miasta miały być otwarte na naturę, bezpieczne i demokratyczne, zapewniać ludziom swobodny dostęp do rozrywki, kultury, wypoczynku i usług. Twórcy postulatów Karty Ateńskiej domagali się uwolnienia ludzkości od „domu-monumentu, którego utrzymanie czyni człowieka niewolnikiem”, zamiast tego proponując „dom otwarty... taki, który życie czyni lżejszym, który pozwala na zetknięcie się w życiu z niebem i koronami drzew”. A wszystko to dlatego, że to „nie pałace i kościoły stanowią kamienie milowe naszego budownictwa... Pomniki naszych czasów to nie tylko szkoły, szpitale i budynki rządowe, ale przede wszystkim miasta-ogrody, parki ludowe, kąpieliska, biblioteki, w których zaspokojona zostanie ludzka tęsknota za przyrodą i kulturą”.
BJBU7WofyTKxVUBid82tIBqbcZ5SciF3kKLVZEcAkKhkA0PPyocWxl9z3gyI_zielburlemarx.jpg
Idea miast-ogrodów, która stała się jednym z symboli urbanistyki początku XX wieku, była wielkim przełomem w myśleniu o obecności natury w mieście. Jednym z efektów nobilitacji zieleni był rozwój związanej z urbanistyką nowoczesnej architektury krajobrazu, której ojcem był brazylijski malarz i ekolog – Roberto Burle Marx. Jego kariera zaczęła się w 1932 r. od zaaranżowania otoczenia prywatnej rezydencji zaprojektowanej przez Lucio Costę i Gregorija Warchavchika. Szybko przyszły zamówienia na poważne realizacje – ogród przy gmachu Ministerstwa Spraw Zagranicznych i na dachu Departamentu Edukacji w Brasilii, aranżację placów Saenz Pena (1948) i Duque de Caxias (1948) w Rio de Janeiro i promenady przy najsłynniejszej plaży świata – Copacabana. Dzięki malarskim kompozycjom Burle Marxa, w których połączenie biomorficznej abstrakcji i tropikalnych roślin stworzyło nowy, geometryczny język miejskich ogrodów, natura tryumfalnie wkroczyła do przeludnionych miast. I zadomowiła się w nich na dobre – od publicznych parków i skwerów, przez ogrody na dziedzińcach gmachów użyteczności publicznej i biurowców, po zielone tarasy i dachy budynków.
GFH99s8uytNPm3U9bPeiYRBJk8SpzXu96yhD9d0NqCgtJLpmluklSL0Zq2uc_zielburlemarx-2.jpg
W latach 50-tych pojawił się kolejny – obok społecznego i estetycznego – powód, dla którego zieleń stała się miastach niezbędna. Było to postępujące zanieczyszczenie środowiska naturalnego, spowodowane intensywnym rozwojem przemysłu oraz niekontrolowanym rozrostem miast wynikającym z głodu mieszkaniowego i konieczności szybkiej odbudowy ze zniszczeń wojennych. Jako pierwszy alarm wszczął niemiecki Werkbund – działające od 1907 r. stowarzyszenie architektów, projektantów i przedsiębiorców. Za medium posłużyła mu ekspozycja „Miasto jutra”, prezentowana w 1959 r. w ramach Międzynarodowej Wystawy Budowlanej w Berlinie. Jej celem było zwrócenie uwagi na destrukcyjny wpływ człowieka na środowisko naturalne i konieczność przewartościowania stosunku do natury i jej obecności w miastach. W kolejnych dekadach Werkbund kontynuował działalność na tym polu, wskazując na rosnące problemy społeczeństwa przemysłowego i ekologiczne skutki wzrostu gospodarczego zorientowanego wyłącznie na zysk. Kolejne wystawy – „Kraj + Woda = Złota Ziemia” prezentowana w 1967 r. i PROFITOPOLI$ z 1971 – uświadamiały, „jak marnuje się ziemię, która dostarcza nam żywności, wody, wypoczynku, jakie niebezpieczeństwo grozi nam przez nadmierną eksploatację krajobrazu”, a także ilustrowały zależności między planowaniem przestrzennym miast i środowiskiem naturalnym, gospodarką odpadami i stanem wód oraz zaopatrzeniem w energię i zużyciem zasobów naturalnych. Piętnowały również niedomagania miast, takie jak zanieczyszczenie powietrza, dominację komunikacji samochodowej i upośledzenie uboższych grup społecznych.
fjv4rZwnEXOErLCApLORkgOFNI2SQhCqBzZC8573LhLwYUhvl3GemDKL20PC_zieloma-rasalkhaimah.jpg
Od pierwszej ekologicznej wystawy Werkbundu minęło 50 lat. W tym czasie priorytetem w polityce miejskiej stało się zapewnienie harmonii między przestrzennymi, społecznymi i ekologicznymi aspektami życia ludzi, co oczywiście musiało znaleźć odbicie w architekturze i architekturze krajobrazu. W dzisiejszych projektach urbanistycznych, bez względu na to, czy dotyczą osiedli, dzielnic czy całych obszarów miejskich, rozwiązania sprzyjające równowadze ekologicznej stały się jednym z najważniejszych zagadnień i poświęca się im coraz więcej uwagi. Od utopii zielonych miast-ogrodów, u której źródeł leżą problemy społeczne, w ciągu stu lat przeszliśmy do utopii równie zielonych eko-miast przyjaznych środowisku naturalnemu. Ras al Khaimah Rema Koolhaasa, Madar zaprojektowane przez biuro Foster + Partners, eko-miasto Logroño Montecorvo autorstwa pracowni MVRDV i GRAS czy wizja Dongtan w Chinach stworzona przez architektów i inżynierów z firmy Arup to współczesne pomysły na organizację idealnych, zielonych ośrodków miejskich w niedalekiej przyszłości, „sztuczne raje”, będące namiastką kontaktu z prawdziwą naturą. Daniela Szymczak
pyETuRL62f6D0w97ROTCxas7zuPX5mnDPQmxgRgg6zsmHVx5GKtcqaDZlZv8_ziellogrono-montecorvo.jpg

Podepnij swój artykuł

tagi

Znamy zwycięzców Konkursu Koło 2018
Znamy zwycięzców Konkursu Koło 2018

Konkurs Koło w tym roku obchodził swój jubileusz – odbyła się jego 20. edycja. Jego celem od początk ...

Face2Face Business Campus
Face2Face Business Campus

Face2Face Business Campus swoją nazwę zawdzięcza wzajemnemu ustawieniu dwóch budynków, z których zło ...

Ażurowy szpital
Ażurowy szpital

Na gmach szpitala, który powstać ma w mieście Tambacounda w południowej części Senegalu rozpisany by ...

KOMENTARZE
Komentarze
Brak komentarzy
Zaloguj się, aby dodać komentarz

Nie przegap okazji!!!

zapisz się do naszego newslettera