Chcesz być na bieżąco? Zapisz się do naszego newslettera


Powrót dziecka diabła

 

Czas czytania: ~4 min


MBK1nI5LYSljE5nM8In68hyb3bpdwZuPS9TrohjAm25uBXDHW4tYJi0Y9suQ_msnnowy-4.jpg
Projekt MSN od początku wzbudzał kontrowersje. Pierwsza bitwa rozegrała się już w czasie obrad jury konkursu, gdzie sprzeciw polskiej części komisji związanej z Radą Programową został przegłosowany przez frakcję moderowaną przez Adama Szymczyka, Daniela Libeskinda oraz Christine Binswanger.

Zaowocowało to rezygnacją Rady oraz ogłoszeniem ustąpienia dotychczasowego dyrektora, Tadeusza Zielniewicza. W czasie konkursu dokonał się więc swoisty przewrót pałacowy, mała rewolucja kanonierek, rebelia w stylu afrykańskiej republiki bananowej.

To, co się wydaje trwałą kontrowersją stojącą u podstaw tego sporu, to jest wymiar symboliczny ciężkiej, modernistycznej, betonowej bryły budowanej w bezpośrednim sąsiedztwie Pałacu Kultury Nauki. Tak, jak PKN był pewnym, świadomym, naładowanym polityczną furią gestem symbolicznym, tak budowany w oparciu o język modernizmu nowy gmach MSN też, świadomie, przemawia pewną symboliką. I ze względu na skalę i lokalizację tej inwestycji nie może się od niej uwolnić, mimo usilnych prób aktualnej dyrekcji, żeby zamazać, zmieszać złe wspomnienia, które zostały w pamięci po konkursie i w ten sposób uwolnić inwestycję od kompleksu dziecka z nieprawego łoża.

Co mówi do nas modernistyczny gmach stojący u stóp PKN ? Okazuje się pewną afirmacją pałacu, ale przez powrót do czystych, modernistycznych korzeni. Przez odcięcie się od rustykalnej estetyki wielkiego gmachu obok i pokazanie, że modernistyczny projekt wciąż żyje i jest atrakcyjny. Że społeczne i, co najważniejsze, polityczne podstawy są dla administratorów MSN ważne i związane z ich osobistymi losami. Jest to więc głos dzieci starego reżimu broniących biografii rodziców, a przez to także i swoich korzeni. I przy okazji wpisanie się w poglądy wpływowych, zachodnich środowisk, które przecież ułatwią dostęp do pieniędzy i spektakularnych wystaw.

Jest to więc głos wielkopański, głos dominatora, który pokazuje ciemnemu ludowi jakie są ścieżki myślenia, jaka jest wizja nowoczesności i co to znaczy być na czasie, być w zgodzie z zachodnimi, lewicującymi artystami odcinającymi się od silnej, burżuazyjnej tradycji otaczającego ich, bogatego, mieszczańskiego społeczeństwa. A że nie ma to nic wspólnego z lokalną tradycją, z lokalną historią, z losami milionów szaraczków z podatków których ta sztuka ma być utrzymywana – tym gorzej dla nich, ciemnych autochtonów.

Herrenvolk artystów wykonuje więc w muzeum ten odwieczny gest odcięcia się od ciemnego ludu, który wcześniej toczył w tym samym miejscu ciężki bój o przeżycie handlując chińskimi zegarkami sprzedawanymi ze szczęki. Herrenvolk artystów wytoczył ciężkie działa estetyczne wyśmiewając przaśny, lokalny gust w turze propagandowej po rozstrzygnięciu konkursu. Jak Herrenvolk artystów boi się otwartej dyskusji na temat muzeum świadczy też sprytne uniknięcie konferencji prasowej po uroczystości prezentacji projektu. Nie chcieli spontanicznych głosów, które mogłyby przypomnieć o  losach dziwnego konkursu.

Czy ten gest wielkopański przysporzy muzeum miłośników? Trudno powiedziec. Z jednej strony nie wskazuje na to ciężka, odpychająca, betonowa bryła. A już wizualizacje monumentalnej sali na pierwszym piętrze sprawiają, że czuję się w niej jak w pałacu sztuki. Biedny, szary człowieczek postawiony przed ołtarzem sztuki. I z jedną tylko myślą - bić pokłony. Toż to powtórzenie gestu wielkiego językoznawcy i wizji modernistycznego artysty jako dziecka diabła operującego przemocą symboliczną.

Z drugiej zaś strony mamy wysiłki załogi MSN, której wielostronna aktywnośc i ciągle rozbudowywana oferta bardzo przyciąga do muzeum młodych ludzi.

W projekcie MSN zaszyte są więc wszystkie paradoksy nowoczesności. Z jednej strony nieco mechaniczne pochylenie się nad losem wykluczonych i poszukiwanie nowego świata wyrażone w społecznej funkcji przyziemia, a z drugiej zimny, abstrakcyjny język formy i rewolucyjny zapał zmieniania wszystkiego oraz regulacyjnego ingerowania w najgłębsze zakątki życia.

Są w nim też zaszyte wszystkie sprzeczności roli inteligencji i kultury w projekcie oświeceniowym. Pracownicy kultury to z jednej strony strażnicy kaganka oświaty, a z drugiej fabrykanci sensu narzucający dzikim tłumom swoją wizję świata i porządku.

Nie zmienia to faktu jednak, że w czysto architektonicznym sensie projekt jest chyba udany. Tylko gdyby nie ta symbolika. Utrwala ona brzydką, oportunistyczną twarz Warszawy tak udanie opisaną kiedyś przez Leopolda Tyrmanda w "Życiu towarzyskim i uczuciowym".

Krzysztof Sołoducha

e4ObGUIHqZrzdZhnMXrBhMOn3JooXVVk8XWY1daThuX4QPijBgpGoHbtwcMn_msnnowy-2.jpg

Zobacz opis projektu

Podepnij swój artykuł

tagi

Budynek jako pomnik
Budynek jako pomnik

Budynek – pomnik, miejsce pamięci połączone z dziełem architektonicznym – to pomysł, który nie jest ...

Mies van der Rohe Award: polskie nominacje
Mies van der Rohe Award: polskie nominacje

EU Prize for Contemporary Architecture - Mies van der Rohe Award – to najważniejsza nagroda architek ...

Nowy obiekt architektoniczny od Art-Projekt
Nowy obiekt architektoniczny od Art-Projekt

Szkoła i przedszkole przy ul. Twardowskiego w Stargardzie – to pierwszy obiekt architektoniczny, pow ...

KOMENTARZE
Komentarze
Brak komentarzy
Zaloguj się, aby dodać komentarz

Nie przegap okazji!!!

zapisz się do naszego newslettera