Norman Foster - Sztuka architektury

Chcesz być na bieżąco? Zapisz się do naszego newslettera


Norman Foster

 

Czas czytania: ~12 min


Portret Normana Fostera

 

3ClNsvyFjsS2OrVkgPDI5LKZ2DqlQZ5TtsQI0UyTJpKdkKHURZJnKcCXcRmq_fosterfacjatabis.jpg
Spojrzenie z wysokości - W młodości obiecałem sobie, że pozostanie po mnie w Londynie wyraźny ślad w postaci cudownych budowli z lśniącej stali i odbijającego światło szkła - autor tych słów, Norman Foster, zrealizował swe ambitne zamysły z naddatkiem: niemal połowa najbardziej zdumiewających wieżowców wzniesionych w różnych miejscach globu jest jego projektu. Ostatnie jego dzieło to Millau Viaduct w południowej Francji - najwyższy most świata. Architekt przyznaje, że po prostu kocha wysokościowce. Nie są to jednak budynki wyróżniające się tylko liczbą pięter - wiele jego dzieł uważa się za modelowe osiągnięcia współczesnej architektury. "Świątynie wzniesione dla bóstwa technologii", jak z emfazą je określono. Osiągnął w zawodzie, co tylko było możliwe. Za zasługi dla kraju przyznano mu szlachectwo, a następnie dożywotnią godność para, co pozwala mu od 1999 roku używać tytułu Lord Foster of Thames Bank. Ale dla niego to nie powód do złożenia broni i przejścia na zasłużoną emeryturę. Biuro pod helikopterem W wieku sześćdziesięciu dziewięciu lat Foster nie zwalnia tempa. Nie tylko w pracy, w życiu prywatnym także. Dziewięć lat temu ożenił się po raz trzeci. Z Eleną Ochoa, Hiszpanką, z zawodu doktorem psychiatrii, doczekał się pierwszej córki. Sześcioletnia obecnie Paola ma czterech braci przyrodnich, oczywiście znacznie starszych. Jej tatuś nie prezentuje się jednak jak dziadek. Jak go ktoś określił, jest "obrzydliwie sprawny". Rzednące włosy ogolone modnie tuż przy skórze, opalony, o szczupłej figurze i zwinnych ruchach, wygląda jak z reklamy mobilatu. Regenerujące farmaceutyki są mu niepotrzebne - odmładzają go sport, nowa rodzina i zawodowa pasja. Jeździ na nartach i rowerze, biega, pilotuje samoloty i śmigłowce. A ponieważ ten sposób przemieszczania się przedkłada nad inne, urządził lądowisko helikopterów, "helipad", na dachu domu, w którym mieszka i pracuje. Jak na multimilionera-architekta mieszka nader skromnie: penthouse nad londyńską siedzibą firmy i apartament w Szwajcarii to wszystko, czego mu potrzeba w życiu prywatnym. Biurowiec dla zespołu Foster & Partners wybudował w Londynie 14 lat temu w dzielnicy Battersea, na zapuszczonej działce Riverside Three. Budynek główny o prostej bryle liczy osiem pięter, z czego dwa dolne to powierzchnia biurowa, zaś najwyższe kondygnacje - penthouse szefa. Nie byle jakie to mieszkanie - pojęcie o skali przedsięwzięcia daje np. wysoka na dwa piętra biblioteka czy długi na siedem metrów stół w jadalni. Dobry przykład zadziałał, okolica stała się atrakcyjna i Foster mógł pokazać, jak według niego powinno wyglądać idealne osiedle: Albion Riverside to enklawa trzech skierowanych ku rzece budynków połączonych specjalnie wytyczonym układem komunikacyjnym; powstały nowe ulice i skwery; są podziemne parkingi, pasaże handlowe i wygodne mieszkania. Sercem firmy jest studio długości 60 m i szerokości 24 m, z całkowicie przeszkloną frontową ścianą, do której przylega pod kątem prostym 13 specjalnie zaprojektowanych stołów długości 11 m. Przy wejściu mieści się galeria z barem; przeciwległą ścianę dzieli w połowie wysokości antresola z sześcioma pokojami do rozmów i prezentacji; pod spodem biblioteka, archiwum i pracownia modelarska. Wszyscy, łącznie z "generałem", pracują razem w studiu. Umożliwia to dialog, ułatwia porozumienie na wszystkich etapach pracy nad projektem. Aranżacja wnętrza została tak rozwiązana, że 250 osób pracujących jednocześnie w atelier ma zapewniony komfort i prywatność. Foster określa ten system "komunikacją otwartą" i jest z niego szczególnie dumny. - W ciągu wszystkich wspólnych lat wypracowaliśmy w firmie pewien zespół wartości - mówi. - Ja sam przyznaję się do jednego tylko wynalazku: wprowadzenia zebrań przy okrągłym stole. To więcej niż symboliczne. Dokonuje się dzięki temu twórcza wymiana myśli między osobami o różnych doświadczeniach. Kreatywność jest nicią łączącą inżyniera, architekta i ekonomistę. Nawet taki pracoholik jak Foster miewa jednak chwile przerwy. Zimowe wakacje najchętniej spędza w St. Moritz w Szwajcarii, gdzie zagwarantował sobie luksusowe warunki, acz bez przepychu. W ubiegłym roku zakończył tam budowę Chesa Futura, domu w kształcie dyni. Poza nietypową bryłą budynek wyróżnia się niezwykłymi barwami i fakturą: zewnętrzne ściany pokrywa ćwierć miliona ręcznie przycinanych(!) modrzewiowych gontów, zaś dach i kominy - miedziana blacha. Wewnątrz -12 apartamentów na 3 poziomach, dolne i górne z zaokrąglonymi ścianami; największy, środkowy, z 35-metrowym balkonem i dwoma kominkami w salonie. Dla siebie architekt zarezerwował apartament skromniejszych rozmiarów, za to tam, gdzie lubi: na szczycie. Chłopak z Manchesteru Na szczyt architektonicznej kariery Norman Foster miał zdecydowanie pod górkę. Mimo to udało mu się udowodnić, że amerykański mit "od pucybuta do milionera" może ziścić się także w konserwatywnej Anglii. Urodzony w 1935 roku w Manchesterze syn skromnego robotnika, okazał się fenomenalnie zdolny. Na szczęście rodzice to zauważyli i posłali chłopaka do dobrej prywatnej szkoły. Po jej ukończeniu pracował w wydziale finansowym miasta, równocześnie studiując prawo. Powołanie do wojska (służył w lotnictwie) przerwało mu po dwóch latach naukę. Odsłużywszy, nie wrócił już na prawo. Chwytał się rozmaitych zajęć - m.in. pracował w piekarni i sprzedawał meble - a przede wszystkim przygotowywał do studiów architektonicznych, które rozpoczął w wieku 21 lat. Znów musiał dorabiać, sprzedawał więc lody i wynajmował się jako bramkarz w pubie. Dyplom inżyniera Wydziału Architektury i Planowania Uniwersytetu w Manchesterze wręczono mu w 1961 roku. I zaraz potem - stypendium do Yale, gdzie uzyskał tytuł magistra. W Ameryce poznał Richarda Rogersa, angielskiego architekta urodzonego we Florencji, późniejszego współprojektanta rewolucyjnej budowli - Centre Pompidou. Wraz z nim Foster założył pierwszy zespół projektancki, w którego skład weszły też ich żony. Grupa nazwała się po prostu Team 4; funkcjonowała do 1967 roku. Wówczas to drogi Fostera i Rogersa rozeszły się. Ten pierwszy powołał Foster Associates, przemianowany wkrótce na Foster & Partners, z siedzibą w Londynie. Od tej pory - a upłynęło już 37 lat - firma znakomicie prosperuje, działa na całym świecie. To potentat na skalę globalną: zajmuje 3 biura - poza Londynem także w Berlinie i Singapurze; przedstawicielstwa firmy znajdują się w Australii, Chinach, Japonii i Kanadzie; pracują dla niej ludzie mówiący 45 językami; mają na koncie zrealizowane projekty w 45 krajach; w tej chwili Foster buduje w 21 zakątkach globu. Roczny obrót przedsiębiorstwa wynosi 35 mln funtów szterlingów. Zatrudnionych w nim jest 649 osób, z tego aż 606 w Wielkiej Brytanii, za granicą tylko 43. Średnia wieku wynosi 32 lata. Biura są czynne przez całą dobę, siedem dni w tygodniu. Rozpiętość ich projektów jest olbrzymia, od klamki do drzwi i kranów w biurze po jeden z największych portów lotniczych świata, Chek Lap Kok w Hongkongu. - Nad wieloma projektami pracowaliśmy poza Londynem - mówi szef. - Jedną z zasad jest radykalna mobilność. Jesteśmy znani z tego, że bardzo szybko wyruszamy w nowe miejsce, by podjąć tam prace... Rezultaty są imponujące - Foster & Partners otrzymali ponad 300 nagród i wyróżnień, wygrali 60 narodowych i międzynarodowych konkursów. Tym większym zaskoczeniem dla wszystkich było odrzucenie proponowanej przez nich zabudowy nowojorskiego Ground Zero - zbyt niskie, zbyt lekkie, zbyt niepraktyczne, powtarzano w kuluarach. HiTech guru Styl Fostera właściwie niewiele się zmienił od końca lat 60., gdy zaczął zarabiać na przydomek "HiTech guru". Można go określić trzema słowami: światło, stal, szkło. - Wszystko powinno być przezroczyste, błyszczące i doskonale symetryczne - uważał wtedy i nadal przy tym obstaje. Dzięki użyciu szkła struktura budynku jest czytelna, ujawnia misterną konstrukcję stalowej ramy. To połączenie sprawia, że ściany nie blokują światła, lecz filtrują je do wnętrza. "Kształtowanie i rzeźbienie przestrzeni przy wykorzystaniu światła i cienia uważamy za jedno z istotnych zadań architekta" - pisze w swoistym manifeście firmy. Wszystkie jego projekty cechuje wysoki funkcjonalizm, forma budynku wynika właśnie z funkcji, jakie ma on spełniać. Te założenia opracowuje w ścisłej współpracy z klientami, konsultantami, budowniczymi; pozwala to na tworzenie przyjaznej, popularnej architektury, w której najnowsza technika nie przeszkadza w wytworzeniu poczucia wspólnoty u użytkowników. Jego realizacje są lubiane: - Czuję w jego budynku, że robił go ktoś, kto myślał o naszej przyszłości - mówi uczeń z zaprojektowanej przez Fostera szkoły w południowym Londynie. Foster to fenomen - im starszy, tym aktywniejszy. Największe sukcesy odniósł po sześćdziesiątce. W ostatniej dekadzie dosłownie obsypano go prestiżowymi wyróżnieniami i tytułami. Oto kilka najważniejszych: pięć lat temu został 21. laureatem Nagrody Pritzkera, uważanej za architektonicznego Nobla; w tym samym 1999 roku przyznano mu w Niemczech Krzyż Komandorski Orderu Zasługi; trzy lata później został kawalerem niemieckiego orderu "Za zasługi dla nauki i sztuki". I najnowszy zaszczyt: w listopadzie tego roku książę-małżonek królowej brytyjskiej uhonorował go swoją nagrodą, przyznawaną za całokształt twórczości. Zapowiada się, że w najbliższych latach nadal będzie o nim głośno. "Nowy" Wembley Stadium będzie ukończony za dwa lata, ale już dziś można podziwiać wysoki na 133 m, podświetlany nocą łuk nad wejściem. Nie tylko jednak go chwalą, czasem miewa problemy. Trwają prace - i dyskusje - przy budowie trakcji elektrycznej w dolinie Paganico w Toskanii: Foster zaprojektował 11 pylonów 70-metrowej wysokości, na których zawiśnie linia wysokiego napięcia. Mieszkańcy protestują, włoski inwestor usiłuje ich przekupić niebagatelną sumą 4 tys. euro na głowę za odstąpienie od protestu. Ciekawe, kto wygra. W ostatnich latach lord Foster podbija Azję. Wybudował w Hongkongu m.in. futurystyczną siedzibę banku HSBC, uważaną za najdroższy w utrzymaniu budynek świata, oraz, tamże, ogromne lotnisko usytuowane na sztucznej wyspie (1998). Wkrótce pobije własny rekord: zaprojektowane przez jego firmę budowane właśnie lotnisko pekińskie będzie jeszcze potężniejsze. Ogórkowa afera Jednak najwięcej jego realizacji znajduje się w Londynie. Niektórzy są zdania, że za bardzo zdominował architekturę miasta i wybrzydzają nad kilkoma budowlami. Najbardziej oberwał za budynek Towarzystwa Reasekuracyjnego Swiss Re, oddany do użytku w tym roku. Popularna nazwa Gherkin (korniszon) odnosi się do kształtu konstrukcji - gigantycznego, miękko zarysowanego, wydłużonego owalu. Idealną symetrię sylwetki przełamują spiralnie wznoszące się "wstęgi" z kilku odcieni szkła i ceramiki. Dekoracyjność ornamentu przywodzi na myśl modne niegdyś cacka - jaja Fabergé, co nie jest komplementem dla wieżowca. Co gorsza, nie harmonizuje on z formą sąsiednich budynków, wybudowanych w latach 30. ubiegłego wieku, przytłacza je wielkością i ekstrawagancją. "To katastrofa dla tej części miasta", ocenił korniszona publicysta dziennika "The Guardian". W dodatku koszty budowy nie zwracają się, bo połowa pięter nadal nie została wynajęta. Krytyka krytyką, a Gherkin i tak okrzyknięto najpopularniejszym nowym wieżowcem w stolicy Anglii. Z kolei londyński Millennium Bridge, delikatny jak kładka w tropikalnej dżungli most dla pieszych, oddany do użytku na początku nowego tysiąclecia, miał wadliwą konstrukcję. Pod równoczesnym ciężarem kilkudziesięciu tysięcy ludzi zaczął się niebezpiecznie chwiać i zaraz po otwarciu trzeba go było zamknąć. Od dwóch lat, wzmocniony, znów służy piechurom. Za to z powszechnym aplauzem spotkało się rozwiązanie zastosowane w Muzeum Brytyjskim (2000): Great Court (Wielki Dziedziniec) przykryty został dachem złożonym z tysięcy szklanych płytek, wkomponowanych w misterną metalową konstrukcję. To rodzaj koronkowej siatki, układanka z trójkątów, rzucająca cień na ściany i posadzki. Przypomina rozpiętą nad dziedzińcem wielką przezroczystą parasolkę, a zarazem kojarzy się z kalejdoskopem, zabawką z systemem luster. Niezwykłej urody jest też City Hall, czyli londyński ratusz miejski (2002). Z daleka oglądany kojarzy się z monstrualną szklaną banią; z bliska i wewnątrz uderza logika spiralnej konstrukcji stalowego szkieletu. Oryginalnie potraktował Foster przebudowę Reichstagu w Berlinie (1999): ciężki gmach zwieńczył szklaną kopułą z galerią widokową. Ten symbol przejrzystości władzy ma wiele praktycznych zalet - Reichstag jest jedynym na świecie budynkiem, z którego nie uchodzi do atmosfery dwutlenek węgla, a chłodzenie wnętrza odbywa się przy wykorzystaniu wód gruntowych. Polskę Foster wyróżnił jednym dziełem: oddanym w ubiegłym roku warszawskim biurowcem Metropolitan, wpisanym w historyczny kontekst placu Piłsudskiego. Jesteśmy jedynym krajem spośród dawnych demoludów, w którym Forster podjął ryzykowną konfrontację z lokalnym rynkiem. Jakie wywołał kontrowersje, nie trzeba przypominać. A co autor ma do powiedzenia na ten temat? - Pierwotnie miała to być uniwersalna budowla. Jednak projekt uległ w Warszawie poważnym przeobrażeniom. Ludzie, z którymi tam rozmawialiśmy, mieli bardzo pozytywny wpływ na jego ostateczną wersję. Jestem pewien, że znajdą się tacy, którzy uznają, że ten budynek nie wygląda, jakby powstał w naszej pracowni. Świadczy to tylko o tym, że wciąż potrafimy sprawić, by na widok naszych prac ludzie mówili, że nie spodziewali się tego... Niektóre wypowiedzi Normana Fostera zostały zaczerpnięte z wywiadu Davida Crowleya opublikowanego w miesięczniku "Architektura" (wrzesień 2003) MONIKA MAŁKOWSKA I GRZEGORZ SOWULA Źródło: Rzeczpospolita

Podepnij swój artykuł

tagi

Villa Metro – porządek w chaosie
Villa Metro – porządek w chaosie

Villa Metro – to nowoczesny i ekologiczny biurowiec, który stanął w zbiegu kilku wyjątkowo ruchliwyc ...

CWA House – nieregularna bryła architektoniczna od Beczak / Beczak Architekci
CWA House – nieregularna bryła architektoniczna od Beczak / Beczak Architekci

CWA House – realizacja architektoniczna z pracowni Beczak / Beczak Architekci – powstała niedaleko W ...

Dom Kota – niezwykła realizacja architektoniczna pod Szczecinem
Dom Kota – niezwykła realizacja architektoniczna pod Szczecinem

Dom Kota – to budynek dla zwierząt. Powstał na terenie schroniska w miejscowości Dobra pod Szczecine ...

KOMENTARZE
Komentarze
Brak komentarzy
Zaloguj się, aby dodać komentarz

Nie przegap okazji!!!

zapisz się do naszego newslettera