Chcesz być na bieżąco? Zapisz się do naszego newslettera


Tylman van Gameren

 

Czas czytania: ~10 min


Tylman van Gameren - biografia

 

iHw3Nc61D5volypEO1KmVH4xPda2rEKm6AlQn0HuncNFfSS0I0YZnaL8RNOh_tylman.jpg
Przyszedł na świat w 1632 roku w holenderskim mieście Utrecht w rodzinie sukiennika i krawca Jacoba van Gameren. 5 lipca 1632 roku w utrechckiej katedrze rotestanckiej został ochrzczony imieniem Tylman. Przyszły architekt dzieciństwo i wczesną młodość spędził w rodzinnym mieście. Później odbył studia architektoniczne, ucząc się na wzorach budownictwa holenderskiego. Następnie zjeździł wzdłuż i wszerz całe niemal Włochy i Niemcy w celu zapoznania się z architekturą zagraniczną. W Italii szczególnie upodobał sobie Rzym oraz dzieła innego architekta - wybitnego przedstawiciela renesansu - Andrea Palladia. Zdobyte wykształcenie pozwalało mu prowadzić wykłady na temat architektury. Nie wiadomo jednak na jakich uczelniach to robił. Sam zaczął tworzyć dopiero po przybyciu do Polski w 1666 roku. Został tutaj sprowadzony prawdopodobnie przez magnacki ród Lubomirskich. Do swojej nowej ojczyzny przywiózł również prywatną, bardzo dużą jak na tamte czasy, bibliotekę, którą później stale uzupełniał. To, co z niej zostało, dziś znajduje się w Bibliotece UW. Pierwszymi dziełami projektowanymi przez Tylmana były obwałowania, mosty, maszyny oblężnicze i twierdze, które tworzył jako inżynier wojskowy dla hetmana polnego koronnego Jerzego Sebastiana Lubomirskiego. 16 lipca 1666 roku Tylman zniesławił się udziałem u boku J. S. Lubomirskiego w bratobójczej bitwie pod Matwami. Hetman polny koronny dowodził oddziałami buntowników, które starły się z wojskami króla Jana Kazimierza. Później jednak van Gameren służył w wojsku królewskim i w 1672 roku został za specjalne zasługi mianowany inżynierem wojskowym przez króla Michała Korybuta Wiśniowieckiego. Otrzymał wtedy również polskie szlachectwo, co świadczy o daleko posuniętym u niego procesie spolszczenia. W 1677 roku Tylman zawarł małżeństwo z Anną Komorowską. W 1685 roku sejm potwierdził nadanie mu szlachectwa oraz nowego nazwiska. Wtedy to Tylman van Gameren stał się Tylmanem Gamerskim. Mimo to używał również całej serii różnych odmian swego nazwiska: Tylman, Thylman, Tilman, Tilemanus, Telman, Gameren, Gammeren, Gamerini, Camerini, z Gamerynu. Opuściwszy wojsko Tylman zajął się już wyłącznie architekturą cywilną - reprezentacyjnymi pałacami, zamkami, ogrodami, pawilonami, kościołami. W tych dziedzinach szybko bardzo wzietym projektantem, a o jego projekty ubiegali się zarówno magnaci, jak i biskupi oraz sam król. Dzięki temu wszystkiemu stał się człowiekiem bardzo majętnym i szanowanym. Osiadł w Warszawie, w okolicach dzisiejszego Belwederu. W swojej pracy (po odejściu z wojska) specjalizował się głównie w magnackich pałacach i rezydencjach. Opracował swój własny wzór takiej rezydencji, powtarzany potem przez wielu innych przedstawicieli baroku i nie tylko. W jego wzorze główna bryła budynku miała kształt prostopadłościanu, ustawionego tak, że krótsze ściany były bocznymi. Do nich z kolei przylegały elementy podobne do niewysokich wież, które mieściły w sobie często całe apartamenty. Sama bryła główna miała na środku dużą salę, łączącą wejście frontowe z ogrodowym, od której odchodziły korytarze do innych pomieszczeń. Siedemnasty wiek to czas baroku. Również Gamerski tworzył właśnie w tym stylu. Był jednak przedstawicielem tzw. baroku klasycyzującego, czyli spokojniejszej odmiany owego porządku estetycznego.
ihVv4BZB23xFtsjsbldrY5ssWEnlP1PuVNztNCq5arfFlqywe1rViwvnMtgJ_gamerennieborow-palac.jpg
Do końca swego życia Tylman piastował wiele bardzo wysokich stanowisk, między innymi był nadwornym architektem marszałka wielkiego koronnego Stanisława Herakliusza Lubomirskiego oraz królewskim sekretarzem, a także królewskim architektem. Gamerski projekotwał głównie dla magnatów, króla i biskupów. Należy do nich pałac prymasa Michała Radziejowskiego, wzniesiony przez Tylmana w latach 1690 - 1696. Należy go zaliczyć do samej czołówki ponad pięćdziesięciu dzieł architekta, choćby dlatego, że został zakwalifikowany do tzw. zerowej grupy zabytków architektóry i budownictwa, co oznacza, że przedstawia najwyższą wartość zabytkową w skali światowej. Mało tu ornamentyki, co jest właśnie charakterystyczne dla baroku klasycyzującego. Twórczość Tylmana Gamerskiego związana jest głównie z Warszawą. To tam powstał według jego projektu słynny pałac Krasińskich, zwany też pałacem Rzeczpospolitej, pałac Ostrogskich, zamek Ujazdowski, przebudowany przez Tylmana dla Stanisława Herakliusza Lubomirskiego, pałac Kotowskich, pałac Bruhla oraz pałac Saski. Jeśli natomiast chodzi o realizacje Tylmana poza Warszawą, to na pierwszym miejscu należy postawić pałac Branickich w Białymstoku (widoczny na zdjęciu). Bez większego problemu można rozpoznać elementy współne dla tej budowli i pałacu prymasa Radziejowskiego, tak charakterystyczne dla dzieł Gamerskiego. Inne dzieła Tylaman van Gameren, to pałac Lubomirskich w Puławach, Wiśniowieckich w Lubartowie, Bielińskich w Otwocku koło Warszawy, Reyów w Przecławiu pod Mielcem, Sieniawskich w Łubnicach, Lubomirskich w Łańcucie oraz wiele wiele innych rezydencji na terenie całego kraju. Z powodzeniem tworzył też budowle o przeznaczeniu sakralnym. Z upodobaniem sotosował w nich centralną bryłę oraz symetrię osiową. W tej dziedzinie jego najwybitniejszym dziełem jest kościół św. Anny w Krakowie. Poza tym w Warszawie kościół Sakramentek oraz kościół Bernardynów. W Gdańsku Kaplica Królewska obok kościóła Najświętszej Marii Panny. Tylman był twórcą pierwszego "obiektu handlowo-usługowego" na terenie Warszawy, postawionego w latach 1693 - 1695 na zlecenie królowej Marii Kazimiery. Oprócz tego na zlecenie S. H. Lubomirskiego prowadził pomiary w stolicy, w związku z planowaną przebudową. Tylman Gamerski umarł w 1706 roku w swoim domu w Warszawie. Większość jego dzieł została zniszczone podczas drugiej wojny światowej. Dziś wiele z nich jest z pietyzmem odbudowywane.
Ręka Architekta To rzeczywiście świetna ręka: projekty budowli, szkice dekoracji czy nagrobków przyciągają urodą. W 2003 roku w Warszawie można było oglądać wystawę archiwum rysunkowego najlepszego architekta działającego w XVII-wiecznej Rzeczypospolitej - Holendra Tylmana van Gameren. Badacz twórczości Tylmana Stanisław Mossakowski wyliczył aż 75 budowli z nim związanych. To wielka spuścizna, nieporównywalna z żadnym innym działającym na ziemiach polskich architektem. A do tego rysunkowe archiwum, zachowane w 80 procentach. Około 800 architektonicznych rysunków to "atrakcja na skalę europejską", jak zapewnia Andrzej Rottermund, dyrektor Zamku Królewskiego, w którym wystawa Tylmana jest pokazywana. Znalazły się na niej przede wszystkim projekty i szkice do zachowanych dzieł Tylmana, ale także do tych, które już nie istnieją. Można było oglądać projekty, które zapewne nigdy nie zostały zrealizowane. W zbiorze Tylmana znalazły się też rysunki innych twórców, którymi architekt posługiwał się w swojej pracy. Wśród różnych ciekawostek można było zobaczyć profil głównego gzymsu kościoła Sakramentek w Warszawie, czyli, mówiąc inaczej, szablon jego kształtu. Był także "chiromantyczny diagram lewej dłoni niezidentyfikowanej osoby" oraz domniemany autoportret samego Tylmana. Katalog obejmował ponad sto czterdzieści pozycji, starannie wybranych z bogatego zbioru przechowywanego w Gabinecie Rycin Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego. Z tego niezwykłego zespołu przepadło 180 rysunków spalonych w Powstaniu Warszawskim. Tylman van Gameren urodził się w 1632 roku w Utrechcie, w rodzinie znanych w mieście pasztetników. "Wytwórnia przysmaków z gęsich wątróbek i innych specjałów, prowadzona przez dziadka Tylmana, Jana Gerritszoona van Gameren, mieściła się w domu zwanym de Trapgans (Pod Dropiem), przy Teelingstraat, nieopodal gęsiego targu". Te precyzyjne informacje pochodzą z tekstu holenderskiego znawcy Tylmana, Konrada Ottenheyma. O rodzinie da się powiedzieć wiele, sprawa edukacji Tylmana w Holandii jest już słabiej udokumentowana. Jeszcze gorzej rzecz ma się z włoskim, a ściślej - weneckim rozdziałem biografii przyszłego nadwornego architekta królów polskich. Musiał mieć dobrą pozycję, ale jako malarz, bo w takiej roli został wymieniony w poemacie Marco Boschiniego "Carta del navegar pitoresco": "że kolorystą jest szczególnie wytwornym, świetnym malarzem aktów i scen mitologicznych". Nie znamy jednak żadnego zachowanego obrazu jego autorstwa ani w Holandii, ani w Wenecji, ani w Polsce. Przebywającego nad laguną Holendra sprowadził nad Wisłę na zaproszenie Jerzego Sebastiana Lubomirskiego jego syn Stanisław Herakliusz. Sprowadził go jako inżyniera, specjalistę od fortyfikacji. Tylman przybywa do Polski w 1661 roku, w 1672 Michał Korybut Wiśniowiecki mianuje go nadwornym architektem, w 1676 Jan III Sobieski podczas swojej koronacji pasuje go na kawalera Złotej Ostrogi, tym samym nobilitując, w 1685 dekret sejmowy potwierdza jego szlachectwo. Ożeniony ze szlachcianką Anną z Komorowa, Tylman zmarł w 1706 roku, zamożny i szanowany. Tylman z Gameren to nowy typ architekta: architekt-projektant, nie nadzorca i wykonawca. Jego działalność nie wykracza poza kartki żeberkowanego papieru, najczęściej z papierni Lubomirskich w Porębie Wielkiej. Rysuje ołówkiem, potem poprawia piórem zanurzonym w brązowym tuszu. Używa linijki, cyrkli. Jest oszczędny i zdyscyplinowany, nie posługuje się perspektywą, nanosi swoje projekty płasko na papier, czasem dopełnia je kolorami. Inaczej rzecz wygląda, gdy zabiera się za projekty ołtarzy, nagrobków, rzeźb - wtedy jest swobodny, szkicowy, ekspresyjny. W te projekty wkracza teatralność i dramatyczny gest, są pełnoplastyczne, lawowane, bogate. Znać w nich umiejętności malarza i wielką sprawność. Tak jest w najlepszym może tego typu rysunku - projekcie nagrobka Pawła Jana Sapiehy dla kościoła Kartuzów w Berezie. Trudno myśleć o sztuce polskiej XVII i XVIII wieku bez Tylmana. Trudno przecenić jego rolę, znaczenie i wpływ. Na jego indywidualny styl wpłynęła zarówno chłodna barokowa architektura Holendra van Campena, jak i dojrzały barok włoski Longheny i Berniniego. Jednak, jak podkreślają badacze, "niebo i zwyczaj polski" wywarły na artyście również swoiste piętno. Polegało to również na respektowaniu krajowego poziomu wykonawczego. "Stąd owe pseudopilastry, lizeny czy podziały ramowe, uproszczone do minimum belkowania i skromne profile gzymsów, unikanie kolumn i bogatszego decorum, cegła i tynk, a tylko wyjątkowo kamień czy marmur" - pisze Mossakowski. I trudno temu zaprzeczyć, patrząc z bliska choćby na detale pałacu w Nieborowie. Jednak gdy przedsięwzięcie było lepiej nadzorowane czy zwyczajnie lepiej opłacane, od razu zyskiwało na artystycznych i estetycznych walorach, jak warszawski Pałac Krasińskich. Warszawska wystawa była pokazywana w Amsterdamie, podobno została tam dobrze przyjęta. Z myślą o Holendrach wykonano makiety kilku budowli Tylmana, także tych nieistniejących (np. tzw. Pałac Sandomierski, zwany później brühlowskim). Szkoda, że nie ma więcej makiet, bo są znakomitej jakości. Zresztą cała strona plastyczna ekspozycji, autorstwa Agnieszki Putowskiej-Tomaszewskiej, zasługuje na komplementy. Jest skromna, prosta i właściwie niedostrzegalna, co dla dzieł tak delikatnych jak szkice rysunkowe i projekty architektoniczne jest niesłychanie ważne. Podobało mi się wprawienie obrazu z kościoła czerniakowskiego w powiększenie projektowego szkicu Tylmana; na co dzień w kościele widzimy ową oprawę w kształcie, jaki nadał jej wykonawca, gdańszczanin Schlüter. Poza tym zwykłe proste ramki, jakby pożółkłe passe-partout, by nie odbijało od koloru Tylmanowskich papierów. Pozostaje tylko żal, że niektóre z budowli zaprojektowanych przez Tylmana nie istnieją, że nie można ich podziwiać, bo byłyby ewenementem architektonicznym nie tylko na polską skalę. Na przykład kościół- -pomnik na planie centralnym, zapewne dla Marywilu, dla uczczenia Jana III, z wielkim obeliskiem w zwieńczeniu. Jeszcze bardziej niezwykły kształt miało przybrać mauzoleum i kościół rodziny Morsztynów; prawdziwa nadwiślańska piramida schodkowa, jakby wprost z traktatu Sebastiana Serlia. Niestety Jan Andrzej Morsztyn, wykonawca testamentu swego brata Tobiasza, musiał uciekać z Rzeczypospolitej i rzecz cała pozostała niedokończona, potem zaś ją rozebrano. To ważne, że Warszawa oddaje wreszcie hołd jednemu z najważniejszych artystów w jej dziejach. Jak wiadomo, są to dzieje dziwne i często tragiczne. Nie mogę zapomnieć zdania, które jak refren powraca w "Pamiętniku z Powstania Warszawskiego" Mirona Białoszewskiego: "A Sakramentki płoną"... Bogusław Deptuła Tygodnik Powszechny, Nr 28 (2818), 13 lipca 2003
ZgMEer83PoTQpMr9H7GJjpspkYMUUnhltOK0aYvLTcQwJgirxNUJjsqlsxSS_gampalacbranickich6.jpg

Podepnij swój artykuł

tagi

Nowy obiekt architektoniczny od Art-Projekt
Nowy obiekt architektoniczny od Art-Projekt

Szkoła i przedszkole przy ul. Twardowskiego w Stargardzie – to pierwszy obiekt architektoniczny, pow ...

Rusza XI edycja Plebiscytu Polska Architektura XXL - czekamy na zgłoszenia realizacji
Rusza XI edycja Plebiscytu Polska Architektura XXL - czekamy na zgłoszenia realizacji

Zapraszamy do udziału w jedenastej edycja Plebiscytu Polska Architektura XXL, którego celem jest wsp ...

Wieża ciśnień w Ciechanowie jak nowa
Wieża ciśnień w Ciechanowie jak nowa

Wieża ciśnień w Ciechanowie – to jeden z najbardziej znanych obiektów architektonicznych w tym mieśc ...

KOMENTARZE
Komentarze
Brak komentarzy
Zaloguj się, aby dodać komentarz

Nie przegap okazji!!!

zapisz się do naszego newslettera