Chcesz być na bieżąco? Zapisz się do naszego newslettera


Wypełnić pustkę

 

Czas czytania: ~8 min


tomasz Konior

 

Rozmowa z Tomaszem Koniorem Zawsze chciałeś być architektem? - Jestem architektem, bo nie udało mi się zostać organistą. Do teraz słucham muzyki organowej. W liceum grałem na perkusji, występowałem z trzema różnymi formacjami, graliśmy jazz i blues. Chciałem być muzykiem, przez bębny omal nie oblałem matury. Zawsze jednak w moim życiu była równolegle architektura. Od najwcześniejszych lat miałem swoją półkę w księgarni, gdzie odkładano mi wszystkie książki poświęcone architekturze. Przeczytałem ich całe mnóstwo. Teraz zwyciężyłeś w prestiżowym konkursie, jednak spadły na Ciebie gromy, bo chcesz zabudować otwartą przestrzeń między rondem a rynkiem. Dla wielu katowiczan i architektów to wartościowa przestrzeń. - Nie rozumiem, jaką wartość może mieć pustka? Nie kwestionuję potrzeby otwartej przestrzeni, lubię być w górach, gdzie mogę się wyciszyć, ale jak jadę do miasta, to chcę być atakowany treścią. Im bardziej bogata i wielowątkowa to treść, tym lepsze jest miasto. Czy przestrzeń między rynkiem i Spodkiem nie jest wizytówką Katowic? - Gdyby tak było, to wizytówką Katowic byłaby pustka. Dla jednych będzie to pustka, a dla innych otwarta przestrzeń, dająca szeroką panoramę na śródmieście. - Musimy sobie odpowiedzieć, czy chcemy mieszkać w mieście bogatym, czy nostalgicznym, romantycznym. Ja chciałbym mieszkać w mieście bogatym, czyli takim, gdzie jest silny potencjał inwestycyjny, gdzie się dużo buduje i do którego chcą przybywać inwestorzy. I tutaj rola władz miejskich, które mają narzędzia, by zachęcić prywatny kapitał do inwestowania w centrum. Urzędnicy mogą powiedzieć: "Chcesz zbudować biurowiec? OK, dostaniesz najlepszą działkę, ale musisz też zadbać o przestrzeń publiczną wokół - stworzyć parkingi podziemne, plac z fontanną i ławkami". Można to miasto budować, nie angażując publicznego grosza i nie czerpiąc z miejskich pieniędzy. Ja w to wierzę. Ale czy nie zabierasz Katowicom przestrzeni publicznej, sprowadzając ją do minimum? - Nie można przesadzać z przestrzenią publiczną, bo ktoś ją musi codziennie utrzymywać. Tak bogate metropolie jak Paryż mają kłopoty z utrzymaniem olbrzymich przestrzeni publicznych, bo jest ich za dużo. My jesteśmy w Katowicach, w mieście, które nie jest nazbyt bogate ani w treści, ani w atrakcje, ani w inwestycje. Jeżeli nie uruchomimy pewnego procesu, który zachęci do inwestycji, to nie będziemy się rozwijać i nie będzie miał kto utrzymywać przestrzeni publicznych, o których mówisz, że są wyróżnikiem Katowic. One stały się wyróżnikiem miasta nie z racji wyboru, tylko w pewnym momencie ktoś w sposób dość romantyczny taką atrakcję postanowił nam zafundować. Jurand Jarecki opowiadał mi, jak projektował tę przestrzeń z prof. Zygmuntem Majerskim, jak był na kontrakcie w Paryżu i widział Champs d'Elysées. Ówcześni architekci zapragnęli mieć coś takiego w Katowicach, dla nich było to bardzo atrakcyjne. Cóż mogę odpowiedzieć - Katowice to nie Paryż, a al. Korfantego to nie Pola Elizejskie. W Twoich projektach zawsze było dużo romantyzmu, a teraz mówisz jak pragmatyk. - Może dlatego, że pierwszy raz występuję w roli urbanisty. Bardzo długo patrzyłem na Katowice przez pryzmat bycia mieszkańcem tego miasta. Jak tu przyjechałem po raz pierwszy, byłem przerażony tą pustą przestrzenią, każdy weekend musiałem spędzać w Krakowie, trudno było mi się tutaj odnaleźć. Ale po czasie starałem się odkryć, co jest atrakcyjnego w tym mieście. Dziś jest to absolutnie moje miasto. Co atrakcyjnego jest w Katowicach? - To, że jest tu tak dużo do zrobienia. Wracając do rozmowy z Jurandem Jareckim, to ówczesne pokolenie architektów wykroiło w mieście pustkę, bo myśleli, że to będzie dobre dla miasta. Ja jestem zwolennikiem równomiernego rozwoju miasta. Wykrajanie takiej pustki bez wyraźnej potrzeby było barbarzyństwem, wycięto funkcjonujące kwartały miejskie, które przetrwały kataklizm II wojny światowej. Pogwałcono tradycję i wykazano się brakiem szacunku do własności. Jednak w swoim projekcie zachowujesz budynki z lat 60. i 70. - Nie burzymy żadnego budynku. Wyjątkiem jest hotel Silesia, którego koniec od lat jest przypieczętowany. Ratujemy nawet Pałac Ślubów, który ma być wyburzony przez miasto. Proponujemy przenieść go na teren Uniwersytetu Śląskiego i zrobić w nim Śląskie Muzeum Modernizmu. Ten budynek można z łatwością rozebrać i złożyć jak puzzle w innym miejscu. Proponujemy też przerobienie superjednostki na apartamentowiec. Można w nim wyciąć wiszące ogrody, gdzie w środku mogłyby rosnąć drzewa. Nie widzę natomiast powodów, aby zachowywać tę pustkę, która niczego nie łączy. Tego nie można porównać z Polami Elizejskimi, bo jest to ważna arteria miejska. Pustą, martwą przestrzeń w środku miasta trzeba wypełnić treścią. Czy jednak gęstością zabudowy, którą proponujesz, nie sprowadzisz al. Korfantego do rangi zwykłej ulicy? - Ulica 3 Maja ma 18 metrów szerokości i to jest świetna przestrzeń miejska. Wyobrażam sobie Korfantego po przebudowie jako ulicę mającą 32 metry szerokości - to chyba jest sporo. Oprócz tego mamy bardzo dobry teren inwestycyjny i świetny pasaż dla pieszych. Wykorzystuję też budynki Separatora, BWA, łączę stare pawilony, wśród których dziś hula wiatr. Przykrywam je szklanym dachem. Może tam wytworzyć się ciekawy całoroczny pasaż. Słychać, że oto Konior zbuduje sobie miasto, że Twoja wizja jest zbyt autorska. - Urbanistyka jest obiektywna, tutaj nie można w sposób autorski potraktować projektowania kawałka miasta. My mamy tylko wskazać kierunek, wytyczyć pewne ramy, zasady, czyli reguły gry w miasto. Kto się pisze na tę grę? Różni inwestorzy i różni architekci. Tak jak to się stało w Berlinie na Potsdamer Platz. Gdy Deutsche Bank poprosił Franka O. Gehry'ego, by zbudował nową siedzibę przy Pariser Platz, to ten genialny architekt stworzył najlepszą w swoim życiu realizację. W ściśle określonych ramach, w określonej wysokości, ryzach, skali, podziałach zrobił świetną elewację. Te ograniczenia stały się wartością. Marzę, by w Katowicach było podobnie. Wytyczymy skalę budynków, liczbę kondygnacji, linię zabudowy, a potem róbcie, co chcecie. Jury uznało, że mój kierunek jest najbardziej zbliżony do oczekiwanego. Wsłuchiwałem się w opinie mieszkańców. Myślę, że krytyka bierze się głównie z niezrozumienia. Przywykliśmy już do pustki w śródmieściu - może to jest powód tej krytyki. - Ja nie przywykłem. Wolę Katowice tradycyjne, które oglądam na pocztówkach z lat 30. Katowice klasyczne. To jest tradycja. Z drugiej strony jestem przeciwnikiem odtwarzania, odbudowywania starych miast, odbudowywania Zamku Królewskiego w Warszawie. Uważam, że przestrzeń, w której przebywamy, ma być na miarę miasta i ludzi. Jeśli nie jest taka, to jest to nienaturalne, miasto jej nie asymiluje, a człowiek się w niej gubi. Wierzysz w tę masę inwestorów, którzy zabudują centrum Katowic? - To nie jest kwesta wiary. Jestem przekonany, że jeśli stworzy się dobrą ofertę, to będziemy tu mieli ogromny plac budowy. Trafia to w dobry czas, jest koniunktura. Jeśli miasto to wykorzysta, oblicze centrum może się zmienić w ciągu sześciu, siedmiu lat. Odwołam się do niemodnego Leona Kriera: "Architektura - wybór czy przeznaczenie". Ja uważam, że wybór. Starałem się dać tym projektem możliwość wyboru, że nie musi być tak, jak jest, może być inaczej. Nowe budynki pozwolą wykreować kręgosłup w centrum, którego dzisiaj nie mamy. Czy jesteś konserwatystą? - Niekoniecznie. Chciałbym, żeby Katowice były nowoczesnym miastem, jednocześnie czerpiącym z tradycji i kultury, z najlepszych kanonów. Inna postawa wydaje mi się rewolucyjna i eksperymentalna, może nie przynieść rezultatów. Jeśli czerpiesz ze sprawdzonych wzorców, masz szansę, że zbudujesz prawdziwe miasto. A jakie są Twoje wzorce? - To jest coś, co stanowi tkankę klasycznego miasta. To są ulice, które tworzą kwartały wypełnione albo tkanką budowlaną, albo wolne od zabudowy - wtedy stanowią place. I to wszystko. Dalej jest skala, która musi być adekwatna. Uważam, że nie zdarzyło się w historii nic, co mogłoby stanowić alternatywę, coś lepszego, w czym dobrze czują się ludzie. Niektórzy mówią, że Katowice to miasto nieustannych konkursów, które niczemu nie służą. - Uważam, że to nieprawda. Na strefę śródmieścia nie było żadnego konkursu od kilkudziesięciu lat, czyli od czasu jej powstania. Były warsztaty kilkanaście lat temu, ostatnia dyskusja miała miejsce rok temu na łamach waszej "Gazety". Dlatego teraz wybuchł ten wulkan, bo nie mamy materiału porównawczego. Dzisiaj wyzwoliły się ogromne emocje. W Katowicach jest mało konkursów. To duże miasto, stolica regionu, powinny być tu dziesiątki konkursów na każdy jego fragment, powinno się nawet dyskutować nad kształtem zwykłej ławki miejskiej. Bo jest lepsza i gorsza ławka, a dzięki konkursowi możemy wybrać tę najlepszą. Żródło: Gazeta.pl

Podepnij swój artykuł

tagi

B3000 – projekt architektoniczny z koleją w tle
B3000 – projekt architektoniczny z koleją w tle

B3000 – tak nazwano projekt przebudowy i rozbudowy dawnego budynku wielopoziomowego parkingu, jaki o ...

Najlepsze realizacje architektoniczne Gdańska lat 2016 – 2017
Najlepsze realizacje architektoniczne Gdańska lat 2016 – 2017

Najlepsze realizacje architektoniczne Gdańska lat 2016 – 2017 zostały właśnie docenione. Po raz drug ...

Niezwykły dom dla gości
Niezwykły dom dla gości

Dom dla gości, jaki pracownia Studio 512 zaprojektowała w Teksasie sami autorzy projektu architekton ...

KOMENTARZE
Komentarze
Brak komentarzy
Zaloguj się, aby dodać komentarz

Nie przegap okazji!!!

zapisz się do naszego newslettera