Joze Plecnik - Sztuka architektury

Chcesz być na bieżąco? Zapisz się do naszego newslettera


Joze Plecnik

 

Czas czytania: ~8 min


joze plecnik

 

bSbWsSHKFzflGFVff4JXPkwcnOEzCDc8ycPf44C9Zup217sGv5Qs7Yodau9a_joze.gif
Do Jože Plecnika przylgnęło określenie "słowiański Gaudi". Że jest w tym dużo prawdy, pokazuje wystawa w Międzynarodowym Centrum Kultury w Krakowie. Do niedawna jeszcze w encyklopediach i podręcznikach architektury na próżno było szukać jego nazwiska. Może dlatego, że historię sztuki europejskiej, zwłaszcza przedwojennej, pisali głównie Niemcy i Austriacy, a Pleenik (1872-1957) urodził się na obrzeżach cesarstwa austro-węgierskiego - w Słowenii. Żył na styku dwóch kultur - romańskiej i germańskiej, i dwóch tradycji - słowiańszczyzny i antyku. Do końca życia prowadził dialog z tradycją, chciał odkryć w architekturze słowiańską tożsamość. Na początku XX wieku, w wielonarodowościowej monarchii Habsburgów nie było to dążenie odosobnione. Do "gotyku nadwiślańskiego" nawiązywał wtedy Jan Sas-Zubrzycki, Adolf Szyszko-Bohusz narodowy styl widział w mariażu klasycyzmu z modernizmem, a Stanisław Ignacy Witkiewicz wymyślił styl zakopiański. Żaden z Polaków nie był jednak taką indywidualnością jak Pleenik, który wpłynął na architekturę aż trzech stolic: Wiednia, Pragi i Lublany. Po II wojnie na wiele lat o nim zapomniano. Dopiero wielka wystawa w Centrum Pompidou 20 lat temu odkryła tego wybitnego urbanistę, architekta, designera i grafika. Teraz, w 50. rocznicę śmierci Pleenika sprowadzono do Międzynarodowego Centrum Kultury w Krakowie jego projekty urbanistyczne, modele budynków i mostów, wyroby rzemiosła artystycznego, grafikę użytkową, rysunki i fotografie. Eksponaty pochodzą głównie z Muzeum Architektury w Lublanie oraz ze skarbców kościelnych. Jože Pleenik po zdobyciu zawodu stolarza został uczniem Ottona Wagnera, jednego z najlepszych architektów secesji, profesora w wiedeńskiej ASP. W Wiedniu, gdzie zaprojektował tuż po 1900 roku jeden z najważniejszych budynków w historii nowoczesnej architektury europejskiej - Dom Zacherla o nowatorskiej, modernistycznej fasadzie - nie znalazł uznania. Austriacy zobaczyli w nim "obcego ducha". Z tych samych powodów nie spodobał im się kościół na przedmieściu Ottakring - kubistyczny, surowy, nowoczesny. Ta skromność i powściągliwość, przeciwna dekoracyjności modnej wówczas secesji, stała się charakterystyczna dla całej twórczości Słoweńca. W 1911 roku przeniósł się do Pragi, gdzie niebawem powierzono mu przebudowę Hradczan. Stworzył tam dla prezydenta nowego państwa nowoczesną i funkcjonalną siedzibę, umiejętnie nawiązując do wzorów klasycystycznych. Po tym sukcesie zaproponowano mu posadę profesora architektury w Lublanie. Lata 30. w rodzinnym mieście to był okres realizacji "Lublany Pleenika". To wtedy zaprojektował główne założenia urbanistyczne miasta z zagospodarowaniem brzegów rzeki Ljubljanicy. I jeszcze miał odwagę tym słowiańskim Atenom - jak pisali krytycy - nadać własne, oryginalne piętno. Pleenik umiejętnie przetwarzał elementy architektury klasycznej, szukał inspiracji w zabytkach Rawenny, słowackiej sztuce ludowej, ornamentyce renesansu. Jego architektura dziwiła, cieszyła i bawiła. Na moście posadził aleję z brzóz, w kościele zrobił miedziany strop, odlał w brązie woluty jońskich kolumn, haftami słowackimi udekorował ściany, ornamenty słowiańskie połączył z motywami japońskimi. Lublana Pleenika była miastem dla pieszych, gdzie liczył się każdy detal - pięknie wykończone schody, malownicza kępa drzew, żywopłot, latarnia. Po II wojnie, gdy nie cieszył się uznaniem władz, Pleenik tworzył wspaniałe ekspresjonistyczne kościoły. Ich siła wyrazu wynikała z asymetrii w rozmieszczeniu elementów, kontrastu materiałów i rzeźbiarskiego kształtowania detali. Projektował do nich meble, książki, szaty liturgiczne, paramenty, nawet klamki, gzymsy i kraty. Na wystawie powiększone fotografie detali architektonicznych i przedmiotów pokazują, że był z niego designer równie oryginalny co architekt. To porównanie trafia w sedno – twórczość obydwu charakteryzuje się bowiem podobnym rodzajem indywidualizmu, pozwalającego nieortodoksyjnie, ale za to harmonijnie powiązać ze sobą sprzeczności: tradycję z modernizmem, regionalizm z międzynarodowością, Południe z Północą, dekoracyjność z prostotą. Może na tym właśnie polega atut urodzenia na pograniczu kultur? Jože Plečnik (1872–1957) był Słoweńcem. Pochodził z kraju, w którym żywioł łaciński mieszał się ze słowiańskim językiem i polityczną świadomością wpływu Wiednia, bliskość Adriatyku i Alp zaś znaczyła dokładnie tyle samo. Nic zatem dziwnego, że przyszły architekt na studia udał się do stolicy Austrii. Znalazł się w pracowni Ottona Wagnera, co w przyszłości miało zaowocować „totalnym" rozumieniem architektury, w którym znajdzie się miejsce i dla filozofii, i dla mistyki, i dla sztuki „czystej" (i to nie ograniczonej wyłącznie do tego, co wizualne), i dla użytkowości, i dla techniki (choć ta interesowała Plečnika w najmniejszym chyba stopniu). Architekt zgłosił akces do Secesji – najpierw symbolicznie, przygotowując wraz z rzeźbiarzem Othmarem Schimkowitzem projekt pomnika Gutenberga. Jeśli nań spojrzymy, zobaczymy marmurową kulę ziemską, oplecioną liśćmi – skojarzenie ze słynną kopułą gmachu Secesji Wiedeńskiej wydaje się oczywiste. W 1901 r. do Stowarzyszenia Austriackich Artystów Sztuk Pięknych „Secesja" Plečnik przystąpił formalnie. I działał w nim (szczególnie aktywnie po rozłamie w 1905 r., kiedy z „Secesji" wystąpił m.in. Gustaw Klimt), skupiając się przede wszystkim na zadaniach, jakie stawiała sztuce religia, aż do 1909 r. W Wiedniu jego inwestorem był m.in. inżynier Karl Langer. Willa, usytuowana w dzielnicy Hietzing, zwraca uwagę linią fasady, dostosowaną do perspektywy ulicy. Twórca zdawał sobie sprawę, że budynek będzie oglądany pod kątem i dlatego wprowadził wykuszowe okna, dzięki którym elewacja zdaje się falować. Do tego „ceramiczna" różowa kolorystyka i detal przypominający kwiecisty dywan. Inny budynek zaprojektowany przez Plečnika zobaczyć można naprzeciw wiedeńskiej katedry św. Szczepana. To mieszkalno-handlowy Dom Zacherla. Tym razem efekt jest zupełnie inny, choć równie „ruchliwy". Oto prosta, czarna, granitowa elewacja, podzielona rzadkimi rytmami okien. Postaci atlasów, podtrzymujące gzyms i łamiące wrażenie prostoty, jakie dają niższe piętra. Wreszcie żelbetonowy parter, pozwalający w dowolny sposób zaaranżować wnętrza luksusowych sklepów. Specjaliści twierdzą, że ten budynek to kamień milowy w historii XX--wiecznego modernizmu – skojarzonego, co okaże się determinujące dla lat późniejszych, z tradycją antyczną. Szkoda, że nigdy nie dotarł do Krakowa, Lwowa, Czerniowiec. Mogło się tak zdarzyć: wszak pracował w Wiedniu, Pradze i Lublanie, miastach współtworzących tę samą cesarsko-królewską monarchię. Szkoda też, że architekturę tak bliską poznajemy tak późno – minęło ponad 20 lat, odkąd Francuzi okrzyknęli Jožego Plečnika „słowiańskim Gaudim". A jednak Wiedeń nie spełnił wymagań słoweńskiego architekta. Czyżby dlatego, że miasto stawało się zbyt anonimowe, że za wszelką cenę starało się uwolnić od własnej tożsamości? W 1911 r. Plečnik znalazł się w Pradze, gdzie po I wojnie światowej powierzono mu prestiżowe zadanie odnowienia zamku królewskiego na Hradczanach. Tak, jakby nagle objawił się duch słowiański: oto Słoweniec ma skodyfikować wizualnie symbole tworzącej się właśnie czechosłowackiej demokracji prezydenta Tomáša Masaryka. Rozumieli się doskonale. Na przykład kiedy Plečnik projektował na nowo Ogród Rajski, od XVII w. znajdujący się w południowo--wschodniej części zamku, dodając m.in. monumentalne schody, wzorowane zapewne na słynnych Schodach Hiszpańskich z Rzymu. Kiedy powstawał Ogród na Wałach, w którym architekt nie wahał się zburzyć części historycznych murów, by uzyskać lepszy widok na Pragę, ale jednocześnie starał się uniknąć wycinki starych, egzotycznych drzew. Kiedy przebudowywał hradczańskie dziedzińce, by udostępnić zamek królewski zwiedzającym... W 1920 r. Plečnik otrzymał propozycję z rodzinnej Lublany – miał zostać profesorem na tamtejszym uniwersytecie. Jego miasto odradzało się właśnie po wielkim trzęsieniu ziemi, które nawiedziło je w 1895 r. Taka przestrzeń do wypełnienia to dla architekta trudne zadanie, a zarazem fantastyczna możliwość. Plečnikowi nie udało się zrealizować wszystkich pomysłów. O słoweńskiej stolicy myślał w kategoriach bardzo nowoczesnych – metropolitalnych, a zarazem organicznych, biologicznych. To dlatego postanowił np. dowartościować miasto na wodzie (od wieków ważny port śródlądowy), budując na Ljubljanicy Most Szewski – z kolumnami, które zdają się stanowić przedłużenie placów po obydwu stronach rzeki. I sprawiając, że do dziś centrum Lublany stanowią tzw. Trzy Mosty – nierównoległe, przypominające klin wbijający się w ziemię, równie kameralne co eleganckie. To coś, czego brakuje wszystkim polskim miastom. Gdzie są nasze ogrody? Jak wyglądają nasze zaułki, mosty, fontanny, pomniki? Co stało się z placami i dziedzińcami, przestrzenią pustą z założenia – powstałą po to, by dać oddech i perspektywę? W tym kontekście Plečnik pozostaje dla polskiej architektury lekcją nieodrobioną. Jednak jest jeszcze jeden powód, dla którego architektura Plečnika szczególnie zainteresować powinna Polaków. Żyjemy wszak w kraju, gdzie przestrzeń naznaczona jest bryłami kościołów. I od dziesięcioleci zastanawiamy się, dlaczego współczesna architektura sakralna naszego kraju jest tak prymitywna. Tymczasem nie tylko konkretne projekty, ale i refleksje teoretyczne Słoweńca mogłyby stać się impulsem dla architektów realizujących zamówienia parafii. Plečnik był człowiekiem głęboko religijnym. Czy dlatego stał się również reformatorem architektury sakralnej? O skali reformy świadczy już jej zapowiedź: klasycystyczny, a zarazem nowocześnie „niedbały" kościół św. Ducha w Wiedniu, o przejrzystych proporcjach i surowym detalu. Jedno jest pewne. Wystawa w krakowskim MCK pokazuje, że we wszystkich swych przedsięwzięciach słoweński architekt łączył myślenie lokalne z globalnym, etniczne z modernistycznym. Bez megalomanii, zadufania i towarzyszącego im lęku czy wstydu. Pozostaje pytanie: czego uczy nas Plečnik?

Podepnij swój artykuł

tagi

Nowoczesny dom jednorodzinny na pochyłej działce
Nowoczesny dom jednorodzinny na pochyłej działce

Nowoczesny dom jednorodzinny projektu Łukasza Lewandowskiego stanął kilka lat temu w Rybniku. Na pro ...

Villa Metro – porządek w chaosie
Villa Metro – porządek w chaosie

Villa Metro – to nowoczesny i ekologiczny biurowiec, który stanął w zbiegu kilku wyjątkowo ruchliwyc ...

CWA House – nieregularna bryła architektoniczna od Beczak / Beczak Architekci
CWA House – nieregularna bryła architektoniczna od Beczak / Beczak Architekci

CWA House – realizacja architektoniczna z pracowni Beczak / Beczak Architekci – powstała niedaleko W ...

KOMENTARZE
Komentarze
Brak komentarzy
Zaloguj się, aby dodać komentarz

Nie przegap okazji!!!

zapisz się do naszego newslettera