Spójność i logika - Sztuka architektury

Chcesz być na bieżąco? Zapisz się do naszego newslettera


Spójność i logika

 

Czas czytania: ~15 min


Spójność i logika

 

JPeTV4r93J3DOjlCeC7Ifw0G3PeQ7SiLKHfZP7oODiQHB7twekum7pCpP4cO_grimshaw.jpg
Podobno niechętnie mówi Pan o swoich budynkach, bo uważa, że one powinny mówić same za siebie. Jednocześnie dużo Pan wykłada, pisze, tłumaczy. Czy przekładanie myśli na słowa pomaga Panu w projektowaniu?

Według mnie budynki powinny mówić same za siebie. Podczas wykładów chętnie wyjaśniam swoją filozofię, mówię o sposobie, w jaki, według mnie, ludzie powinni odbierać architekturę i czerpać przyjemność z patrzenia na detale, jak oceniać budynki i mosty. Moje wykłady są raczej rodzajem obrazowania filozofii, niż szczegółowym opowiadaniem o powstawaniu konkretnych budynków.

Mówi Pan, że jest przeciwny charakterystycznym, narzucającym się budynkom. Proszę wytłumaczyć, co Pan przez to rozumie? W końcu nie tworzy Pan budynków, które są niezauważalne.

Nie wydaje mi się, żebym powiedział coś takiego. Jestem raczej przeciw zbytniemu wystylizowaniu budynków, bo, według mnie, nie mają one szans, by przetrwać próbę czasu. Jestem też przeciwny zjawisku, które nazywam architekturą-tapetą, będącą rodzajem fasady, na którą się patrzy, nie mogąc zrozumieć jej konstrukcji i myśli, kryjącej się za budynkiem.

Mówiąc o wystylizowaniu ma Pan na myśli takich architektów, jak Frank Gehry i jego muzeum Guggenheima w Bilbao czy zaproponowany przez Daniela Liebeskinda budynek dla V & A?

Cóż, uważam, że Frank Gehry i Daniel Liebeskind są w rzeczywistości rzeźbiarzami. Tworzą trójwymiarowe struktury, które żyją własnym życiem, rządzą się własnymi prawami i nie zwracają uwagi na to, co znajduje się w ich otoczeniu.

Ale co z wnętrzem? Czy, będąc rzeźbami, budynki te nie mogą być jednocześnie dobrą i funkcjonalną architekturą?

Nigdy nie byłem w budynku zaprojektowanym przez Liebeskinda, ale byłem w Guggenheim Museum w Bilbao. Myślę, że ten budynek jest tak samo wspaniały na zewnątrz, jak w środku. Gehry kiedyś powiedział mi: „Wiesz, Nick, mam w dupie detale”, ale to nie jest tak do końca prawdą. Kiedy wchodzi się do muzeum, nie widać żadnego związku między jego zewnętrzem, a wnętrzem. Są zupełnie inaczej ukształtowane i to jest bardzo skomplikowana sieć struktur. Poszczególne warstwy nie stanowią konstrukcji jako takiej, są raczej jak rusztowanie.

Czy to Pana denerwuje? Przecież to podejście skrajnie różni się od Pańskiego. Według Pana istotą budynku jest jego konstrukcja, szkielet.

Chodzi o to, że, według mnie, muzeum w Bilbao jest rzeźbą, trójwymiarowym obiektem. Bardzo często, kiedy patrzy się na budynki, ich funkcje są od razu widoczne. Jeśli projektujesz stację kolejową, nie możesz nadać jej formy muzeum z Bilbao. Dla większości ludzi będzie to absolutnie nielogiczne. Ale galeria, w której znajdują się różnego rodzaju dzieła sztuki, daje znacznie większą swobodę.

Konsekwencją tego, co Pan mówi, mógłby być wniosek, że jeśli projektowałby Pan wolnostojący obiekt, taki jak np. muzeum Guggenheima w Bilbao, mógłby Pan stworzyć coś zbliżonego do obiektu Franka Gehry’ego, ale przecież to nieprawda. Nawet mając do dyspozycji zupełnie wolną przestrzeń, a przecież zaprojektował Pan kilka takich obiektów, nie tworzy Pan budynków zbliżonych do stylu Gehry’ego. One zawsze wyglądają, jak budynki Grimshawa, ze szkieletem konstrukcji, porządkiem, detalem i elastycznością. Czy to są podstawowe cztery pojęcia, na których opiera się Pana architektura?

Tak. I myślę, że gdybym miał zaprojektować np. salę koncertową, czego nigdy dotąd nie robiłem, a bardzo bym chciał, zaczął bym od próby zrozumienia jej akustyki i sposobu, w jaki ludzie odbierają przestrzeń teatru. Dopiero na końcu zająłbym się warstwą zewnętrzną, cały czas mając na uwadze względy akustyczne i ochronę przed dźwiękami z otoczenia. Nie byłaby to więc rzeźba z salą koncertową w środku – forma wyrastałaby ze zrozumienia funkcji. Zapewne powstałoby coś w rodzaju regularnej, zrozumiałej konstrukcji.

I myśli Pan, że to jest właśnie to, co ludzie lubią w budynkach? Że podoba nam się w nich pewna spójność i logika? Nie chodzi oczywiście o to, że musimy widzieć każdy pojedynczy element, ale że częścią poznania budynku jest możliwość zobaczenia, jak powstawał, co właściwie sprawia, że stoi?

Zgadza się. Myślę, że nie można całkiem ukrywać sposobu, w jaki budynek powstał. Nawet jeśli to skomplikowana technologia, ludzie ją na swój sposób zrozumieją.

Co ludzie powinni czerpać z Pana budynków? Pański zespół pracuje nad przebudową dworca – Paddington Station. Poza tym, że ma się on stać bardziej funkcjonalny i wygodniejszy w użytkowaniu, co chciałby Pan, żeby czuli korzystający z niego ludzie?

Paddington to renowacja, nasza praca polega na tym, żeby odnowić konstrukcję Brunela i dostosować dworzec do potrzeb dzisiejszej komunikacji, przy zachowaniu maksymalnej wierności pierwowzoru. Dworzec był budowany jak rodzaj katedry z nawami. Na początku były trzy nawy, a w 1917 r. dodano kolejną. Nad nią właśnie pracujemy, żeby dostosować ją do potrzeb nowoczesnego transportu i usprawnić jej funkcjonowanie.

Cofnijmy się trochę do czasów, kiedy należał Pan do Stowarzyszenia Architektów i zobaczmy, jakie światło rzuca to na Pana dzisiejszą pracę. Jeden z Pana nauczycieli, Maxwell Fry, ostrzegał Pana przed zbyt mechanicznym projektowaniem architektury, przed byciem zbyt logicznym, zbyt systematycznym, zbyt oddanym rozwiązaniom technologicznym, które są raczej cyfrowym aspektem architektury a nie warstwą ideową i inspiracją. Czy wziął to Pan do siebie?

W pewnym sensie Fry miał rację. Weźmy na przykład muzykę, choćby Bacha –podziwiamy złożoność fraz i sposób ich wzajemnego połączenia, czyli detale i dostrzegamy ich doskonałość, ale oprócz nich jest też przecież wspaniały kształt całości. Powodem, dla którego tak często mówię o szczegółach, jest to, że wiele budynków kuleje pod względem detalu, materiału i sposobów, w jaki je zastosowano.

Ale jeżeli ważny byłby dla Pana wyłącznie detal, Pana budynki nie byłyby znane ze swojej logiki, a przecież są.

Oczywiście. Myślę, że bardzo trudno jest dziś znaleźć naprawdę dobry budynek, który nie ma dobrej konstrukcji i jednocześnie nie dba o szczegóły. Może Frank Gehry jest tu wyjątkiem, ale poza nim, to się sprawdza.

Często zarzuca się Panu zbytnią mechaniczność i logiczność. Spotykam się z reakcjami: „Grimshaw? Tak, on podziwia Brunela i Paxtona, silną tradycję inżynieryjną”. To niezmiernie ważna część Pana pracy, ale co Pan czerpie z dorobku Brunela, Paddingtona, Crystal Palace czy Great Western Railway Paxtona? Jaki aspekt ich pracy jest dla Pana najważniejszy?

To bardzo trudne pytanie. Podziwiam ich za sposób myślenia, logikę i odwagę w stawianiu czoła głównym problemom ich epoki. Zawsze trzeba pamiętać o kontekście czasów, w jakich ludzie tworzą. Crystal Palace Paxtona jest tak niezwykły i inspirujący w dużej mierze ze względu na epokę, w jakiej powstał. To było prawdziwe zwycięstwo wyobraźni. Podobnie jest w przypadku Brunela – wielkiego pioniera, w którego biografii widać, że był nie tylko logicznym inżynierem i matematykiem, ale był całkowicie ogarnięty pasją tego, co robił.

Czy Paxton, Brunel abo Buckminster Fuller i jego Geodesic Dome (kopuła geodezyjna) inspirowali Pana podczas projektowania Eden Centre w Kornwalii, który, według mnie, doskonale wpisuje się w angielską tradycję szklanych budynków?

W pewien sposób tak, ale w tym przypadku ważne są przede wszystkim systemy konstrukcyjne XX, a raczej XXI wieku, które umożliwiły stworzenie organicznej, płynnej formy, nawiązującej do krajobrazu.

Mówiąc o swoich budynkach często używa Pan biologicznego języka – porównań do ludzi, zwierząt czy roślin. Jeden z Pana budynków w Berlinie został np. porównany do pancernika. Bardzo interesujące jest to wzajemne oddziaływanie między ludzkimi i zwierzęcymi obrazami, a surowością Pańskiej inżynierii.

Według mnie, natura stworzyła cudowne rzeczy, które mają fantastyczne konstrukcje. Począwszy od budowy oka muchy, a skończywszy na strukturze drzewa, które może stać, mimo że jest bardzo wysokie. To idealnie funkcjonujące konstrukcje. Jednocześnie w naturze występuje wielka różnorodność, każdy człowiek jest inny, różnimy się sylwetkami i rozmiarami. To jest dla mnie naprawdę fascynujące.

Czy pamięta Pan na jakim etapie projektowania Eden Centre potrafił Pan określić, jaki będzie efekt końcowy?

Cóż, bardzo trudno jest wskazać taki moment. Chcę podkreślić z całą mocą, że pracuję w zespole. Zawsze powtarzam, że mój ulubiony sposób projektowania to usiąść wspólnie przy okrągłym stole, rzucać pomysły, dyskutować o nich, kłócić się. W ten sposób rodzą się najlepsze koncepcje. Ale na projekt Eden ogromny wpływ miało też miejsce. Kiedy po raz pierwszy je zobaczyliśmy, stanęliśmy na szczycie wzgórza, na skraju krateru i wydawało nam się, że to zapomniany świat. Pojawił się pomysł, żeby stworzyć szereg połączonych ze sobą baniek, jak rodzaj kokonu, który można spotkać w przyrodzie. Miały one falować w górę i w dół razem z podłożem.

Czy zdarzały się takie momenty, kiedy miał już Pan w głowie gotowy obraz budynku, ale w trakcie pracy okazywało się, że, chociaż jest wspaniały, jego realizacja nie jest możliwa ze względów konstrukcyjnych?

Tak, ale ja się łatwo nie poddaję. Podobnie zresztą jak inni członkowie zespołu. Siadamy przy okrągłym stole razem z inżynierami i zastanawiamy się, jak nasz pomysł ma się do możliwości konstrukcyjnych. Łączymy efekt architektoniczny, jaki chcemy osiągnąć z rozwiązaniami konstrukcyjnymi. Nasze projekty są przede wszystkim bardzo blisko związane z inżynierią. Nie jesteśmy tego typu architektami, którzy mówią do konstruktorów: to jest to, czego chcę i zróbcie wszystko, żeby można to było zrealizować.

Pracuje już Pan 31 lat. Co Pan myśli o tych młodych, niespełna 30-letnich architektach, którzy kończą szkoły i wydaje im się, że wiedzą wszystko o architekturze?

Wierzę w sens sprowadzania do pracowni świeżej krwi, bystrych, młodych ludzi tuż po studiach. To jest rodzaj treningu i dla nich, i dla nas.

Czy Pan może się od nich czegoś nauczyć? Czy jest Pan otwarty na to, co mają do powiedzenia i zaoferowania młodzi?

Oczywiście. To jeden z aspektów pracy przy okrągłym stole, w czasie której wszyscy mamy takie same prawa. Podczas takich spotkań jesteśmy otwarci na pomysły i opinie wszystkich. Czasem młodzi proponują zupełnie nowatorskie rozwiązania i wtedy chętnie nad nimi pracujemy.

Kto nadzoruje działalność biura? Jest przecież mnóstwo spraw, których trzeba dopilnować, aspektów, które trzeba wziąć pod uwagę, jak chociażby kwestie konstrukcji, bezpieczeństwa i zdrowia, transportu materiałów. Musi być też ktoś, kto decyduje, czy projekt jest dobry. Czy Pan osobiście tego wszystkiego dogląda?

W zawodzie architekta wspaniałe jest to, że możesz jednocześnie odgrywać różne role. Możesz grać w orkiestrze na wszystkich instrumentach, dyrygować nią i jednocześnie być managerem, załatwiać kontrakty, podpisywać umowy. Możesz być każdym i robić wszystko. Ale myślę, że wyjątkowość roli architekta polega na tym, że jest on osobą, która musi umieć mówić o projekcie, która podejmuje decyzje, czy projekt jest już wystarczająco dobry, czy trzeba go rozwijać. Musi też umieć słuchać innych, np. konstruktorów, obsługi technicznej, umieć stworzyć zespół, bo w przeciwnym razie nic nie uda się zrealizować.

Więc czuje się Pan również liderem zespołu?

W pewnym sensie tak. Pamiętam jak budowaliśmy Pawilon Brytyjski w Sewilli, który miał być bardzo ekologiczny i energooszczędny. Sewilla była wtedy najgorętszym miastem w Europie, a my zastanawialiśmy, jak stworzyć budynek pozbawiony tradycyjnej klimatyzacji.

Ten budynek, został zaprojektowany tak, by można go było złożyć i spakować, a potem odtworzyć w innym miejscu?

Założenie było takie, by jego elementy mogły być użyte w krajach Trzeciego Świata. Pojawiły się tam pompy i zbiorniki na wodę, które mogą zaopatrzyć w nią mieszkańców około 30 wiosek. Ostatecznie jednak nie został w ten sposób wykorzystany.

Ale zdaje się, że teraz ma zostać zrekonstruowany?

Póki co leży w częściach. Ale jest nadzieja, że zostanie centrum nowego kompleksu i będzie używany na wielką skalę przez tysiące ludzi.

Mówi Pan często, że budynki powinny być zaprojektowane tak, by mogły pełnić różne funkcje. Czy to nie dziwne, że architekt stara się zdefiniować ściśle określone przeznaczenie budynku?

Jeśli budynek jest wartościowy, przetrwa wszystko. Historia zna przecież wiele przykładów adaptacji budynków do innych celów. Nie martwiłoby mnie, gdyby moje w przyszłości też dostały inne życie.

Czy zastanawia się Pan, co się dzieje z Pańskimi budynkami? Często bywam w zaprojektowanym przez Pana centrum handlowym w Sainsbury i widzę postępujące przemiany: na początku był to „czysty Grimshaw”: prosty, jasny, logiczny i oszczędny. Teraz miejsce to stało się obrzydliwym, kolorowym bazarem. Co Pan o tym mysi? Czy w to ogóle Pana obchodzi?

Cóż… w końcu projektowaliśmy to miejsce jako rodzaj bazaru. Myślę, że musimy zaakceptować jego obecny stan, handel rządzi się swoimi prawami i raczej nas ta metamorfoza fascynuje i wyciągamy z niej naukę.

Ale czy akceptuje Pan to, że nie ma wpływu na to, co się dzieje wewnątrz Pańskich budynków w kilka lat po tym, jak Pan je zaprojektował?

Tak, bo jestem pewien, że są one wystarczająco silne, by przetrwać prawie wszystko, co ludzie z nimi zrobią.

Powiedział Pan kiedyś, że budynki powinny być demokratyczne. Co Pan przez to rozumie?

Uważam, że ludzie powinni móc wpływać na swoje otoczenie, kształtować przestrzeń, w której przebywają. Myślę też, że nie można zaprojektować naprawdę dobrego budynku, jeśli nie ma współpracy między klientem a architektem.

Twierdzi Pan, że nienawidzi tworzenia budynków-pomników i wymuszonego regionalizmu. Co jeszcze jest na tej liście? Domy-pudełka? Betonowe wieże?

Uważam, że zawsze trzeba projektować zgodnie z duchem swoich czasów, stosować współczesne materiały. Kiedy władze chcą, żeby dostosować budynek do istniejącej zabudowy, mają przeważnie na myśli uwzględnienie jej średniej wysokości. Według nich to wystarczy, by budynek pasował do otoczenia. Na początku ubiegłego wieku nie było żadnej kontroli, ludzie budowali, jak umieli, z materiałów, które były dostępne i według mnie te budynki są dobre. Myślę, że próba dostosowywania się do wysokości budynków i narzucania architektowi stylu, który podoba się władzom, jest barbarzyństwem.

A co by Pan zrobił, gdyby mógł zaprojektować osiedle budynków mieszkalnych, na których będzie Pan mógł sporo zarobić?

Jeżeli inwestor zapewniłby mnie, że będę miał wolną rękę w projektowaniu i nie będę się musiał stosować do jego norm i regulacji formalnych, byłbym zainteresowany.

Jako student głosił Pan, że technologia powinna służyć zmienianiu globalnej moralności. To fragment Pana tekstu: „Technologia może mieć ogromne znaczenie dla Trzeciego Świata i innych narodów, które są zacofane, a dla których nie jest wystarczająco dostępna. W bogatych krajach służy usprawnianiu i tak doskonałych przedmiotów codziennego użytku i tylko niewielka część jej potencjału jest używana celu ulepszania świata. Tymczasem znakomita część nakładów technologicznych powinna być wykorzystywana do podnoszenia poziomu życia ludzi pokrzywdzonych”.

Cóż, nadal myślę, że tak jest. Podobnie jest z ekonomią. Trzeba tylko pamiętać, że jedynym słusznym rodzajem interwencji w krajach Trzeciego Świata jest zapewnienie właściwego poziomu intelektualnego, który może diametralnie zmienić ludzkie życie.

Do jakiego stopnia jest Pan nadal tym modnym człowiekiem, który zaczynał w Stowarzyszeniu Architektów i był krytykowany przez Maxwella Fry’a za zbytnią systematyczność i rygorystyczność? Czy nadal go Pan w sobie znajduje?

Nawet w bardzo dużym stopniu. Myślę, że pozostałem wierny swoim podstawowym zasadom. Nadal wierzę, że metodologia powinna być podstawą wszelkiej twórczości. Cokolwiek się robi: czy to jest abstrakcyjne malarstwo, architektura czy inna działalność, musisz umieć umotywować pomysł, nad którym pracujesz. Nie wydaje mi się, by jakikolwiek naprawdę poważny budynek czy dzieło sztuki mogły uniknąć tego typu dyscypliny.

Źródło: BBC 3
xoI1URka8kaERYdShPj4J0XK9kXldBm4fTm2AJJKR1UhMJTL942RgBT4wrol_grimshaw-dworzec.jpg
1Pp4aBEe0g8yhXxqux8Slxt6mU4rHgW7weAckGDJo1zukv8dJboRGHmHTqK4_grimshaw-sainsbury.jpg
33tz4CgMn4QTnTC6qYrM1skPmHxt7mLbduxTF1KQWxXT7z8LEFo6DrLlUHOm_grimshaw-eden.jpg

Podepnij swój artykuł

tagi

CWA House – nieregularna bryła architektoniczna od Beczak / Beczak Architekci
CWA House – nieregularna bryła architektoniczna od Beczak / Beczak Architekci

CWA House – realizacja architektoniczna z pracowni Beczak / Beczak Architekci – powstała niedaleko W ...

Dom Kota – niezwykła realizacja architektoniczna pod Szczecinem
Dom Kota – niezwykła realizacja architektoniczna pod Szczecinem

Dom Kota – to budynek dla zwierząt. Powstał na terenie schroniska w miejscowości Dobra pod Szczecine ...

Mieszkanie Plus w Krakowie 2018 - wyniki konkursu architektonicznego
Mieszkanie Plus w Krakowie 2018 - wyniki konkursu architektonicznego

Wyniki konkursu architektonicznego na projekt osiedla w programie Mieszkanie Plus w Krakowie ogłoszo ...

KOMENTARZE
Komentarze
Brak komentarzy
Zaloguj się, aby dodać komentarz

Nie przegap okazji!!!

zapisz się do naszego newslettera