Chcesz być na bieżąco? Zapisz się do naszego newslettera


Nie murator - reżyser

 

Czas czytania: ~10 min


FurA34zftdGQvu0jX8CXeGIdlR2QU7nx6RODD8HkLsE4GeZueagv5pJjlm7J_hani-rashid.jpg

Tradycyjna definicja architekta, określająca go mianem mistrza budowlanego, jest zdecydowanie przestarzała. Jesteśmy w większym stopniu reżyserami – mówi w wywiadzie Hani Rashid z  biura Asymptote

kk91Doqx28pOFPpvDhjyHqd89vE03kzamQ96YvPN9sN4J3jPD4QVf2GxfVg7_hanpenang-global-city.jpg

Wiele projektów, nad którymi pracuje pan i pańskie studio Asymptote, to z założenia  koncepcje eksperymentalne, które nie powstają z myślą o ich materializowaniu. Jakie znaczenie ma dla pana idea „architektury poza architekturą”?

Jestem przekonany, że nie ma architektury bez „architektury poza architekturą”. Na świecie jest wiele budynków, ale nie każdy jest architekturą. A wiele dzieł architektury nie jest budynkami. Z tego powodu bardzo lubię używać słowa „architektura” jako czasownika, oznaczającego tworzenie czegoś. Filmy Jeana-Luca Godarda są doskonałą architekturą filmu, a muzyka Sibeliusa – doskonałą architekturą matematycznych kombinacji.

Dlaczego te przykłady są dla pana tak ważne?

Ze względu na sposób, w jaki są złożone. Na skutek ruchu modernistycznego mamy skłonność do natychmiastowego sumowania tego, co architekt zawarł w budynku. A przecież w rzeczywistości połączył on wielu ekspertów, jak reżyser filmowy. To, co odróżnia nas od filmowców, to że tworzymy obiekty przestrzenne. Zawsze podobało mi się, że twórcy filmów potrzebują doskonałych operatorów, autorów scenariuszy, świetnych realizatorów dźwięku. W ten sam sposób architekt łączy najlepszych inżynierów, szklarzy i specjalistów od technologii. Naszą rola jest połączenie tych wszystkich symfonii w harmonijną całość, dopasowanie do siebie. Kiedy pojawia się pytanie o architekta: co takiego wyjątkowego robi? – ważna staje się właśnie „architektura poza architekturą”. Nasza główna umiejętność jest bowiem gdzieś „poza” budynkiem, nie „w nim”.

Więc w czym tkwi wyzwanie dla architekta?

Tradycyjna definicja architekta, określająca go mianem mistrza budowlanego, jest zdecydowanie przestarzała. Jesteśmy w większym stopniu reżyserami. Podstawą działania mojego studia w Nowym Jorku jest współpraca. Pracuje tam wielu wspaniałych ludzi, którzy są specjalistami w różnych dziedzinach. Są bardzo zdolni i znają się na tym, co robią. Ale potrzebny jest architekt, który ukształtuje światło, przestrzeń, metafizykę, poezję i piękno. W tej dziedzinie nie ma innych ekspertów. Nie możesz pójść do konsultanta „od piękna”, który powie ci, jak zrobić coś pięknego, a jednocześnie zapewnić ludziom odpowiednie warunki i stworzyć inspirującą przestrzeń, w której będą się dobrze czuli. Tu nie ma konsultantów. Żeby to osiągnąć, musimy eksperymentować, opierając się na pewnych podstawach. Myślę, że to bardzo ważne. W moim studiu, bez względu na to, jak jesteśmy zajęci, zawsze znajdujemy czas, by eksperymentować.

Podobno niedawno przeniósł się pan do nowego studia w Nowym Jorku?

Tak, przeprowadziliśmy się w sierpniu i bardzo się z tego cieszymy, bo teraz mamy do dyspozycji około 500 metrów kwadratowych. Mamy cztery piętra. Parter całkowicie poświęcony pracy eksperymentalnej, np. obiektom, które pokazywaliśmy na Biennale. Mimo sukcesów, które już osiągnęliśmy, wciąż przeznaczamy pieniądze na kolejne badania i eksperymenty, choć moglibyśmy spocząć na laurach i po prostu skupić się na dużych inwestycjach.

Wspomniał pan o waszej instalacji na tegoroczne Biennale Architektury w Wenecji – „Prototyping the Future”. Może pan powiedzieć, czego ona dotyczyła? 

Naszym głównym zadaniem było stworzenie eksperymentalnego dzieła, pozwalającego eksplorować zagadnienia, których obecnie jeszcze nie kojarzymy z architekturą, a mianowicie interakcje między rzeczywistością a światem cyfrowym. Jak stworzyć miejsce, które jest w gruncie rzeczy realne, ale ma wszystkie możliwości, które daje technologia cyfrowa – animację, produkcję cyfrową i rodzaj cyfrowych złudzeń, które nas szczególnie interesują. To eksperymentalny obiekt, który porównuję do „architektonicznego tunelu wiatrowego” i za pomocą którego próbujemy stworzyć pewne efekty i zjawiska w rzeczywistej przestrzeni architektonicznej. Inspiracją było dla nas video, film i komputery, ale ostatecznie powstał rzeczywisty, fizyczny obiekt, który można traktować jak model dla możliwych prac architektonicznych.    

Wystarczająco interesujące jest już kilka detali, które przypominają kości i inne obiekty występujące w naturze… 

Bardzo nas interesuje połączenie i wzajemne oddziaływanie piękna, jakie dostrzegamy w ludzkim ciele – symetrii i sposobu, w jaki ono funkcjonuje – z „ciałem” technologicznym, jak na przykład Airbus A380 czy bolid Formuły 1. Próbujemy zidentyfikować oddziaływania między technologią i ludzkim ciałem. Stworzone przez nas obiekty stały się ciałami hybrydowymi. To jest rodzaj prawie zmysłowych i organicznych struktur, które jednocześnie są zbudowane jak samochody o wysokich osiągach – jako rezultat prędkości i ruchu. Takie połączenie jest naprawdę fascynujące. 

Więc aerodynamika powinna być ważnym kryterium również w architekturze?

Chyba nie jestem jedynym, który tak uważa. Kiedy siedzę w samolocie, moją obsesją staje się silnik i skrzydła. To piękny, technologiczny efekt pociągający za sobą ruch wiatru. Ale kiedy spojrzysz za skrzydła, zobaczysz chmury – najpiękniejsze struktury, jakie kiedykolwiek widziałem. Połączenie lotu, ruchu i szybkości z poezją i prawie romantyczną ideą egzystencji sprawia, że architektura wydaje się nieistotna. Myślę, że potrzeba spokoju, metafizyki, poezji i piękna jest bardzo ważną częścią ludzkiej duszy.

Czym jest dla pana piękno?

Myślę, że ono zaczyna znaczyć coś innego niż jego tradycyjne, powiedzmy – zachodnie, pojęcie. Zmienia je macierzyństwo, media elektroniczne, Photoshop. W architekturze szukamy teraz nowej definicji piękna. I znowu moje tezy mają coś wspólnego z dochodzeniem, dlaczego pewne technologiczne obiekty uważamy za piękne. Dzieje się tak dzięki ich pokrewieństwu z formami naturalnymi. W materiałach, kształtach i technologii można znaleźć bardzo wiele wspólnego z wytworami natury. Ale dziś, ze względu na technologię cyfrową, to już nie wystarcza. Naśladowanie wyłącznie kości lub skrzydeł już nas nie interesuje. Teraz skupiamy się na szukaniu aspektów związanych z dynamiką i ruchem tych obiektów.   

Jako połączeniu naturalności i sztuczności?

Dzisiaj – choć jest to pogląd bardzo kontrowersyjny – nie ma natury bez technologii. Moja siostra, która jest archeologiem, opowiedziała mi kiedyś historię, która wydawała mi się bardzo dziwna i w którą początkowo nie uwierzyłem. Jeden z jej przyjaciół prowadził program badawczy, którego celem było zbadanie wcześniej nie odkrytych części naszej planety, terenów, na których żaden człowiek nie postawił jeszcze stopy. Okazało się, że prawie ich nie było – nawet na szczytach Alp czy Biegunie Północnym. Nawet tam zostawiliśmy nasz ślad. Fakt, że w czasie swojego istnienia ludzkość dokonała inwazji i sterroryzowała każdy zakątek naturalnego świata, w połączeniu z naszymi obecnymi osiągnięciami – mediami elektronicznymi, medycyną, nauką, technologią – oznacza, że nie można rozdzielić jednego od drugiego. Nie wierzę, że istnieje jeszcze coś takiego jak czysta natura. Bo jeśli mówisz: „ależ tak, jest”, mogę zabrać cię w sam środek jakiegoś nieznanego, naturalnego miejsca, z którego na przykład będziesz mógł rozmawiać przez telefon komórkowy. To dość smutne, ale w gruncie rzeczy nie jestem do tego nastawiony negatywnie. Pytam tylko: dlaczego by nie znaleźć poetyckiej alternatywy, w której natura i technologia się połączą? Jako architekci mamy niepowtarzalną szansę stworzenia nowego rodzaju piękna, które nie będzie tylko jego skażoną i wypaczoną dawną ideą.

Wspomniał pan o swojej fascynacji chmurami. Czy ich niematerialność i zmienność powinna być traktowana jako wzór dla architektury?

Myślę, że wiele jest problemów, z którymi architekci-wizjonerzy próbują się zmierzyć od czasów Piranesiego. Jednym z nich jest grawitacja, innym – ruch. Grawitacji, z oczywistych powodów, nigdy tak naprawdę nie pokonamy. Z kolei ruch, kiedy spojrzymy na Archigram i ich kroczące miasta, czy nawet nasz pierwszy projekt architektury kinetycznej – stalową chmurę z 1988 r., jest bardziej realnym celem. Kolejnym jest zmienny kształt budynków. W tych eksperymentach chodzi przede wszystkim o to, jak możemy tworzyć formy zmieniające swoją gęstość, prędkość i  wygląd, używając tradycyjnych środków w połączeniu z cyfrowymi. Nasze wirtualne muzeum Guggenheima jest całkowicie zmienne. Ten problem cały czas tkwi gdzieś z tyłu mojej głowy, jest rodzajem obsesji. To dlatego tak interesują mnie chmury.    

Interesujący w tym projekcie jest też fakt, że czynniki, takie jak konstrukcja i materialność okazały się zupełnie nieważne…

Jako dzieci wszyscy mieliśmy sen, w którym otwieraliśmy drzwi i wchodziliśmy do pokoju, w którym obok naszego łóżka znajdował się cały świat. Podejmując ryzyko stworzenia wirtualnego muzeum, otworzyliśmy te drzwi. Znaleźliśmy się w pokoju o nieskończonej przestrzeni, bez grawitacji, ale z wieloma możliwościami zmiany kształtów. To było fascynujące i niezwykłe. Niestety, świat nie jest jeszcze na to gotowy. Za dziesięć, dwadzieścia, trzydzieści lat znajdziemy znacznie więcej związków między światem rzeczywistym i wirtualnym. To właśnie jest przedmiotem naszych badań. Ale podoba mi się uczestniczenie w tym eksperymentalnym okresie. Już jako uczeń myślałem, że wspaniale było być architektem w 1892 r., kiedy rodziła się nowoczesna architektura, albo we Włoszech w czasie renesansu, kiedy odkryto perspektywę.

Pański brat, Karim Rashid powiedział kiedyś, że dla niego decydujące były lata 60-te. Jak to jest w pana przypadku?

Cóż, w latach 60-tych ja i mój brat byliśmy bardzo młodzi. Mimo to, nasz ojciec zabrał nas na Expo’ 67 w Montrealu, które było dla niego kompletnie nowym światem. Myślę, że w ten sposób obaj zostaliśmy „zarażeni”. W naszym mniemaniu zobaczyliśmy wizję przyszłości, którą obaj na różne sposoby próbujemy osiągnąć. To były jednak zupełnie inne czasy i w końcu przyznałem, że tamte eksperymenty już się skończyły. Obok naszej pracy na biennale w Wenecji była prezentowana instalacja-chmura studia Coop Himmelb(l)au z 1968 r. Rozmawiałem o niej z Wolfem Prixem. Trochę dyskutowaliśmy i to była świetna zabawa. Powiedziałem mu, że miło jest widzieć jego powrót do młodości, na co on obraźliwie skomentował moją pracę. Odpowiedziałem mu, że teraz przyjmujemy zupełnie inne podejście niż za jego czasów. Zgodził się ze mną i dodał: „To jest to, o czym marzyliśmy!”. Myślę, że to bardzo interesujący i dobry znak. I mam nadzieję, że za 30 lat, patrząc na młodsze pokolenie architektów, będę mógł powiedzieć, że robią to, o czym marzyłem. 

Źródło: BauNetz     

6H813d6DiMBIfV0oFSMQRrGW9BVi0FgbkGgvcWmMbYhayztoMdhA79yozliw_hanstol-ivo-03.jpg
XJDpKWxj8DjbfhqZauPvLCPfCVED6nTR9NuFRX5Ex7eugGFx9EibHlbLWNQv_hanbiennale.jpg

Podepnij swój artykuł

tagi

Finale Apartments – nowa część osiedla Eco-Park
Finale Apartments – nowa część osiedla Eco-Park

Finale Apartments – to nowa część osiedla Eco-Park, które jest jednym z bardziej znanych nowych osie ...

Widok Tower – wieża obok Rotundy
Widok Tower – wieża obok Rotundy

Widok Tower – tam się nazywać wysoki na 95 metrów gmach, który powstanie obok (też nowej) Rotundy, w ...

Christian de Portzamparc zdobywcą Praemium Imperiale Award
Christian de Portzamparc zdobywcą Praemium Imperiale Award

Praemium Imperiale Award przyznawane jest od 30 lat. W tym roku w gronie laureatów znalazł się franc ...

KOMENTARZE
Komentarze
Brak komentarzy
Zaloguj się, aby dodać komentarz

Nie przegap okazji!!!

zapisz się do naszego newslettera