Chcesz być na bieżąco? Zapisz się do naszego newslettera


Lepiej być sobą

 

Czas czytania: ~9 min


zjzzhahCWdubEAuxSwz2k3xdO8ucUwIsfiYM8RT1EXZVzQKOuyv6E9IPfXE0_chur.jpg
Wspaniale jest stać się częścią kościoła, modernizmu, albo jakiegokolwiek innego nurtu. To daje ci wsparcie i sprawia, że stajesz się częścią grupy. Ale lepiej być sobą- mówi Peter Zumthor

Dorastał pan tu, gdzie mieszka?

Nie, urodziłem się i wychowałem w Bazylei, ale w Graubünden mieszkamy od 1971 r.

Powiedział pan niedawno, że teraz świat sam przychodzi do pana, ale z drugiej strony musi pan wiele czasu poświęcać na podróże związane z projektami w Norwegii, Austrii i Anglii.

Tak, to prawda. Jedną trzecią mojego życia zajmują podróże. Tymczasem ideałem byłoby dla mnie spędzanie nie więcej niż 20-25 procent czasu poza biurem. Muszę podróżować, bo konkursy, w których bierzemy udział, nie dotyczą już miejsc tuż przed moimi drzwiami. Ale kiedy poświęcam na podróże połowę swojego czasu, nie czuję się dobrze.

Kiedy w 2000 r. był pan gościem RIBA i wygłaszał wykład „Czy piękno ma formę?”, mówił pan więcej o życiu, miłości, seksie, ubraniach, jedzeniu niż o budynkach. Co pan teraz o tym myśli?

Cały czas mam to samo uczucie. Kiedy zaczynasz fenomenologiczne poszukiwanie piękna, patrzysz przede wszystkim na swoje życie. Zaczynasz zadawać sobie pytania: „Kiedy doświadczyłem piękna? Kiedy były mi dane te krótkie momenty? Kiedy naprawdę je poczułem?” 

Tekst „W poszukiwaniu zaginionej architektury” zaczyna pan słowami: „Kiedy myślę o architekturze, w mojej głowie pojawiają się obrazy. Czasami mogę prawie poczuć w dłoni dotyk konkretnej klamki, kształt metalowej łyżki… Kiedy wchodziłem do ogrodu mojej ciotki… pamiętam odgłos plątaniny roślin pod moimi stopami… Wspomnienia takie jak te zawierają najgłębsze doświadczenie architektury jakie znam. Są zbiornikami architektonicznej atmosfery i obrazów, które wykorzystuję w mojej pracy architekta” (Thinking Architecture, Birkhäuser 1998). Opowiadał pan wczoraj o domu swoich dziadków, o płytkich stopniach między poszczególnymi pomieszczeniami, które zainspirowały pana podczas projektowania pięter w St. Kolumba Museum, dzięki czemu nie są one podobne do „płaskich supermarketowych pięter, które są wszędzie”. Czy to osobiste wspomnienia, czy są częścią fenomenalnego świata obrazów?

Właściwie, doszedłem do wniosku, że pracuję jak pisarz. Kiedyś myślałem, że dotyczy to wszystkich architektów, ale kiedy rozejrzałem się dookoła zobaczyłem, że większość z nich to po prostu realizatorzy i dostawcy usług. To nie jest mój świat. Ja pracuję jak kompozytor, który tworzy muzykę, pisarz pracujący nad książką, albo jak malarz… Staram się projektować nie tylko budynki, ale też przestrzeń. A podstawowe problemy, jakimi się zajmuję to to, co muszę zrobić w kwestii planów i programu funkcjonalnego budynku i to, co mogę spróbować z nimi zrobić. Podczas pracy najważniejsze jest pytanie: co wiemy i co jest w nas. Tak naprawdę nie mamy pojęcia o większości rzeczy, które w nas tkwią.

Znamy wiele powiedzeń artystów, np. Picasso mawiał: „sztuka nie polega na wymyślaniu, sztuka polega na odkrywaniu”. To nic nowego. Każdy mówił o tym w sposób sobie właściwy. To oczywiste, że to, co jest w tobie jest jedyną gwarancją – a właściwie nie gwarancją tylko raczej tworzywem, z którym pracujesz jako autor kiedy „tworzysz”. Nowe rzeczy pojawiają się wtedy, kiedy robisz coś nowego. Ich źródłem nie są kolejne ideologie. Wprawdzie wspaniale jest stać się częścią kościoła, modernizmu, albo jakiegokolwiek innego nurtu. To daje ci wsparcie i sprawia, że stajesz się częścią grupy. Możesz być na przykład fanem Chelsea…

Albo fanem Zumthora…

(śmiech) Tak, prawda. To też jest ludzkie. Ale to nie jest dobry punkt wyjścia dla tworzenia. Lepiej być sobą.

Mówiąc o rysunkach, zwłaszcza o szkicach ołówkiem powstających na początku procesu projektowania, twierdzi pan, że „te szkice już wiedzą, czym chcą być”. A ja mam jeszcze inne wrażenie. Robiąc je, nie do końca jest pan pewien, co z nich wyjdzie, ale jednocześnie czuje, że są one dobrym początkiem. Powiedział pan też, że w pracy jest szybki, a to, co zajmuje najwięcej czasu, to wyszukiwanie pomyłek. To wydaje się racjonalne.

Zgadza się. Myślę, że powstała już dziwna legenda o tym, że pracuję wolno. A ja po prostu jestem uczciwy, nie chcę popełniać pomyłek pod presją czasu, lubię slow food, ale z drugiej strony jestem niezwykle szybki. I bardzo się denerwuję, kiedy ludzie nie rozumieją i nie myślą tak szybko jak ja. Zawsze przerywam moim współpracownikom. Mówię: „Nie musisz tego dłużej tłumaczyć, ja to widzę”. Na uniwersytetach młodych ludzi uczy się, że muszą wszystko wyjaśniać, ale ja mówię: „po prostu daj mi wskazówkę. Pracujesz w biurze architekta obdarzonego wyobraźnią, więc wyjdź z założenia, że wszystko zrozumiem i zobaczę”. Jeżeli czasami robisz rzeczy zbyt szybko, nie widzisz, czy coś jest dobre i właściwe. Kiedy patrzę na rysunek wykonany na początku procesu projektowania, często dostrzegam zapowiedź tego, co zbudowaliśmy. Innym razem pierwsze szkice są zupełnie beznadziejne. Ale jeśli zapytałby mnie pan o to w momencie, kiedy to rysowałem, nie miałbym o tym pojęcia.

Czy trudno jest panu pracować podróży? A może taka odmiana pana cieszy?  Umie pan pracować w pokoju hotelowym albo samolocie?

To zależy. Jeżeli czuję, że ludzie, którzy mnie otaczają za granicą, interesują się sposobem, w jaki pracuję i tym co robię, to nie mam z tym problemów. Cieszę się, bo z tego zainteresowania wynika dyskusja i to jest jak praca, życie i nauka w jednym. Jeśli gdzieś jadę i mogę rozmawiać z kimś o moich pomysłach, to wspaniałe doświadczenie. Ale czasami jadę gdzieś i myślę, że to pomyłka, że ktoś mnie gdzieś zabrał, ja chcę coś przekazać, ale nikt nie jest tym zainteresowany. Najważniejsi są więc dobrzy gospodarze.

Co jest decydującą kwestią podczas podejmowania decyzji, czy zajmie się pan danym projektem?

Przede wszystkim musi mnie naprawdę zainteresować. Więc jeśli przyjdzie do mnie bogaty gość i powie: „Chciałbym mieć fajny dom w kurorcie narciarskim, pieniądze nie grają roli. Chcę, żeby to było przyjemne miejsce dla mnie i moich przyjaciół. Mógłby się pan tym zająć?”, to nawet jeśli to miły człowiek, odmawiam. Dla mnie oznaczałoby to cztery lata wyjęte z życia, a dla niego – po prostu kolejny weekendowy dom w kolejnym miejscu. To zbyt duży dysonans.

Moim ulubionym budynkiem, który pan zaprojektował jest dom starców w Chur z 1995 r.

Widział go pan? Przyjemny budynek, prawda?

Jest wspaniały. I wspaniale było patrzeć, że ludzie po prostu go lubią.

Tak, ten dom podoba się wielu ludziom, ale instytucja, do której należy, nienawidzi go. To dość głupie. Budynek jest przyjazny użytkownikom – starym ludziom – ale właściciel uważa, że odwiedza go zbyt dużo gości, a podłogi są trudne do mycia… A to porządne drewniane podłogi. Ale ci, którzy w nim mieszkają, naprawdę go doceniają.

Sprawia pan wrażenie, że ma z nimi dobre relacje, że rozumie pan ich potrzebę przynależności i prywatności, indywidualności i bycia w grupie. Wydaje się, że odmienność pańskich budynków polega między innymi na tym, że są zawsze otwarte i muszą być zrozumiane, żeby mogły być naprawdę ukończone. Czy jest dzisiaj jakiś architekt, którego prace chciałby pan zobaczyć?

Podobają mi się prace Tony’ego Frettona i Caruso St Johna, ale ponieważ w ogóle nie czytam magazynów, w tej kwestii jestem trochę ignorantem.

A widział pan kiedykolwiek budynki Alvaro Sizy?

Nawet znam go osobiście. On jest rzeczywiście wspaniały. Podziwiam wiele budynków, które zrobił. Podobnie jak prace Eduardo Souta da Moura. W „starsystemie” Siza próbuje projektować budynki osobiste, nie na sprzedaż. Tymczasem dzisiaj większość rzeczy to tylko powierzchowne obrazki…

Ostatnio sporo pracuje pan w Norwegii. Spotkał pan tam jakiś dobrych, młodych architektów?

O tak, na scenę wkracza tam młode pokolenie uczniów Sverre Fehna

I Christiana Norberta Schulza…

To naprawdę dobre połączenie.

Są jeszcze dwie kwestie, o które chciałbym pana zapytać. Po pierwsze, widziałem dom pańskiej żony, Anne Liese, zrobiony z litego drewna. Proszę powiedzieć, czy czuje się pan moralnie zobowiązany do stosowania rozwiązań ekologicznych? Mówi pan o zmysłowym odbiorze, o dźwiękach drewna, ale zastanawiam się, czy jest w tym też podłoże etyczne?

Na pewno nie tylko. Fascynuje mnie to, że z jakiegoś powodu nic nie jest w stanie naruszyć atmosfery w solidnym, drewnianym domu. Uwielbiam beton, kościoły romańskie wzniesione z wapienia, ale jest coś niezwykłego w litym drewnie. Nie w deskach. Oboje z żoną mamy takie odczucia i każdy, kto był w tym domu, mówi to samo. Jednak podstawowa rzecz, której brakowało nam w tradycyjnych budynkach z litego drewna, to światło. W nowych domach jest go mnóstwo, a wielkie okna otwierają wnętrza na wspaniałe widoki. Podoba mi się ta kombinacja modernizmu i jego charakterystycznych, przenikających planów pięter ze starym materiałem. To nie ma dla mnie nic wspólnego z ekologią, choć staramy się być na nią wrażliwi. Ale nie jestem architektem ekologicznym. Jestem po prostu architektem.

Źróło: architectsjournal.co

aK64U2egGmmu8gWyK3IDg91oNrd31hFuLdEIAngWXyIr1GBGXPmRja0qdOi8_chur-2.jpg

Podepnij swój artykuł

tagi

Wieża ciśnień w Ciechanowie jak nowa
Wieża ciśnień w Ciechanowie jak nowa

Wieża ciśnień w Ciechanowie – to jeden z najbardziej znanych obiektów architektonicznych w tym mieśc ...

Mirosław Nizio projektuje na Ukrainie
Mirosław Nizio projektuje na Ukrainie

Pracownia Nizio Design International Mirosława Nizio, we współpracy z ukraińskim biurem Project Sys ...

Dom we Wróżenicach – drewno w roli głównej
Dom we Wróżenicach – drewno w roli głównej

Dom we Wróżenicach – to projekt architektoniczny stworzony dla czteroosobowej rodziny marzącej o wyj ...

KOMENTARZE
Komentarze
Brak komentarzy
Zaloguj się, aby dodać komentarz

Nie przegap okazji!!!

zapisz się do naszego newslettera