Chcesz być na bieżąco? Zapisz się do naszego newslettera


Fabryka projektów

 

Czas czytania: ~5 min


abQ5fJ4wqofNmq190KesaOt9ZxLadyuMpRpvCY0FYKYDoorYo2ryCug2NZhe_fosterportret.jpg
Fabryka projektów Jak funkcjonuje pracownia Fostera? - To jest fabryka - mówi z uznaniem Maciej Miłobędzki z firmy JEMS-Architekci, który współpracował z sir Fosterem przy projekcie Metropolitanu. Firma F&P ma swoją siedzibę w Londynie oraz przedstawicielstwa w Berlinie i Singapurze. W trzech biurach pracuje ponad 500 osób. Londyńska pracownia jest sercem całej firmy. To tu powstaje koncepcja każdego z projektów, których firma prowadzi jednocześnie około stu. Na stałe urzędują w Londynie zarówno Foster, jak i jego wspólnicy-partnerzy: Spencer de Grey, David Nelson, Graham Philips i Ken Shuttleworth. Pracownia mieści się w dzielnicy Battersea nad Tamizą w budynku dawnego składu celnego. Adaptacja jest dziełem pracujących tu architektów. Zlikwidowano wszystkie ściany działowe, pracownicy, jak na fabrykę przystało, siedzą w otwartym pomieszczeniu, na dwóch kondygnacjach. Sam Foster, podobnie jak jego wspólnicy, nie ma odrębnego gabinetu. Taka organizacja przestrzeni ma sprzyjać komunikacji między pracownikami. Ten sposób pracy jest bliski naturze słynnego architekta. - Foster jest osobą bezpośrednią, nie tworzy sztucznych barier. Jego zachowanie jest zaprzeczeniem tego, co w powszechnym pojęciu cechuje sławy - mówi Izabela Leple, współpracownica Miłobędzkiego. Leple wspomina, że podczas jej pobytu w F&P przypadły urodziny mistrza. Pojawił się na nich na hulajnodze. - Skromny, rozmawia ze wszystkimi, którzy się do niego zwrócą - mówi Bogusław Woźniak, dyrektor ds. marketingu Hines Polska, inwestora Metropolitanu. W F&P każdy zna swoje miejsce. - To silnie zhierarchizowana, trzymana żelazną ręką instytucja - twierdzi Miłobędzki. Nie ma tu, jak wspomina Izabela Leple, odgórnie narzuconej dyscypliny, a praca kosztuje mniej nerwów i emocji. - W czasie sześciu miesięcy tylko raz słyszałam podniesiony głos - mówi. Zdaniem Miłobędzkiego jest tak, bo w F&P panują ścisłe procedury określające podział ról i przebieg prac. - Firma zorganizowana jest genialnie. Tu nie ma miejsca na przypadek - mówi Miłobędzki. Pod projektem podpisana jest firma, a nie mistrz W skład zarządu, któremu przewodniczy Foster, wchodzi 11 osób, w tym partnerzy, mający decydujące zdanie we wszystkich sprawach strategicznych. To oni określają, jak w przyszłości ma wyglądać budynek, ale sami nie uczestniczą w bieżących pracach. Pojawiają się, gdy mają zapaść istotne decyzje. Obecność Fostera podnosi rangę spotkania. - Gdy w jego trakcie Foster naszkicuje jakiś projekt, rysunek skanuje i wręcza klientowi w prezencie - mówi Miłobędzki. Natomiast pod gotowym projektem zazwyczaj nie ma podpisu samego mistrza, tylko widnieje nazwa firmy. Procedury określają kolejność prac i sposób ich wykonania. - Zespoły są tak zorganizowane, że osoba włączona w dowolnym momencie szybko orientuje się, co ma robić - mówi Leple. Na spotkaniach, zarówno tych w gronie pracowników, jak i tych z klientami, panuje dyscyplina. - Dyskutowaliśmy kiedyś o siatkach konstrukcyjnych. Zaproponowałem konkretne rozwiązanie - wspomina Miłobędzki. - Zostałem taktownie upomniany, że nie to jest przedmiotem rozmowy, bo ten temat będzie omawiany za dwa tygodnie - mówi. - I słusznie. W Polsce w czasie takich spotkań mówi się o wielu rzeczach luźno związanych z tematem, czego skutek jest taki, że dyskusje pozostają bez konkluzji. Z klientami spotyka się 45 dyrektorów projektów. Oni odpowiadają również za postęp robót, a także kierują zespołami złożonymi z architektów stowarzyszonych (associates) i praktykantów. Spotkania z klientami odbywają się raz na miesiąc i są poprzedzone starannymi przygotowaniami. Zazwyczaj mają formę prezentacji - opowiada Leple. A wszystko po to, aby ułatwić klientowi podjęcie decyzji. Przedstawiciele F&P pokazują w czasie spotkań makiety detali architektonicznych, często w skali 1:1, a także próbki materiałów. Makiety przygotowuje osobny dział, w którym pracuje siedem osób. Trud włożony w przygotowanie prezentacji, zdaniem Leple, opłaca się, bo skraca per saldo czas pracy nad projektem. Klient, który zdaje sobie sprawę z konsekwencji swojej decyzji, nie wycofa się z tego, co już zaakceptował. - Dzięki temu wszyscy wiosłują w jedną stronę - puentuje Miłobędzki. A to obniża koszty. Koszty kontrolują systemy informatyczne Co ile kosztuje, jest w firmie kontrolowane bardzo skrupulatnie. Prace nad projektem są na początku planowane razem ze specjalistami od finansów, powstają harmonogramy, których wykonanie jest sprawdzane na bieżąco. Kontroli kosztów służą systemy informatyczne sprzężone niemal ze wszystkimi urządzeniami. - Gdy dzwoniłam, robiłam ksero lub wysyłałam faks, musiałam wcześniej wstukać numer projektu. Koszt zostawał odpowiednio zaksięgowany - wspomina Leple. Metropolitan miał numer 986. W pracowni F&P panują także jasne reguły dotyczące karier pracowników. Wiadomo, że praktykant musi przepracować dziewięć lat, zanim zostanie architektem stowarzyszonym. Większość z nich jednak odchodzi po dwóch, trzech latach, czerpiąc następnie korzyści ze zdobytego tu doświadczenia. - Mówi się, że rok praktyki w F&P jest wart trzech lat w innych biurach - wyjaśnia Leple. Architekt stowarzyszony musi odsłużyć kolejne cztery lata, aby zostać dyrektorem projektu. W firmie oprócz architektów zatrudnionych jest 50 osób. Najbardziej rozbudowany jest dział informatyczny. Są także inne wyodrębnione działy, jak finansowy i prawny, biblioteka oraz archiwum zdjęć i diapozytywów, a także kuchnia, gdzie przygotowuje się kanapki dla pracowników. Zapłata za nie jest odliczana od pensji. Wśród osób zatrudnionych w działach pomocniczych jest nawet pilot, który wozi partnerów na spotkania na całym świecie. Gdy podróżuje Norman Foster, co zdarza się bardzo często, sam siada za sterami. Pilotażu słynny architekt nauczył się w czasie służby wojskowej w RAF-ie, brytyjskim lotnictwie, zanim został studentem architektury na uniwersytecie w Manchesterze. Źródło: Życie Warszawy

Podepnij swój artykuł

tagi

Biurowiec Kanlux w Radzionkowie
Biurowiec Kanlux w Radzionkowie

Biurowiec Kanlux w Radzionkowie powstał w wyniku przekształcenia budynku stołówki, znajdującej się n ...

Nowy Nikiszowiec – osiedle XXI wieku?
Nowy Nikiszowiec – osiedle XXI wieku?

Nowy Nikiszowiec – to nazwa osiedla, które ma powstać w Katowicach przy ulicy Górniczego Dorobku. I ...

Apartamenty Potocka – zabawa geometrią
Apartamenty Potocka – zabawa geometrią

Apartamenty Potocka – to projekt biura Pole Architekci. Pięciokondygnacyjny dom wielorodzinny został ...

KOMENTARZE
Komentarze
Brak komentarzy
Zaloguj się, aby dodać komentarz

Nie przegap okazji!!!

zapisz się do naszego newslettera