Na ołtarzu… - Sztuka architektury

Chcesz być na bieżąco? Zapisz się do naszego newslettera


Na ołtarzu…

 

Czas czytania: ~4 min


1lvZhHA9RMyBUEdHuigtgsc8KTkTcxlrOh29sh9S3igrKtnLqQqOiWDsjFZP_chemia.jpg
Na początku roku przez środowisko architektów i miłośników architektury przetoczyła się dyskusja o warszawskiej Rotundzie PKO przy Rondzie Dmowskiego. Wzniesiona czterdzieści lat temu jako część tzw. „ściany wschodniej”, od dawna była zarzewiem sporu między urbanistami, architektami, urzędnikami miejskimi i władzami banku. Wielokrotnie groziło jej wyburzenie, a na jej miejscu planowano wznieść wieżowiec. W końcu sporom tym położyły kres władze banku PKO BP – właściciela obiektu – które zdecydowały, że budynek wyremontują i zmodernizują. Co ważne – zachowując przy tym jego bryłę. W porównaniu z wieloma innymi stołecznymi budynkami z czasów PRL-u, Rotunda miała niespotykane szczęście. Warszawa konsekwentnie pozbywa się „niewygodnej” architektury PRL-u. Bliskie spotkania z buldożerami położyły kres istnieniu wielu cennych budynków. Na pierwszy ogień poszło kino Moskwa, które zniknęło już w 1994 r., później – kina Skarpa i Praha, Supersam, a w kwietniu 2008 roku – pawilon Chemii przy ul. Brackiej. Na zniszczenie skazywane są budynki o wielkiej wartości architektonicznej, stanowiące niezastąpioną pamiątkę czasów PRL-u i zadające kłam powszechnym opiniom o ich całkowitej szarości i beznadziei. Niestety, te cenne obiekty miały pecha stać na wartościowych działkach w centrum miasta, a argumenty finansowe okazywały się ważniejsze od artystycznych i historycznych. Ostatni z „wielkich nieobecnych” – pawilon Chemii został wzniesiony w 1960 r. na podstawie projektu Jana Bogusławskiego i Bohdana Gniewiewskiego. Na tle ciężkiej, masywnej architektury wyróżniał się lekkością konstrukcji i transparentnością, przez co sprawiał wrażenie niezwykle nowoczesnego. Efekt ten przeniesiony został również do wnętrza budynku, w którym pojawiły się podpierające dach stalowe belki rozchylone ku górze i układające się w charakterystyczny kształt litery V, czarno-białe posadzki i lekkie wiszące schody prowadzące na równie lekką antresolę. Całości dopełniało nocne podświetlenie, zmieniające szklany budynek w widoczny z daleka świetlny punkt. Równie nowoczesna na owe czasy była zawartość budynku – w pawilonie chemii sprzedawane były przedmioty z tworzyw sztucznych, które były synonimem nowoczesności, a także środki czystości. Później znalazł się tu sklep z odzieżą używaną, a nieremontowany i zalepiony reklamami budynek coraz bardziej tracił swój nowoczesny sznyt, dostarczając argumentów zwolennikom jego wyburzenia w imię tzw. nowoczesności i wielkomiejskości stolicy. W końcu przyszedł czas na typowe dla władz polskich miast rozwiązanie. Po co remontować blisko pięćdziesięcioletni pawilon i głowić się, jak go zagospodarować, jeśli można zrównać go z ziemią i zastąpić znacznie bardziej opłacalnym i „reprezentacyjnym” gmachem, mieszczącym biura i sklepy? Próby przeniesienia Pawilonu Chemii w inne miejsce i umieszczenie w nim punktu informacji miejskiej lub kawiarni nie powiodły się. Z propozycjami takimi występowali min. młodzi architekci z warszawskiej Grupy Projektowej Centrala, którzy przekonywali, że „budynek jest estetycznie wysublimowany”, a jedyne, czego potrzebne, to renowacja, po której znowu będzie zachwycał ciekawą, eteryczną architekturą. Protesty architektów i miłośników architektury oraz historyków sztuki nie tylko z Warszawy na nic się nie zdały. Mało istotne były argumenty o walorach architektonicznych budynku, nie miało również znaczenia uznanie, jakim cieszył się wśród architektów zagranicznych. Według Christiana Kereza, autora projektu Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, pawilon Chemii był jednym z najciekawszych budynków w stolicy. Niedługo przed jego wyburzeniem, w wywiadzie dla Życia Warszawy, nazwał go „pełną przestrzeni, lekką i kruchą budowlą”, wyrażając jednocześnie obawę, że wkrótce budynek może zniknąć, zmieciony przez warszawski pęd do burzenia powojennych obiektów, wynikający z zachłyśnięcia nowoczesnością i chęci nadrobienia zaległości inwestycyjnych kilku dziesięcioleci, które przybrały rozmiary obsesji. W tym inwestycyjnym szaleństwie nie zwraca się uwagi na jakość burzonych obiektów, w efekcie czego Warszawa pozbywa się tak cennych budynków, jak choćby Supersam, który zniknął w 2006 r. Niedługo po wyburzeniu „Chemii” rozpoczęły się prace nad nowym budynkiem. Na miejscu pawilonu powstaje ekskluzywne centrum handlowe, zaprojektowane przez Stefana Kuryłowicza dla firmy Wolf Immobilien Polen, należącej do znanej krakowskiej rodziny Likusów (właścicieli min. luksusowego krakowskiego hotelu Pod Różą). Ekskluzywna galeria handlowa od razu zyskała miano „sarkofagu”, ze względu na potężną bryłę i czarne elewacje obłożone panelami z oksydowanej stali. Budynek będzie miał 5 pięter nad ziemią i drugie tyle pod powierzchnią gruntu. Na 25 tysiącach m² powierzchni znajdą się luksusowe sklepy firm, z których wiele było do tej pory nieobecnych na polskim rynku. Budynek ma zostać ukończony w 2010 r.
BJvBM5iDTUIgeuZRQvh01LgUEKml8OhUU9Q8OoOUGzJwKyWV5HphM3ZdbHPl_chemia2.jpg
Cwc0xGUZBsVavRJAjBjE0evWKo143scMdyxli4hzI1jQA30BFIgyi1DWIBvJ_chemia3.jpg

Podepnij swój artykuł

tagi

Nowoczesny dom jednorodzinny na pochyłej działce
Nowoczesny dom jednorodzinny na pochyłej działce

Nowoczesny dom jednorodzinny projektu Łukasza Lewandowskiego stanął kilka lat temu w Rybniku. Na pro ...

Villa Metro – porządek w chaosie
Villa Metro – porządek w chaosie

Villa Metro – to nowoczesny i ekologiczny biurowiec, który stanął w zbiegu kilku wyjątkowo ruchliwyc ...

CWA House – nieregularna bryła architektoniczna od Beczak / Beczak Architekci
CWA House – nieregularna bryła architektoniczna od Beczak / Beczak Architekci

CWA House – realizacja architektoniczna z pracowni Beczak / Beczak Architekci – powstała niedaleko W ...

KOMENTARZE
Komentarze
Brak komentarzy
Zaloguj się, aby dodać komentarz

Nie przegap okazji!!!

zapisz się do naszego newslettera