Chcesz być na bieżąco? Zapisz się do naszego newslettera


Wrażliwe miejsca

 

Czas czytania: ~15 min


jsUl7NygKZ0otNOQ4DwzYXaFWjZy5OtIzpUyk4fAaghAzar8HCGNX9XNB1Ka_autoportret.gif
Płonące samochody i szkoły, brutalne walki młodzieży z policją, nawet monotonna codzienność wielkich osiedli mieszkaniowych nie wpływają na zmianę tożsamości metropolii, przeżywającej wciąż i niezmiennie swą belle époque masowej turystyki. Gdyby zmieszać dzielnice miasta i architekturę jego okolic w wielkim kalejdoskopie, pompatyczna elegancja posthaussmannowskich jasnych fasad i prostych alei zmieniłaby się w układankę czerwono-żółtych wysokich domów czynszowych (HBM - habitations à bon marché) wybudowanych w okresie międzywojennym w miejscu dziewiętnastowiecznych fortyfikacji, zaś przy następnym wstrząsie ułożyłaby się w uroczą jak na pudełku od herbaty kompozycję małych domków z czerwonawego wapienia i sympatycznych stacyjek nad Sekwaną, w końcu zaś w niezliczone kombinacje betonowych folies, tzw. wielkich zespołów mieszkaniowych. Na razie jednak z tarasu kafejki w Dzielnicy Łacińskiej wszystko wydaje się być na swoim miejscu – tamten świat przecięty miejską obwodnicą, rozsypany w przyjemnym pejzażu Ile-de-France, nie bierze udziału w architektonicznym spektaklu stolicy. […] do większości głównych miejsc można dotrzeć pieszo. Trudno nie zauważyć takich punktów orientacyjnych jak: wieża Eiffla, Łuk Triumfalny, katedra Notre - Dame, Beaubourg, Luwr... Administracyjnie Paryż to departament i gmina mieszczące się w granicach ustalonych w 1860 roku, czyli w obrębie wspomnianej linii fortyfikacji Thiersa. Jednakże tak zwana strefa miejska Paryża zajmuje niemal cały historyczny region Ile-de-France, jego osiem departamentów i 1280 gmin. To jedna z największych megalopolis na świecie. Jedyną strukturą, która wiąże tę grawitującą wokół historycznego Paryża galaktykę, jej swoistym krwiobiegiem, jest linia podmiejskiej kolejki i sieć lokalnych środków transportu zbiorowego. Zaopatrzeni w mały pomarańczowy bilet wstępu, tak zwaną carte orange (kartę sieciową wykupioną na wszystkie strefy obsługiwane przez RATP – Niezależny Zarząd Transportu Paryskiego), wsiadając w jeden z pociągów w centrum miasta, możemy zacząć krążyć w wielkiej sieci: metro, pociągi, lokalne autobusy, kilka linii tramwajowych. Zanurzamy się w fascynujący labirynt, niekończącą się zurbanizowaną strukturę, przeżywamy wspomnienie podróży Marco Polo z Niewidzialnych miast Italo Calvino. Rozmaitość fizjonomii, kolorowych strojów z dalekich krain, języków, form architektonicznych, nastrojów, dekoracji. Każdy przystanek zaprasza do osobnego, nieznanego świata. Przybywając z metropolii, przyglądamy się im z ostrożną ciekawością, niepewni ich znaczeń, ich statusu, ich cywilizacyjnego miejsca, których nie potrafimy odczytać, posługując się tradycyjną lekturą miasta. Dlaczego można by opisać te miejsca jako przestrzenie niczyje? Może dlatego, że niewielu uważa je za własne. Architektura przedmieść – gdzieniegdzie ortodoksyjnie funkcjonalistyczna, gdzie indziej niezwykle fantazyjna, wydaje się scenografią zmontowaną bez konkretnego scenariusza. Zamieszkujący ją emigranci z czterech stron świata korzystają z wygodnych mieszkań, dobrze zaopatrzonych sklepów, pomocy społecznej, a jednak tkwią tu jak w wielopokoleniowej poczekalni do lepszego świata. Na wyciągnięcie ręki, lecz wciąż niedostępnego. W cywilizacyjnym przedsionku. Ta przestrzeń nie jest celem, mieszkaniem, domem, ale przedłużającym się etapem. W języku administracji publicznej te obszary pozbawione są form miejskich – to strefy urbanizacyjne o różnej gęstości zabudowy i bardzo złożonej przynależności administracyjnej. Przestrzeń pasażowa, bo symbolicznym centrum typowego miasta jest dworzec, zajezdnia autobusów, kontenerowy hipermarket. Zaskakująca jest wola destrukcji części przedmieść: od podpalanych szkół i sal sportowych po radosne święto detonacji zdegradowanych blokowisk, w których mieszkańcy chętnie uczestniczą (choć zdarzają się i protesty tych, którzy są sentymentalnie związani z osiedlem). Decyzja o wyburzeniu przysparza wyborców lokalnym politykom, bowiem przeciętny Francuz marzy o domu z ogródkiem. Niewidzialne miasta nie istnieją w potocznych wyobrażeniach o przestrzennym kształcie kraju. Nie tylko turystom i autorom kolorowych przewodników, ale i mieszkańcom Francji (także tym z blokowisk) jawi się ona wciąż przede wszystkim jako kraj gotyckich katedr, renesansowych zamków i eleganckich historyzujących kamienic o mansardowych dachach. Wielkie zespoły nie są postrzegane jako istotny element pejzażu architektonicznego. Starsi ludzie ze strachem patrzą na egzotycznych przybyszów stamtąd w bejsbolowych czapkach i luźnych dresowych spodniach. Wiele zanikło z dawnej elegancji, zwłaszcza wśród młodego pokolenia. Starszych Paryżan nadal można bezbłędnie rozpoznać albo po dyskretnej elegancji, albo po niektórych dodatkach, np. beretach. Wiadomości o rozruchach na przedmieściach to dla przeciętnych obywateli jakby wieści z innego świata, konkurujące atrakcyjnością z informacjami o wielkich katastrofach i wojnach. Społeczne rozruchy są częścią miejskiej legendy Paryża, ale narastająca w ostatnich latach kontestacja przedmieść nie została wpisana w republikański mit. Bunt emigrantów między innymi z północnej Afryki i krajów Magrebu (a właściwie ich urodzonych we Francji dzieci i wnuków) to postkolonialna czkawka. Efekt poczucia wykluczenia, braku życiowych szans, społecznej stygmatyzacji, w której przestrzeń przedmieścia z wszechobecną policją i narzuconą republikańską retoryką odgrywa ogromną rolę. Nadawanie tym konfliktom charakteru przestrzennego jest jednak przez wielu socjologów postrzegane jako polityczna próba zamaskowania prawdziwych źródeł problemu. Mówimy „zamieszki miejskie” zamiast „zamieszki społeczne”, jakby to sama przestrzeń miasta była ich źródłem . W języku administracji mówi się o „wrażliwych strefach miejskich” (zones urbaines sensibles), wzmacniając dystans do tak językowo naznaczonych miejsc-problemów, jakby zamiast spójnej akcji politycznej ich mieszkańcy potrzebowali raczej pomocy terapeuty . A co ze starym Paryżem? Nie musimy się martwić. Zakochani trzymając się za ręce wciąż spacerują w Ogrodach Luksemburskich i wzdłuż Sekwany. Nienawiść – słynny film w reżyserii Mathieu Kassowitza z 1995 roku , w którym mowa o monotonnej stagnacji życia młodzieży z przedmieść, o braku perspektyw i eskalacji konfliktu z policją (a zatem kontrolującą obecnością państwa), rozgrywa się w malowniczym osiedlu, które reżyser nazwał „Miasto Konwalii”. To jeden z podparyskich zespołów, w rzeczywistości noszący nazwę La Noé, wzniesiony w 1971 roku według projektu Emile’a Aillauda (1902-1988) w miejscowości Chanteloup-les-Vignes. Dlaczego – co podkreślają znawcy architektury – jeden z bardziej udanych artystycznie projektów związanych z wielkimi zespołami stał się scenerią dla tytułowej „nienawiści”? Dlaczego reżyser nie posłużył się raczej jednym z chętnie denuncjowanych, monotonnych zespołów identycznych bloków pozbawionych jakichkolwiek aspiracji artystycznych? Jednym z modernistycznych dzieł przestrzegającym dokładnie zaleceń Karty Ateńskiej? Dlaczego wybrał osiedle, w którym główny plac (architekt marzył o wstawieniu tu ratusza) otaczają ściany bloków z mozaikami przedstawiającymi twarze poetów Victora Hugo, Gérarda de Nervala, Stephana Mallarmégo, Artura Rimbauda, Charlesa Baudelaire’a i Paula Valéry’ego, a jego nawierzchnia imituje rysunek płyty placu Kapitolińskiego Michała Anioła? Wydaje się, że teatralny kontrast tych surrealistycznych przestrzeni i realnych problemów ich mieszkańców zdał mu się szczególnie znaczący. Dealer narkotyków spotyka się z klientem pod ogromną mozaiką z rękami Boga i Adama (cytat z kaplicy Sykstyńskiej), młodzi ludzie wypełniają czas dialogami o niczym obok ogromnego betonowego hipopotama. Ulicami przechadza się autentyczna krowa (w Grande Borne w miejscowości Grigny – innym z osiedli Aillauda – przechadzając się wśród bloków, spostrzegamy nagle na jednej ze ścian głowę okapi, jakby wychylającego się zza rogu); to świat na opak, rzeczywistość wykrzywiona. Architektura zdaje się drwić z mieszkańców (w projekcie Aillauda miała się do nich uśmiechać), mieszkańcy nie zwracają uwagi na artystyczne dziwactwa miejsca, które postrzegają jako narzędzie społecznej i kulturowej banicji. Paryżanie zawsze mówią „dzień dobry”. Emile Aillaud był zapewne uroczym człowiekiem. Ze zdjęć spogląda starszy pan z wesołą twarzą i wielką kokardą na szyi, z kart książek przemawia osoba pełna humoru, ciepła, człowiek wielkiej erudycji, o nieco mieszczańskim guście, do którego się przyznawał i z którego kpił. Matka Aillauda grywała na pianinie Chopina i malowała kopie kwiatów akademickiego guru – Bourguereau. I takie właśnie kwiaty i gamy chciał architekt ofiarować mieszkańcom swoich osiedli. Uczynić ich codzienność nieco mniej uciążliwą, barwniejszą, podobną do stanu „pogodnej biedy”, w której sam został wychowany. Sztuczne pagórki i skałki, wijące się wężowate fasady pokryte różnokolorowymi mozaikami, eliptyczne place, obeliski, ogromne rzeźby przedstawiające gołębie, figura Guliwera w piaskownicy, wielkie pomarańczowo-czerwone jabłko przy wyjściu ze szkoły… Celem Aillauda było zerwanie z racjonalistyczną, zdyscyplinowaną estetyką i urbanistyką francuskiej szkoły sztuk pięknych. Stworzenie przestrzeni irracjonalnych, poetyckich, frapujących swą tajemniczą i bogatą symboliką, której odczytanie wymagałoby nie erudycji, ale wyobraźni. „Dlaczego umieściłem te wielkie portrety Kafki i Rimbauda w Grande Borne? A dlaczego nie? Ci, którzy tu mieszkają, nie czytają Rimbauda i Kafki. Niewątpliwie. Ale czy turyści, którzy w Paryżu mijają autobusem pomnik Dantego czy Voltaire’a, naprawdę czytali Dantego czy Voltaire’a? Pewnego dnie zapytano jakieś dziecko z Grande Borne pokazując mu Rimbauda: »Wiesz kto to jest«? »To Alain Delon«. O to chodzi. Być może któregoś dnia chłopiec rozpozna Rimbauda. Być może nie rozpozna go nigdy. On tutaj jednak jest” – pisał Aillaud. Być Paryżaninem to być entuzjastą, optymistą i człowiekiem bezpośrednim. To jest tak naturalne jak urok samego Paryża. A jeśli Rimbaud na ścianie budynku przeszkadza? Jeśli jest znakiem obecności kultury, która staje się symbolem opresji i wykluczenia? Aillaud dał swoim osiedlom wiele z własnych wspomnień i fascynacji: kwietniki w Grande Borne zdobią twarze członków jego rodziny, w La Noé na jednym z placów króluje odlew nogi jego syna. Architekt lubił przechadzać się po ulicach „swojego” miasta, które zapewne było spełnieniem jego dziecinnych marzeń. Czy jednak wystarczy, aby przestrzeń była osobista, by stała się wspólna? Aillaud miał dla swych protegowanych, o których wiedział, że będą biedni (wykonywał swe projekty wszak dla HLM – stowarzyszenia budowy tanich mieszkań), stosunek pełen ojcowskiej czułości. Mówił często o swoich przestrzeniach jako „czułych”. „Chciałem, aby moja architektura odpowiadała ludziom, którzy mi się podobają. To musiało pozostać tajemnicze, bo ci ludzie pewnie nie podobaliby mi się, gdybym znał ich indywidualnie”. Pragnął, aby mieszkańcy projektowanych przez niego osiedli potrafili w nich przebywać w specyficznej, biernej melancholii, w stanie radosnego pogodzenia z życiem i swoim miejscem w społeczeństwie. Jak to określił, by umieli „zamienić czas w cierpliwość”. Oglądając „Nienawiść”, widzimy, dlaczego stopniowo zaczęli ją tracić. Dorota Jędruch Źródło: Autoportret - październik 2008 „Autoportret” jest jedynym w Polsce czasopismem stworzonym z myślą o wszystkich zainteresowanych problematyką przestrzeni. autoportret. pismo o dobrej przestrzeni październik 2008 przestrzenie niczyje www.autoportret.pl Spis treści numeru październik 2008 marc augé, nie-miejsca Obszerny fragment z klasycznej już pozycji Non-places Marca Augé, antropologa kultury, który jako pierwszy pokusił się o opis i interpretację jednego z charakterystycznych zjawisk nadnowoczesności: nie-miejsca (słowo zostało też przez niego stworzone). Przez nie-miejsca rozumie on te przestrzenie zglobalizowanego świata, w których człowiek współczesny spędza sporą część swojego czasu i które wszędzie wyglądają podobnie: lotniska, supermarkety, autostrady, bankomaty. Autor zastanawia się nad zmianą percepcji przestrzeni w dobie coraz większego rozpowszechniania się autostrad (i zaniku dróg lokalnych), nad dziwnym poczuciem uregulowanej wolności, jakim cieszy się człowiek we współczesnych nie-miejscach, i nad samotnością, będącą koniecznym warunkiem tej wolności. marta smagacz, strategie oswajania. miejsca i nie-miejsca Nie-miejsca z socjologicznego punktu widzenia są zjawiskiem towarzyszącym globalizacji gospodarki i kultury. Rozwój przestrzeni w rodzaju centrów handlowych powoduje, że coraz większe obszary miast nabierają charakteru jednorodnego i nieoswojonego. Badacze społeczni podkreślają negatywne konsekwencje tego typu przemian – brak ‘miejsca’ prowadzi do wykorzenienia jednostki, pojawiania się dylematów tożsamościowych i pytań: „kim jestem?”, „Skąd pochodzę?”. Jedną ze strategii zakorzeniających jest poszukiwanie nowych ‘miejsc’, na przykład w starych, wykluczonych częściach miast. Drugi to oswajanie nie-miejsc. dorota wąsik, w szczelinach rzeczywistości. niczyje tokio Notatki z wędrówki po największej aglomeracji świata – Tokio. Przestrzeń publiczną rozumie się tam inaczej niż w Europie, a towarzyszące mieszkańcom Japonii poczucie tymczasowości podkreśla jeszcze brak rozumianego w sposób zachodni pietyzmu dla przeszłości i ciągła zmiana otoczenia. Przestrzenie tranzytu, hotele miłości, pustka środka – cesarskiego pałacu, wreszcie nowi bezdomni, spędzający noce w całodobowych kawiarenkach internetowych składają się na obraz życia w japońskiej stolicy. paulina borysewicz, miejsca trzecie w przestrzeniach niczyich Miejsca pierwsze to miejsca pracy, drugie to mieszkania i domy, a trzecie to wszystkie te, które pozwalają ludziom wchodzić w spontaniczne relacje między sobą. Definicja miejsc trzecich jest bardzo szeroka, ale nakładając na nią szablon przestrzeni niczyich, zawężamy ją do tych fragmentów miasta, które są uspołecznione – przynależne do grupy. mark cousins, nonsuch Angielskim termin „Nonsuch” jest rzadko używany i oznacza coś wyjątkowo osobliwego. Tytuł odnosi się do miejscowości Poundbury – modelowej wsi w zainicjowanej przez księcia Karola kampanii na rzecz… planowanego rozwoju spontanicznej zabudowy. Cykl fotografii Steffi Klenz ukazuje Poundbury z całą jego niesamowitością, unikając jakichkolwiek idealizacji i broniąc się przed sentymentalizmem. kathrin franke, rodzaje śmierci. czyli o tym, jak przestrzeń niszczy miejsce Przestrzeń to coś, co się przemierza lub pokonuje, aby dostać się do jakiegoś miejsca. Problem w tym, że w dzisiejszym świecie mamy do czynienia z ekspansją przestrzeni, które niekiedy pożerają miejsca. Autorka opisuje dwie tragiczne w skutkach metody zniszczenia miejsca: przez zatrucie i uduszenie oraz przez rozbiór i zatopienie. artur wabik, oaza wypoczynku, mekka undergroundu Zespół Domów Wypoczynkowo-Szkoleniowych w Porąbce-Kozubniku przeżył lata swojej świetności w PRL-u, kiedy był nowoczesnym centrum wypoczynkowym dla prominentów i dygnitarzy. Po 1989 roku zbankrutował, popadł w ruinę i stał się typową przestrzenią niczyją. A jednak od wielu lat trwa oryginalny i całkowicie spontaniczny proces jej oswajania – wszystko to zasługa grafficiarzy, miłośników paintballa i survivalu. dorota jędruch, wrażliwe miejsca Przedmieścia Paryża, zamieszkiwane przez emigrantów, często świetnie zaplanowane i wyposażone, nie stają się jednak dla swych mieszkańców ich mieszkaniem czy domem. Pozostają tylko przedłużającym się etapem. Na tle różnego rodzaju zespołów mieszkaniowych uwagę zwraca osiedle La Noé – obszar sztucznie stworzony, irracjonalny, poetycki i wypełniony symboliką. Projekt Emila Aillauda, pełen odniesień do francuskiej kultury (mozaiki z twarzami Rimbauda i Baudelaire’a na ścianach szczytowych bloków), w zamierzeniu sentymentalny i przyjazny, jeszcze dobitniej uwydatnia obcość i wykluczenie emigrantów. agnieszka szeffel, 20 km od fenyang O nowym chińskim kinie na przykładzie twórczości Jia Zhang-ke, który udokumentował odchodzące w przeszłość, wyludnione miasteczka, mające zostać wkrótce zalanymi wskutek budowy Tamy Trzech Przełomów. To element szerszego zjawiska wykorzenienia, które dotyka wielu mieszkańców Chin. jarosław urbański, squating jako swoboda i samowola Squating to, mówiąc inaczej, samowolne osadnictwo. Ideologia squaterska zasadza się na negacji formalnie pojmowanego prawa własności i postuluje uspołecznienie przestrzeni i substancji miejskiej. Europejskie i północnoamerykańskie squaty przeżywały swoją świetność w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XX wieku. W Polsce ruch squaterski działał na dużo mniejszą skalę. Największy i najstarszy, nadal działający, squat to poznański Rozbrat, założony w 1994 roku w opuszczonych barakach poprzemysłowych. roman rutkowski, niełatwa Mieszkańcy spokojnych, sytych, pozbawionych emocji przestrzeni cywilizacji Zachodu coraz bardziej zaczynają doceniać zachowania ekstremalne. Wielu wystarcza bierne uczestnictwo (np. przed telewizorem), ale są i tacy, którzy wyruszają na poszukiwanie nieskomercjalizowanych, szorstkich przestrzeni i tam oddają się swoim pasjom: free runowi, street racingowi czy turbogolfowi. grzegorz hajduk, sąsiedzi Bezdomni mają niezwykłą zdolność obejmowania w swoje posiadanie niczyich przestrzeni publicznych, a następnie przekształcania ich zgodnie z własnymi potrzebami. Zawłaszczają miejsca, które z pozoru są wspólne, a w rzeczywistości często niczyje, kolonizując je krok po kroku, a z czasem wypychając z nich nawet innych użytkowników. anna komorowska, gdzieś pomiędzy Zajęte przez stoliki i parasole, zastawione samochodami, oszpecone zardzewiałym trzepakiem – krakowskie podwórka. Każde inne, ale wiele z nich łączy brak estetyki i utrata dawnych funkcji. Traktowane jako niczyje mogą stać się wspólną przestrzenią, niekoniecznie dzięki znacznym nakładom środków, ale poprzez wzmocnienie identyfikacji mieszkańców z ich przestrzenią. emiliano ranocchi, nowhere Esej o pozytywnych skutkach przebywania w miejscach o rozmytej tożsamości, znajdowania się w punktach czasu, w których oczekiwanie jest ważniejsze od spełnienia, wreszcie o byciu w Krakowie, miejscu gry z pierwowzorem i archetypem, mieście, w którym autor intensywnie doświadczył estetyki Europy Środkowej. od czasu do czasu zależymy od innych. z tarasem prochaśką rozmawia patrycja trzeszczyńska O konstrukcie Europie Środkowej jako ziemi niczyjej, pewnej nieokreśloności stylistyki tego obszaru, micie Galicji oraz ukraińskich problemach z określeniem własnego miejsca w świecie rozmawiamy z pisarzem, dziennikarzem i publicystą z Iwano-Frankowska, przedstawicielem fenomenu stanisławowskiego w literaturze ukraińskiej. jurko prochaśko, nasze szerokości Na terenie Europy Środkowej i Wschodniej można znaleźć wiele miejsc-śladów. Dziś niczyje, kiedyś należały do zamieszkałych na danym terenie przedstawicieli innych grup etnicznych, narodów czy kultur. Cmentarze, kościółki, cerkwie, synagogi – najczęściej odchodzą w zapomnienie przykrywane kolejnymi warstwami nowej rzeczywistości. piotr knaś, ziemie bez znamion. własność „ziemi niczyjej” Ze spotkania rdzennej społeczności z nowymi mieszkańcami rodzi się konflikt, problemy własnościowe, symboliczne, a w ostatecznym rozrachunku największą szkodę ponosi sama przestrzeń. Andrea Geyer stworzyła metodę przywracania pierwotnego sensu przestrzeni, która pozwala na jej odzyskanie przez rdzennych mieszkańców. Zderzając widoki pozornie „niczyjej pustki” z ogromnym materiałem ilustrującym kolonizację oraz z dokumentami zniszczonych kultur, artystka ujawnia mechanizmy rządzące procesem degradacji przestrzeni.
eWjEi1NoKQaAc6IKTRHSXB7tXM3nSMDTG5ocH46f99Z26N0PUPWT7M9fbetb_jedruch-01.jpg
3fViCTIwuGZ43jwjqALdnjAiiBje3iaASxZsUgm4p6rfSDngwK1iRiiO8OkC_jedruch-02.jpg
CuBlL6WyBJE1dmMDN8BjWYw8Wp4mfiT6AfmiSQE3BC7eu7RLOltkPjiVsueW_jedruch-03.jpg
4TUcXYHa7S356WENOQmGC0QOmRpD88AdnMj1tIgY0YFS6jT4lvBwdsboQSzS_jedruch-04.jpg
SUErRIDCv9ThH7VhHrlFKboCmXkBWhM8pQ0wpxxijvJB5RmhNQRM6IeUwn5i_jedruch-05.jpg
EbLL1CPrWkLQEKwcJadZqiuoo9C4mkh6NEPBbZQZ2uFqKvfaEIHG2Dt4IMCC_jedruch-06.jpg
jtyPg1jQYtRkijDNf96wwIMeIdc1jevtQUmQ0zLeLKmjYwyUNFJEp3cW0OcD_jedruch-07.jpg
ZIYuKwWMaDCabTstcrlkFS0YmaaNPlucgY3eAT2Pz7i1vBDFXywtCDRPOn9E_jedruch-09.jpg

Podepnij swój artykuł

tagi

Szkoła z betonu od Zbigniewa Maćkowa
Szkoła z betonu od Zbigniewa Maćkowa

V Liceum Ogólnokształcące we Wrocławiu – to realizacja architektoniczna warta uwagi z wielu powodów. ...

Dom jednorodzinny JRV2 z drewna i betonu ze studia de.materia
Dom jednorodzinny JRV2 z drewna i betonu ze studia de.materia

Projekt architektoniczny tego domu jednorodzinnego zdeterminowało jego położenie: na stoku skarpy, n ...

Budynek jako pomnik
Budynek jako pomnik

Budynek – pomnik, miejsce pamięci połączone z dziełem architektonicznym – to pomysł, który nie jest ...

KOMENTARZE
Komentarze
Brak komentarzy
Zaloguj się, aby dodać komentarz

Nie przegap okazji!!!

zapisz się do naszego newslettera