Chcesz być na bieżąco? Zapisz się do naszego newslettera


Wojna o kielichy – ciąg dalszy

 

Czas czytania: ~6 min


nZkZIC49fD2dmqLGRVF5vVN8QNEV1iGdk5BUfj3UO19k0iHv0M2tdbnHrgsR_dworzec-katowicekiel.jpg
Katowicki Dworzec Główny to dla niektórych jedna z niewielu ocalałych pereł powojennego modernizmu i najlepszy przykład architektury brutalistycznej w naszym kraju. Dla innych – śmierdzące, brudne i zaniedbane siedlisko patologii, które trzeba zrównać z ziemią. Ci ostatni mają póki co więcej powodów do radości, bo niedługo na plac budowy wjechać mają buldożery. Inwestor ma już w ręku pozwolenie na budowę centrum handlowego w miejscu obecnej hali dworca.

Wygląda na to, że władze Katowic postawiły na dworcu krzyżyk, choć początkowo utrzymywały, że o jego wyburzeniu nie może być mowy. Problem ten został poruszony na konferencji prasowej katowickiego oddziału SARP, która odbyła się w czwartek, 29 lipca 2010 r. i której przyświecało hasło „Zmanipulowany dworzec”. Przywołano na niej wypowiedź prezydenta miasta, Piotra Uszoka, sprzed ponad dwóch lat, kiedy to zapewniał: „Zachowanie znacznej części substancji dworca było jednym z warunków, by przejść do drugiego etapu rokowań [z inwestorem]. Nie zgodzilibyśmy się na wyburzenie hali dworcowej".

Dwie ekspertyzy

Ostatnio powróciła teza mówiąca o tym, że zachowanie konstrukcji dworca nie jest możliwe ze względu na jej zły stan techniczny, co wykazała ekspertyza przeprowadzona dla inwestora – firmy Neinver Polska. Jej wynik został wprawdzie podważony przez specjalistów ze śląskiej Politechniki, zdaniem których dworzec z powodzeniem mógłby służyć jeszcze przez wiele lat, ale inwestor konsekwentnie trzyma się opinii dla siebie wygodniejszej. Zapewnia, że kielichy stanowiące najcenniejszy element zaprojektowanej przez Wacława Zalewskiego konstrukcji zostaną zrekonstruowane, ale chyba nikt w to nie wierzy.

Koszty tego przedsięwzięcia byłyby ogromne, i trudno będzie znaleźć odpowiednich fachowców. Poza tym, ich wartość polega przede wszystkim na tym, że są autentycznym świadectwem myśli inżynierskiej i konstruktorskiej swojego czasu. Odbudowane, nie będą niczym więcej niż teatralną scenografią. Tymczasem, jak podkreśla SARP, „zamiast poszukiwania technicznych rozwiązań umożliwiających zachowanie cennej konstrukcji odbywa się bezprecedensowa manipulacja wokół przebudowy albo destrukcji Dworca”. W tych okolicznościach śląscy architekci podjęli poważną decyzję i zaoferowali włodarzom „nieodpłatną pomoc w postaci projektu zmian, umożliwiających ochronę pierwotnej konstrukcji dworca”.

Architekci, podobnie jak krytycy i historycy architektury, stoją za dworcem murem, a zaangażowany w dworcową batalię Robert Konieczny, zapowiada, że są zdeterminowani i katowicki dworzec może się stać „architektoniczną Rospudą”.

Pojawia się też pytanie: gdzie są ludzie odpowiedzialni za szeroko pojętą Kulturę w mieście, które przecież ubiega się o miano Europejskiej Stolicy Kultury w 2016 r.? Czyżby zapomnieli, że nie chodzi tylko o koncerty, wystawy i festiwale, ale także stosunek do dziedzictwa kulturowego (także architektonicznego), dbałość o jakość przestrzeni publicznej i tożsamość miasta? Powołując się w haśle kandydatury na pionierski Giszowiec – jedno z pierwszych w Europie i pierwsze na terenie dzisiejszej Polski osiedle zbudowane zgodnie z ideą miasta-ogrodu, ignoruje się wartość unikatowej konstrukcji dworca.

Różne modernizmy?

Właśnie potwierdziła się wiadomość, że w Katowicach powstanie Szlak Moderny (oczywiście tej międzywojennej). Miastu udało się pozyskać unijną dotację na realizację przedsięwzięcia obejmującego 5,5-kilometrową trasę z 16 budynkami uznawanymi za najcenniejsze przykłady katowickiej architektury modernistycznej. Wiceprezydent miasta, Arkadiusz Godlewski nie krył radości: „To element naszego dziedzictwa, z którego możemy być dumni i warto się tym chwalić”. Rzeczywiście, wiadomość to wspaniała, szkoda tylko, że w tym samym czasie władze Katowic chcą pozbawić następne pokolenia równie świetnych przykładów modernizmu powojennego (po piętach planom zniszczenia dworcowych kielichów depcze projekt renowacji Spodka). W tej kwestii ich ignorancja i obojętność konserwatora zabytków są czymś trudnym do zrozumienia. Nic więc dziwnego, że członkowie Stowarzyszenia Architektów Polskich domagają się nie tylko „zachowania konstrukcji dachu hali dworcowej, jako elementu europejskiego dziedzictwa kulturowego”, ale także „powołania w mieście odpowiednich struktur, zdolnych do profesjonalnego i odpowiedzialnego zarządzania jego rozwojem przestrzennym, co zapobiegałoby tego typu trudno odwracalnym błędom”.

Bez tarczy prawa

Katowicki dworzec, będący jednym lepszych przykładów polskiej architektury drugiej połowy XX wieku, zniknąć może w majestacie prawa. Sytuacja obiektów współczesnych, które zabytkami nie są, a jednak – ze względu na swoją wartość – powinny zostać objęte ochroną, jest w Polsce mocno skomplikowana.

Obowiązująca ustawa o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym z 2003 r. mówi o konieczności zabezpieczenia „dziedzictwa współczesności” i obowiązek ten nakłada na lokalne władze, które powinny uwzględnić wartościowe budynki w planach zagospodarowania przestrzeni – od szczebla wojewódzkiego, po plany miejscowe. W praktyce jednak niewiele z tego wynika, choćby dlatego, że znaczna część obowiązujących obecnie dokumentów powstała jeszcze zanim ustawa zaczęła obowiązywać, natomiast w tych, przygotowanych po jej wejściu w życie, kwestie dotyczące ochrony dóbr kultury współczesnej podejmowane są często w sposób niewystarczający. Do tego dochodzi niechęć lokalnych władz, które, bojąc się stracić bogatych inwestorów, decydują się względem nich na zbyt daleko idące ustępstwa, których ofiarą padają niedoceniane powojenne obiekty (nie tylko architektoniczne). Oczywiście, istnieje wyjście awaryjne: można wpisać najbardziej wartościowe z nich do rejestru zabytków, co może uchroni je przed zagładą. Najwyraźniej jednak w oczach lokalnych władz konserwatorskich katowicki dworzec na to nie zasługuje.

Po raz kolejny okazuje się, że z powojenną architekturą wciąż nie potrafimy sobie poradzić. Wciąż nie dojrzeliśmy do jej świadomego, niewypaczonego względami politycznym, odbioru. Podczas dyskusji o losach katowickiego dworca padają często argumenty, że dworzec (podobnie jak wiele innych budynków powstałych w pierwszych dziesięcioleciach po wojnie) nie podoba się większości użytkowników, więc trzeba go wyburzyć. W myśl tej zasady należałoby zorganizować wielkie narodowe referendum i wybrać, które dzieła sztuki zachować, a które – w obliczu braku masowego uznania – puścić z dymem lub zrównać z ziemią. Być może obudzilibyśmy się wtedy w uroczym świecie pastelowych landszaftów i szlacheckich dworków. Tylko, że i w tym wypadku pojawia się najbardziej podstawowe pytanie czy wartościowe jest tylko to, co podoba się większości.

Daniela Szymczak

Uli2Gnafc9ZmyL70Hyoj908GLIwilgQotKsx7l6A1L3l6OGWE7u2zwJiuIpT_dworzec-katowicezew.jpg

Zobacz tekst "Architektura i polityka"

Podepnij swój artykuł

tagi

Przedszkole w Lądku-Zdroju
Przedszkole w Lądku-Zdroju

Przedszkole w Lądku-Zdroju powstało dla 180 dzieci. Miało pomieścić – poza salami dla kilkulatków – ...

Webinarium: VELUX Archi-Vizje: Światło w architekturze 21.06.2018
Webinarium: VELUX Archi-Vizje: Światło w architekturze 21.06.2018

Zapraszamy 21 czerwca 2018 na bezpłatne szkolenie dla architektów, którego tematem będzie: „VELUX Ar ...

Mundial 2018 – gdzie grają piłkarze
Mundial 2018 – gdzie grają piłkarze

Mundial 2018 wzbudza sporo kontrowersji, krytykowana jest lokalizacja mistrzostw (choćby to, że Rosj ...

KOMENTARZE
Komentarze
Brak komentarzy
Zaloguj się, aby dodać komentarz

Nie przegap okazji!!!

zapisz się do naszego newslettera